Przetarłam zaspane oczy i zlokalizowałam zegar, od razu coś mi się nie zgadzało. Było pięć po dziesiątej, już od stu lat tak mi tatuś nie dał pospać. To dziś jest ten niby specjalny dzień? Jestem ciekawa.. Podniosłam się i rozciągnęłam stając naprzeciw lustra. Wisiała na nim biała lekka sukienka. Mmm więc to mnie obudziło w nocy, coś tak czułam, że ktoś się tu kręcił, w tedy musiał ją zostawić na lustrze.Ten dzień robił się coraz dziwniejszy. Przez okno wleciała złoto-dzioba sowa, Mera, to ona dostarcza listy. Jednak ani jednego nie dostarczyła do mnie.. I również teraz to się nie zmieniło, co ponownie wzbudziło we mnie smutek. Sto lat, sto lat go już nie widziałam, nie słyszałam..nie dał znaku życia, nie odpisał na moje listy.. Czasem odpycham to na bok, i moje dawne ja mówi mi, że po co mi on, ale nie potrafię siebie oszukać całkowicie. Westchnęłam i zaczęłam skupiać się na tym aby się ogarnąć. Sukienka pfff..od lat jej nie nosiłam, nawet mimo zajęć etykiety co sobie tatko zażyczył, gdzie powinnam nosić najlepiej księżniczkowatą suknie, ja zawsze się od tego wymigiwałam. Byłam bardzo ciekawa dlaczego tak im zależy abym ubrała się w to. No ale postanowiłam tym razem zrobić wyjątek i założyć sukienkę. Nie wyglądałam źle, nawet mogłabym uznać, że wyglądałam pięknie. Lecz nadal sądzę że sukienki nie są dla mnie, głównie dlatego, że są strasznie nie praktyczne w walce. Po chwili rozległo się pukanie do drzwi oraz głos Zuli.
-Gotowa?-zapytała. Mruknęłam tylko, że zaraz zejdę.
Przeczesałam jeszcze włosy i zeszłam na piętro, gdzie w kuchni zastałam całą rodzinkę.
-Ariś co zjesz na śniadanie?-spytała Angela, bardzo łatwo i szybko się tu zadomowiła i ogarnęła co i gdzie, już od wieku nam gotuje i nawet nie mam do tego zastrzeżeń.
-Nie bardzo jestem głodna, dziękuje, zjem coś na wyspie.-odparłam i zaczęłam kierować się w stronę wyjścia z domu. Słyszałam, że tata wstał i zaczął iść za mną.
---
Zrobiłam dwa wielkie wdechy na świeżym powietrzu i uśmiechnęłam się na myśl o tym, że ojciec jest coraz szczęśliwszy w towarzystwie cioci, szczerze nie miałabym nic przeciwko temu aby coś więcej ich połączyło, tata zasługuje na szczęście, a mama na pewno zrozumie, jeśli spogląda na nas z góry. Usłyszałam pomrukiwanie, zaczęłam się momentalnie rozglądać, aż zobaczyłam pędzącą w moją stronę małą kulkę. Tygrysiątko wtuliło się w moje nogi, byłam lekko zdziwiona. Od razu przypomniał mi się Aven, i różne zabawne sytuacje z nim związane.
-Skąd się tu wziąłeś mały?-zapytałam i wzięłam go na ręce, wtulił głowę we mnie.
-Jest dla Ciebie- usłyszałam po chwili. Zdezorientowana spojrzałam na blondyna i nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Położyłam tygrysiątko na ziemię i powoli zaczęłam iść w stronę chłopaka.
-John?-zapytałam patrząc na niego.
-Nie mylisz się. Ahh ale wydoroślałaś..-odpowiedział z uśmiechem patrząc na mnie. Objęliśmy się na przywitanie. Normalnie nie zrobiłabym tego, ale to John! Niegdyś praktycznie byliśmy nierozłączni -Stęskniłem się-szepnął mi w ucho, co trochę mnie podrażniło. Wydoroślał, i nie zmieniła się, nadal pragnie bałamucić kobiety.
-Czyli to ty jesteś tą moją niespodzianką? Tata nic a nic mi nie powiedział.-rzekłam z uśmiechem. Po chwili poczułam drapanie małego tygrysa. Wzięłam go znowu na ręce.
-Tak, i on również jest już twój-odpowiedział. Dopiero po jakimś czasie zauważyłam co jest nie tak w jego wypowiedzi "on również jest już twój", ale kto jeszcze.. że niby on? Wyrzuciłam myśl z głowy i skupiłam się na małym kociaku.
-Rafaello-nazwałam małego, a ten tylko miauknął w odpowiedzi i wtulił się we mnie.
~Czyli ja już nie będę Twoim ulubieńcem?-zapytał mnie w myślach Spire. Zaśmiałam się i powiedziałam mu, że zawsze będzie, jest dla mnie najważniejszy, smok się uspokoił i powrócił do swoich zajęć uciszając myśli. Nim się spostrzegłam przyszła cała rodzinka, i powitała John'a oraz Rafaello.
<Angela? Awisin? Zula? John?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz