Otworzyłem oczy. Do płuc wtargnęło powietrze, a ja zacząłem brać głębokie wdechy. Usiadłem na posłaniu kaszląc. Miałem popękane wargi i suchość w ustach. Tak bardzo chciał mi się pić.
Zaraz. Wróć… Na posłaniu. Nieco spanikowany, rozejrzałem się dookoła. To był jakiś szpital. Na sobie zamiast moich ukochanych łachmanów, ktoś wcisnął na mnie luźną lniana tunikę do kolan.
Odsunąłem z nóg koc , którym zostałem okryty i położyłem stopy na posadzce. Pod stopami zamiast zimna, poczułem ciepły kamień. Skonsternowany spojrzałem w dół jednak nic ciekawego nie dostrzegłem.
Gdzie byłem? Ponownie rozejrzałem się po pomieszczeniu, jednakże tym razem w oczy rzuciło mi się sporych rozmiarów jajo. Jego skorupa miała śliczny fiołkowy odcień. Zmarszczyłem brwi. Niepewnie pogładziłem chropowatą skorupę a po moim kręgosłupie przebiegły iskry. Oczy delikatnie mi się zaszkliły, jednak zaraz je przetarłem. Nie jestem babą żeby ryczeć.
- Czas ogarnąć co tu się dzieje - mruknąłem pod nosem i nadal odziany w lnianą koszule z jajem pod pachą, wychynąłem na korytarz
Jednak natychmiast z powrotem cofnąłem się z powrotem do pokoju, ponieważ zaraz przy drzwiach stał obrócony tyłem facet w czerni który od paru dni uprzykrzał mi życie. W pierwszym odruchu chciałem uciekać przez uchylone okno, jednak po chwili namysłu zdecydowałem się zostać i czekać na rozwój tej dziwnej sytuacji.
< Przepraszam, że tak długo mi to zajęło. >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz