13 listopada 2019

Od Mirajane do Aven

Każdego dnia kiedy Aven pracował dzień w dzień aby odbudować budynki na Eter, ja mogłam jedynie przesiadywać w naszym pokoju, tam przygotowywać dla nas miły wieczór... Jednak tego dnia, kiedy wiedziałam dokładnie kiedy wróci mój ukochany, nieco bardziej się postarałam. Poprosiłam o otwarcie stołówki na dwie godziny w czasie kiedy nikogo już tam nie będzie. Chciałam przyrządzić nam pyszną kolację we dwoje, przy świecach. Może i Aven nie będzie w formie człowieka, ale kocham go naprawdę mocno, dlatego też nie przeszkadzało mi to ani trochę. Czułam się tak dobrze w jego towarzystwie... 
Kiedy tylko mój ukochany opuścił pokój, aby zabrać się za robotę, wstałam, po czym pokierowałam się do szefa kuchni, aby ten udostępnił mi kuchnię lub przynajmniej jej malutki fragment. Oczywiście dostałam zgodę, jednak zapowiedział swoje odwiedziny. Nie chciał przekazywać klucza byle komu. Dlatego też zgodziłam się. Wyszłam z Akademii, idąc na zakupy... 
~Mogłaś mi powiedzieć że gdzieś idziesz... To spory kawałek, poleciałabyś tam ze mną w mgnieniu oka. - powiedział nagle mój smok, Bianaid. 
Nawet nie wiem jak szybko on urósł. Był dużym, silnym smokiem, którego naprawdę kochałam za to że zawsze był przy mnie i chronił mnie przed wszelkim złem tego świata. 
~Przecież mam nogi... Spacer mi nie zaszkodzi, tym bardziej, że dawno nie poruszałam się na własnych nogach, bo wszędzie mnie zabierałeś. - powiedziałam radośnie w myślach. 
Smok mi nie odpowiedział. Już widziałam te jego wywracanie oczami. To tak normalne dla niego. Poprawiłam swoje włosy oraz zwiewną, białą sukienkę. Już niedaleko... 
Na miejscu kupiłam nam porządny kawałek mięsa, trochę warzyw i przypraw. Nie zapłaciłam wiele. Oszczędzałam pieniądze z nadzieją, że kiedyś ja i mój ukochany zamieszkamy razem na wyspie w domku, gdzie będę mogła gotować dla nas i dla naszych dzieci. Nasz związek trwa już naprawdę długo... Dlatego też już nie bałam się mówić, że naprawdę go kocham i wyczekuję tego co może przynieść przyszłość... 
Po kilkudziesięciu minutach byłam z powrotem. Zabrałam się za przygotowywanie posiłku dla nas... Kiedy mięso było razem z warzywami w piekarniku, poprosiłam szefa kuchni, aby został. W końcu musiałam się przebrać. Pobiegłam na górę, wzięłam szybki prysznic, po czym ubrałam delikatną, różową sukienkę, która bardzo podobała się dla mojego ukochanego, kiedy mu ją pokazywałam. Uśmiechnęłam się lekko sama do siebie, pozostawiając włosy rozpuszczone. Wróciłam do kuchni i odetchnęłam... Wyłączyłam piekarnik z gotowym mięsem. Aven powinien być już w pokoju... 
---
Kiedy weszłam do pokoju, mój kochany tygrysek patrzył przez okno. Wyglądał na tak skupionego... Zapewne myślał o tym o czym zawsze myślał... O naszej wyspie... Podeszłam nieco bliżej.
- Aven... Kochanie? - zapytałam z uśmiechem. - Chodź. Przygotowałam coś dla nas. - dodałam, czekając az mój drogi wstanie. 
To też się stało. Podszedł do mnie, ocierając się swoim tygrysim łepkiem. Pochyliłam się i lekko go pocałowałam w czoło. We dwoje ruszyliśmy na dół. 
- Jak dzisiaj poszło w pracy? Mam nadzieję że nie zmęczyłeś się za bardzo. - uśmiechnęłam się. 
Wiedziałam że mi nie odpowie, ale i tak zawsze z nim rozmawiałam... Tak czasami mi go brakowało. 
Kiedy weszliśmy do stołówki, na środkowym stole stały świece, pięknie przystrojony stolik oraz pieczeń jaką przygotowałam. Uśmiechnęłam się delikatnie do niego. 
- Mam... Mam nadzieję że ci się podoba. I oczywiście mam nadzieję że będzie ci smakowało kochanie... - szepnęłam. 
Usiedliśmy do stolika... 
- Bardzo tęsknię za tobą rano... - dodałam, kładąc posiłek na naszych talerzach. 

<Avenku? ^^>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz