24 lutego 2019

Od Cor'a Cd Yael'a


Dlaczego muszę się tym wszystkim zajmować? Nie wiem ile razy już sobie zadawałem to pytanie, ale dalej nie dostałem na nie zadowalającej odpowiedzi. Po tym jak cała ta chaotyczna sytuacja z “próbą przejścia” Yael’a się skończyła, kochana przywódczyni kazała mi go pilnować, oraz zaprowadzić go do niej kiedy się obudzi, w końcu mały pewnie nie wie zbytnio co się dzieje. Cieszę się tylko że sam nie muszę mu nic z tego tłumaczyć, nie byłbym w stanie mu nic dobrze wytłumaczyć. 
Kiedy ja pocieszałem sam siebie, usłyszałem jak ktoś wychodzi z pokoju, ale zaraz potem cofa się do środka. Miło wiedzieć że się obudził. Chociaż mam nadzieję że nie będzie sprawiał żadnych problemów, głupio będzie mi go zabrać do “Pani Kapitan” siłą. 
Po skończeniu tych chwilowych przemyśleń, otworzyłem drzwi i wszedłem do jego pokoju. Chłopak stał pośrodku i trzymał w rękach jajo, nie wiem czy bał się że mu ja zabiorę, ale im dłużej na mnie patrzył, tym mocniej ściskał swoje jajo. Gdybym chciał ci je zabrać, to bym go tu nie zostawiał wiesz? 
- Wszystko w porządku? - Patrząc na niego jestem wstanie powiedzieć że tak, ale lepiej będzie go zapytać, gdyby miał jakieś “ale” do dodania, jednak on tylko pokiwał głową. - Załóż buty i idziemy. - Powiedziałem wskazując na buty z boku łóżka i oparłem się o ścianę czekając na niego, chyba chciał coś powiedzieć, ale jednak zrezygnował. 
Kiedy już skończył ruszyliśmy na spotkanie, nie spał jakoś strasznie długo, więc może jeszcze nie opuściła szpitala? 



< Yael >

18 lutego 2019

Od Winry CD Simon


Minęło sporo czasu od wielkiego balu, który odbył się w Akademii. Świetnie się wtedy bawiłam, muszę przyznać. Teraz jednak wszystko wróciło do normy i znowu odbywają się zajęcia. Uwielbiam praktykę z lotu na smoku, albo wspólne ćwiczenia ze smokami mające wzmocnić nasze więzi, ale teoria i  nauka o zasadach, co robić czego nie robić potrafią zanudzić. Są to jednak ważne rzeczy, które należy wiedzieć. Właśnie dla tego, mając wolne dwie godziny udałam się do biblioteki akademickiej aby poczytać trochę książek. Uwielbiam czytać, zwłaszcza w tym miejscu, mogę się tutaj z łatwością wyciszyć i odpocząć po całym dniu, pośród książek różnej daty.

.....

Po przeczytaniu kilku rozdziałów jednej z książek zaciekawiło mnie parę rzeczy które w niej opisano. Odsunęłam od siebie księgę i wstając z krzesła podeszłam do regału aby sprawdzić czy znajdzie się jakiś tom z odpowiedziami na moje pytanie. Idąc wzdłuż regałów przyglądałam się etykietom na których alfabetycznie zapisane były litery. Zdążyłam po drodze zabrać ze sobą już kilka książek, kiedy nagle zza zakrętu, wprost na mnie wpadł jakiś wielki facet. Nie zdążyłam się mu nawet przyjrzeć. Poczułam tylko jak obijam się od jego torsu. Wypuściłam z rąk trzymane książki, a on w ostatniej chwili złapał mnie za rękę, dzięki czemu nie upadłam na ziemię. Rzuciłam w jego stronę początkowo lekko przerażone spojrzenie, w końcu mało brakowało a wylądowała bym na podłodze, po chwili jednak na mojej twarzy znowu zagościł uśmiech, kiedy tylko odzyskałam równowagę.
- Bardzo przepraszam, nie patrzyłam gdzie idę - mówiąc to schyliłam się po książki które leżały na ziemi.


<Simon?>

Od Simon'a


Czułem jak Risar łączy się ze mną w bólu.. przenosząc na siebie część. Podniosłem się i stanąłem podtrzymując się o bok smoka. Zamknąłem oczy i pozwoliłem by błękitna aura mnie objęła..natychmiast dodając mi więcej sił. Pogładziłem Risara po pysku, po czym uchyliłem lekko głowę w wyrazie podziękowań.
~ Napotkałeś coś w czasie zwiadu? - spytałem. Smok odmruknął mi tylko po czym wskazał swój grzbiet. Miał rację, warto w końcu wyjść z tego świata i zainteresować się tym "realniejszym". Pochwyciłem śnieżnobiałą koszulę i zarzuciłem na siebie nie zapinając guzików, zręcznie wskoczyłem na smoczy grzbiet i chwyciłem się jego smolistego twardego rogu.
~ Masz ochotę zobaczyć się z czarnowłosą? - tym razem on zadał pytanie. Przez moją głowę przeszły myśli o niej.. minęło zdecydowanie za dużo czasu odkąd ostatni raz widziałem moją Sor. Uspokajało mnie to, iż była w względnie dobrym stanie, przez nasze złączenie czułbym gdyby coś jej się działo.
Doprowadziłem swoje oczy do stanu normalnego i pozwoliłem Risarowi na wystartowanie.

----

Przelatując nad akademią czułem nową potężną energię..była dziwnie podobna do mojej..jednakże inna.
~ Risar poznajesz te energię? - zapytałem. Jednak ten nie odpowiedział mi. Postanowiłem to sprawdzić sam. Wylądowaliśmy na polance tuż obok akademii, zszedłem ze smoka, zapiąłem swoją koszulę i dość pewnym krokiem zmierzałem do zamku. Odchyliłem wrota i wszedłem do środka, nikogo na horyzoncie..patrząc na godzinę to trafiłem w punkt bowiem odbywają się zajęcia.
Skupiłem się na owej energii, długo szedłem aż napotkałem wejście do biblioteki.. Energia pałała potężną mocą.. znałem to. Chwyciłem za klamkę i wszedłem dość szybko. Jakaś dziewczyna zderzyła się z moim torsem, bowiem była niska w porównaniu ze mną, szybko złapałem ją za dłoń nie pozwalając upaść. To w końcu ja wszedłem nie ostrożnie i o mało jej nie staranowałem, wypadało zachować kulturę. Lecz zgubiłem swój trop związany z osobą z energią.


<ktoś?>

Od Yael'a Cd. Cor


Otworzyłem oczy. Do płuc wtargnęło powietrze, a ja zacząłem brać głębokie wdechy. Usiadłem na posłaniu kaszląc. Miałem popękane wargi i suchość w ustach. Tak bardzo chciał mi się pić.
Zaraz. Wróć… Na posłaniu. Nieco spanikowany, rozejrzałem się dookoła. To był jakiś szpital. Na sobie zamiast moich ukochanych łachmanów, ktoś wcisnął na mnie luźną lniana tunikę do kolan.
Odsunąłem z nóg koc , którym zostałem okryty i położyłem stopy na posadzce. Pod stopami zamiast zimna, poczułem ciepły kamień. Skonsternowany spojrzałem w dół jednak nic ciekawego nie dostrzegłem.
Gdzie byłem? Ponownie rozejrzałem się po pomieszczeniu, jednakże tym razem w oczy rzuciło mi się sporych rozmiarów jajo. Jego skorupa miała śliczny fiołkowy odcień. Zmarszczyłem brwi. Niepewnie pogładziłem chropowatą skorupę a po moim kręgosłupie przebiegły iskry. Oczy delikatnie mi się zaszkliły, jednak zaraz je przetarłem. Nie jestem babą żeby ryczeć.

- Czas ogarnąć co tu się dzieje - mruknąłem pod nosem i nadal odziany w lnianą koszule z jajem pod pachą, wychynąłem na korytarz

Jednak natychmiast z powrotem cofnąłem się z powrotem do pokoju, ponieważ zaraz przy drzwiach stał obrócony tyłem facet w czerni który od paru dni uprzykrzał mi życie. W pierwszym odruchu chciałem uciekać przez uchylone okno, jednak po chwili namysłu zdecydowałem się zostać i czekać na rozwój tej dziwnej sytuacji.


< Przepraszam, że tak długo mi to zajęło. >

10 lutego 2019

Od Adris (Próba przejścia Violet)


Gratulacje Violet przeszła Próbę Przejścia!
Żywioł Smoka: Światło  Płeć: Samica



Wygląd gdy dorośnie:

Od Violet (Próba Przejścia)


Był wieczór. Kręciłam się w kółko przed wejściem do Sali Prób, czy też jak ja to zaczęłam zwać, nowego życia. Byłam bardzo zestresowana. Bałam się, że żaden ze smoków mnie nie wybierze. Nie chciałam zostać odrzucona. Nie zniosłabym tego.
- Violet spokojnie – usłyszałam delikatny głos wężowej przyjaciółki.
- Jak mam być spokojna – mruknęłam gryząc delikatnie paznokieć ze stresu. - Czekam cały dzień. Nic nie jadłam, prawie w ogóle nie spałam. Nie mogę się na niczym skupić – jęknęłam siadając pod ścianą. Blanche owinięta wokół mojej ręki przepełzła na szyję. Zacisnęła się na niej zdecydowanie za mocno. - Dusisz – powiedziałam z trudnością łapiąc oddech.
- Oh wybacz- rozluźniła się dzięki czemu mogłam zacząć normalnie oddychać. Nim zdążyłam jej odpowiedzieć ogromne drzwi do Sali Prób otworzyły się. Zerwałam się na równe nogi.
- Violet? - naprzeciwko mnie stanęła smocza opiekunka Adris. Trzeba jej to przyznać jest naprawdę piękna. Ile ja bym dała za takie włosy…
- To ja – powiedziałam jeszcze bardziej zdenerwowana niż wcześniej.
- Zapraszam do środka – uśmiechnęła się delikatnie co w sumie trochę mnie uspokoiło.
Sala, do której weszłyśmy zabierała dech w piersiach. Była przepiękna. Pomimo tego, że nie jestem fanką przepychu i złota to miejsce miało w sobie coś niesamowitego. - Znasz zasady? - kobieta odwróciła się w moją stronę.
- Oczywiście. Mogę zaczynać? - gestem ręki zaprosiła mnie do pójścia przed siebie. Skinęłam delikatnie głową i spojrzałam na Blanche. Ta zmieniła się w białego kruka i usiadła na jednym ze złotych zdobień. Przyglądała się mi.
Wzięłam głęboki wdech i ruszyłam przed siebie. Kiedy tylko zrobiłam kilka kroków w przód poczułam przyjemne ciepło. Nie musiałam nawet przechodzić obok wszystkich jaj. Od razu wiedziałam że to jedno mnie woła.
- Violet… - usłyszałam cichy szept. - Violet w końcu się spotykamy – ruszyłam powoli w stronę tego cudownego, wręcz anielskiego głosu. Stanęłam przed jajem i spojrzałam na nie. Kiedy tylko dotknęłam skorupy dłonią moje oczy zalśniły, a włosy wydłużyły się. Pomimo braku wiatru zaczęły unosić się w powietrzu. Wokół mnie pojawiła się biało-złota energia, która po chwili zniknęła. Odsunęłam się od jaja i spojrzałam na opiekunkę. Moje oczy i włosy wróciły do normalnego stanu.
- T-to chyba to – powiedziałam zdyszana.


<Adris?>

Violet Serpent

Imię: Violet Serpent
Przezwisko: --
Wiek: 19 lat
Płeć: Kobieta
Stanowisko: Młody Jeździec
Specjalizacje: 
- Od dziecka trenowała walkę wręcz co czyni ją specjalistką w tej dziedzinie. Ponadto z bronią białą też radzi sobie bardzo dobrze. Ojciec tego wymagał, a ona nie potrafiła się mu sprzeciwić.
- Jest świetnym chemikiem i biologiem. Jej specjalnością są trucizny, których bazą najczęściej są rośliny hodowane w jej domu oraz jad Blanche. Oprócz trucizn robi lekarstwa. Z każdego zielska, które rośnie wokół potrafi stworzyć coś użytecznego. Warto jeszcze zaznaczyć, że jest chodzącą encyklopedią zielarstwa. Zna nazwy wszystkich, dosłownie wszystkich istniejących roślin i każdą z nich potrafi jakoś wykorzystać. 
- Dziewczyna to specjalistka od spraw surwiwalu i radzenia sobie w trudnych warunkach. Kiedy była mała ojciec potrafił zostawić ją samą w lesie. Nauczyło ją to wielu przydatnych umiejętności więc pamiętaj człowieku, z nią nie zginiesz.
Rodzice: Matki nie znała. Zmarła przy porodzie. Ojciec był jej jedyną rodziną. Przez nagłą śmierć żony został zmuszony do porzucenia kariery wojskowej co jak wydawało się Violet było większym bólem od śmierci żony. Mężczyzna nie miał zamiaru zaprzepaścić swojej wiedzy. Od najmłodszych lat wpajał Violett całą wiedzę jaką miał. Od sztuk walki po naukę pierwszej pomocy, chemii czy również biologii. Był bardzo szorstki, chłodny i oschły. Nigdy nie powiedział córce, że ją kocha. Dziewczynie nie było dane zaznać rodzicielskiej miłości. Los jednak chciał by Vert dołączył do swojej żony w zaświatach. Kiedy Violet skończyła szesnaście lat jej ojciec zachorował na śmiertelną chorobę, na którą nawet najlepsi nie potrafili znaleźć lekarstwa. I tak w wieku siedemnastu lat dziewczyna została osierocona. Nie rozpaczała po stracie. Dzięki temu poczuła się silniejsza.
Rodzeństwo: --
Partner: --
Potomkowie: --
Smok: --
Pupil: Blanche
Charakter: Violet jest specyficzną osobą. Bardzo ciężko nawiązuje nowe znajomości. Wszystko dlatego, że w latach dzieciństwa i młodości zamiast bawić się z rówieśnikami musiała trenować. Ojciec nigdy nie pozwalał jej wyjść trochę się zabawić, odpocząć. Twierdził, że jeśli jego córka znajdzie sobie przyjaciół przestanie skupiać się na nauce i zaprzepaści całą jego wiedzę. Oczywiście po jego śmierci wyszła do ludzi i znalazła kilku przyjaciół, a nawet więcej niż przyjaciół.
Zaczynając konwersację z nią musisz przygotować się na to, że czasami może cię ignorować. Zdarza jej się bujać w obłokach przez co chwilami jest troszkę nieobecna. Nigdy nie wiadomo kiedy wpadnie na pomysł, który mógłby uratować setki istnień, nieprawdaż? 
Violet w rozmowie jest bezpośrednia. Ojciec nauczył ją kłamać i udawać jednak tych umiejętności używa tylko kiedy jest to konieczne. Jeśli ubierzesz się brzydko, powiesz coś co nie ma sensu czy też wykażesz się brakiem wiedzy ona powie ci to prosto w twarz. Wyznaje zasadę, że kłamstwo boli bardziej niż najgorsza prawda. 
Dziewczyna potrafi ukrywać emocje. Raz została bardzo dotkliwie skrzywdzona jednak nie dała tego po sobie poznać. Na ból reagowała śmiechem i udawała że wszystko jest w porządku. Kiedy tylko zostawała sama wypłakiwała morze łez w poduszkę. Przez ten toksyczny związek bardzo ucierpiała i jak na razie boi się wchodzić z kimkolwiek w tak bliską relację.
Historia: Jej dzieciństwo zostało już opisanie. Przejdźmy może do czasów po śmierci ojca. Dziewczyna przez dłuższy czas nie wiedziała co powinna ze sobą zrobić. W końcu na jej drodze stanął Rhaast. Człowiek, któremu byłaby w stanie oddać swoje życie. On jednak tego nie doceniał. Zabawiał się nią i jej uczuciami po czym najzwyczajniej w świecie zostawił dla innej, ładniejszej. Długo rozpaczała po tej stracie. Nie mogła się pozbierać jednak nie dała tego po sobie poznać. Jej znajomi uważali, że bez problemu poradziła sobie z odejściem faceta. Dalej ją to męczy jednak z dnia na dzień czuje się coraz lepiej. Wstąpiła do Akademii by znaleźć nową drogę i móc nieść pomoc innym.
Inne:
- Wielu ludzi uważa, że nie jest człowiekiem. Wszystko to przez fioletowe włosy i żółte oczy. Kilka razy próbowała się przefarbować jednak farba schodziła przy pierwszym myciu głowy. Nikt nie jest w stanie wyjaśnić jak to możliwe.
- Pije tylko herbatę, wodę i świeżo wyciskane soki.
- Nie lubi słodyczy.
- Uwielbia kwiat. Jej ulubione to fiołki oraz lilie.
Właściciel: xCeres
Pochwały/Upomnienia: 0/0
Zbroja: --
Miecz/Łuk: --
Przedmioty: --
Punkty: 0
Monety: 0
Punkty Umiejętności:
WYTRZYMAŁOŚĆ: 25 /SIŁA: 15 /SZYBKOŚĆ: 30 /ZWINNOŚĆ: 30 /PANCERZ: 0

Imię: Blanche
Wiek: 3 lata
Płeć: Samica
Rasa: Niebiański wąż
Żywioł: Trucizna
Moce: 
- Telepatia – potrafi porozumiewać się z ludźmi i innymi istotami poprzez rozmowę w ich umysłach.
- Silnie trujący jad – tutaj chyba nie trzeba tłumaczyć.
- Przemiana – potrafi zmieniać się w inne gatunki zwierząt. Kolory będą miały takie same jak w jej oryginalniej formie.
Charakter: Blanche jest bardzo inteligentnym zwierzęciem. Często pomaga Violet w tworzeniu lekarstw oraz rozpoznawaniu roślin. Bardzo dobrze zna się na truciznach i większość swojej wiedzy przekazała już swojej partnerce. Bardzo nie lubi być traktowana jak zwierzę. 
Właściciel: Violet Serpent


7 lutego 2019

Od Mirajane CD Avena

Aven... Kiedy wbił zęby w moją szyję, poczułam, jak agonia wypełnia mnie całą. Cierpienie po śmierci ciągle męczyło moje ciało, a dodatkowo dziwne pulsowanie w sercu. On... Nawet moje prośby nie zmieniły jego zdania. Zranił moje serce, nie zależało mu... Zabiję Arrix. Zabiję ją i udowodnię, że ten tygrys jest moim wybrankiem serca, nikt mi go nie odbierze, nikt... Jestem tylko ja i on... Nikt nie stanie między nami. Kiedy zwierzę i jego "pan" byli zajęci, moje ciało zaczęło się zmieniać. Dotychczas niebieskie włosy zmieniały barwę na czerń, całe moje ubranie również zmieniło kolor na ciemny. Oczy rozbłysły błękitem, podobnie jak moje serce. Co to było? Tylko ja wiedziałam.

To moc... Ogromna moc moje dziecko. Prócz samego Minimum, w sercu masz większą siłę. Ona pozwoli ci raz w życiu ożywić się i staniesz się tym, kim ty zechcesz... Wiem, pragniesz wiedzy, kochanie... Wytłumaczę ci to. Minimum nie jest samą nazwą... W sobie masz też Maximum. To właśnie uwolni się, kiedy twoja dusza będzie chciała opuścić ciało. Rozdzieli się ona na każdą część twojej nowej mocy. Wtedy będziesz mogła tworzyć co chcesz z czego chcesz... Twoje serce będzie otwarte, a błękitny płomień, który będzie akumulatorem, energią do twojej broni, stanie się śmiertelnym zagrożeniem dla tego, kogo uznasz za wroga... Włosy twoje obleją się czernią, oczy rozbłysną błękitem... Jednak nie obawiaj się. Kiedy spełnisz zemstę, znów powrócisz w jakiś sposób do siebie, jednak nie odzyskasz swojego pięknego wyglądu. Mimo to, zawsze przy użyciu płomienia staniesz się "Maszyną do Zabijania". Moja malutka Mirajane... Uważaj na siebie. Teraz, od dzisiaj uzyskasz siłę, a ujawnisz ją przy swojej śmierci. Ożyjesz, kochanie... I już więcej nie umrzesz...

Mama... Mama zawsze mówiła, że stanę się tym, co może spowodować śmierć tak wielu osób... Czas ten nadszedł, muszę postawić mu czoła.

Podniosłam się z poważnym wyrazem twarzy, lekko unosiłam się nad ziemią. Przyjrzałam się Avenowi, widziałam w jego oczach pustkę... Po chwili jednak odwróciłam głowę w bok... Z płonącym bez końca błękitem okiem, ruszyłam w stronę Arrix. W mojej dłoni z płomieni powstał ciemny niczym noc pistolet, którym wycelowałam w głowę okropnego człowieka, a ten dostał kilkanaście kul w głowę i kilka w ciało. Upuściłam po chwili pistolet, a ten w locie spalił się, stracił źródło mocy, mógł zniknąć. Podeszłam do nadal stojącego trupa i zaśmiałam się cicho.

- Nikt im nie odbierze mojego Avena... To mój ukochany... - szepnęłam, a potem wbiłam nożyk w krocze porywacza. - Zgiń, śmieciu. Ut incenderent anima vestra*. 
Po tych słowach, pchnęłam zwłoki na ziemię, aby po chwili spojrzeć znowu na Avena. Ruszyłam w jego kierunku, a moje włosy powoli zaczynały zmieniać kolor. Znowu stały się błękitne, jednak... Wydawały się cieńsze niż wcześniej. Wygląd mój wrócił do normalności. Padłam na kolana przed tygrysem, patrząc mu w oczy. Mój biedny... Mój ukochany Aven. Mój malutki, najukochańszy.
- Aven... Kochanie... - szepnęłam. - Jesteś wolny. I już nikt mi ciebie nie zabierze. - Dodałam i wtuliłam się w jego futro na piersi.


<Avenek?>

*Ut incenderent anima vestra - łac. "Niech twoja dusza spłonie"

6 lutego 2019

Od Avena CD Mirajane


Kiedy Mira zniknęła z podziemi ulżyło mi.. Nie wiem co bym zrobił gdyby tu została i na co zdecydowałby się w tedy Arrix. Kiedyś już byłem pod jego panowaniem, na kilka lat zawarliśmy pakt.. Teraz jestem jego na całe moje życie. Od momentu zawarcia obietnicy ponownie poczułem na sobie kajdany niewoli.. ciężar, który sprawiał iż nie mogłem sam sobą decydować, byłem zupełnie zależny od "pana".
-Nadal trzymamy się dawnego celu, musisz pomóc mi w zdobyciu mocy klątw oraz znalezieniu Twoich braci. -odezwał się Arrix równocześnie czyszcząc jeden ze swoich noży, ja tylko za nim podążałem krocząc bez choćby mruknięcia. Nie minęła chwila, kiedy poczułem znajomy zapach.. *Nie..nie..nie* powtarzałem w głowie..a potem tylko usłyszałem głos, który potwierdził mi, iż Mira wróciła..
Stałem nieruchomy kiedy mój "pan" wycelował i zranił błękitnowłosą nożem.. Nie mogłem nic zrobić.. Bezsilność zabijała mnie od środka.. Wybuchałem w sobie bardziej z każdym jednym jęknięciem z bólu księżniczki..
Arrix odwrócił się do mnie po czym przeszedł obok, jakby przechodząc do swoich spraw.. Ale nie mógł tego tak zostawić.. wypowiedział słowa, których się panicznie bałem.
-Bierz ją, sługo-wypowiedziane słowa zadziałały niczym zaklęcie przymusu.. Rzuciłem się na Mirajane patrząc jej w oczy.. Przyjąłem każde jej słowa.. Wyrzuciłem nóż z jej dłoni i nadal nad nią ślęczałem.
- Kocham cię! Zabij mnie do cholery! Bez ciebie nie ma sensu! Nic nie ma sensu! -wrzasnęła, kiedy nie zareagowałem, bowiem biłem się ze sobą.. Czułem każdy mięsień który nalega na zabicie jej.. Zaczęła pstrykać powoli się zabijając swoją mocą..
-Aven wydałem polecenie! Zabij ją!-powtórzył Arrix. Z moich tygrysich oczu ciekły słone łzy..
-Zabij!-powtórzył raz jeszcze, tym razem kładąc dłoń na moim grzbiecie co tylko umocniło rozkaz..
Moje zęby zacisnęły się na jej szyi...czułem jak jej puls spowalnia, aż nie czułem go chyba wcale.. W tedy odskoczyłem od niej.. moja dusza stała się pustką..w której zapanowała istna szarość. Odebrałem jej życie.. Jestem potworem.. A ona nie powinna nigdy na mnie trafić. Nie powinna tak kończyć.


<Mirajane?>