Poszukiwanie tej energii ponownie nic mi nie dało, co się zbliżam ta ucieka.. Dziwne, jest tak silna jak moja, ale bardziej jakby to ująć? Czysta. Od paru lat usiłuję to sprawdzić, ale osoba z tą energią ucieka. Dziś byliśmy już bardzo blisko, ale nie udało się.
-Risar zdobyłeś jakieś informacje?-zapytałem smoka. Ten nie odzywał się, czułem, że coś wie, ale nie mogłem tego wyczytać. Wyszedłem na altanę i zlokalizowałem smoka, od razu do niego podszedłem prosząc o wyjaśnienia.
-Risar, powiedz. Wiem, że czegoś się dowiedziałeś.-rzekłem. Ten patrzył na mnie poważnie, już wiedziałem, że informacja będzie mega ważna.
~To Twoja siostra-odpowiedział. Stałem naprzeciw niego i gapiłem się, na tyle byłem teraz w stanie.
-S..siostra?! Jak? Nie mam rodzeństwa, to niedorzeczne, musiało Ci się coś.. Eh, nie. Wybacz, wiem, że się nie mylisz.-mówiłem nie dowierzając. Cofnąłem się do moich najmłodszych lat życia, próbowałem sobie coś przypomnieć, jednak nic a nic nie sprowadzało się do tego abym miał siostrę. Chyba, że.. kiedy zabiłem matkę, miała ona córkę. Musi być młodsza, a skoro się tu pojawiła to coś musiało się stać, na pewno musi być jej trudno. Od razu w mojej głowie przypomniały się obrazy tego jak zaczynałem na tym świecie i jak bardzo było mi nie na rękę to, że nie umiałem schować skrzydeł.
-Musimy ją znaleźć. Risar to twoje zadanie, znajdź ją. Tobie musi zaufać-zleciłem mu a sam udałem się do gabinetu.
Usiadłem przy biurku i otworzyłem jedną z szuflad, wziąłem ostatnią fiolkę mojej częściowo wyczyszczonej krwi i wypiłem dając sobie nowe siły. Od lat muszę się ratować tym. W końcu jednak moja krew nie będzie zdatna do czyszczenia i zacznę umierać. Cóż i tak taki los mnie czeka.
Odkładając fiolkę natrafiłem na stary list.. Wziąłem go w dłoń i ponownie poczułem ukłucie w sercu.. Soraya zostawiła mi go tak dawno.. i zniknęła.. jakby rozpłynęła się w powietrzu. Lata poszukiwań nic nie przyniosły, nawet śladu po mojej Sor. Schowałem list z powrotem i zamknąłem szufladę. To jedyny list którego nie zmieniłem w popiół.
C.D.N
27 listopada 2019
19 listopada 2019
Od Black Arrow
Wiek tak szybko zleciał, a moja mała księżniczka urosła w mgnieniu oka. Lyra jest już dojrzałą kobietą, która już sama może sobie radzić. Z tego też względu postanowiłam wyjechać do Oktaya, brakuje mi go odkąd wyjechał z całą rodziną. Lyra chce zostać na Eter, pragnie rozpocząć naukę w akademii, nie będę niszczyć jej marzeń, dlatego jadę sama. Linerze średnio podobał się ten pomysł, ale i ona stwierdziła, że nie ma co małej psuć planów. Smoczyca będzie czasem przylatywać na Eter aby sprawdzić czy wszystko w porządku.
Pakowałam rzeczy, w drzwiach pojawiła się Lyra, moja blond-włosa śliczna dziewczynka. Odeszłam od torby i objęłam córkę.
-Będę za Tobą tęsknić mamo-powiedziała wtulając się we mnie.
-Ja też skarbie-odpowiedziałam. -Bądź ostrożna i uważaj na siebie proszę-dodałam.
-Obiecuję-rzekła. Bałam się o nią bardziej odkąd musiałam jej oddać moc otwierania portali..tak to już u nas w rodzie jest, iż moc przechodzi z pokolenia na pokolenie, a jeśli nie wykonałoby się tego to równało by się to ze śmiercią. Jest to niebezpieczna moc, portal można otworzyć nawet do świata Ciernia. Przekazałam małej informacje o całej mocy i o tym aby nie zdradzała tego nikomu, a jak już to tylko zaufanej osobie. Wiem, że mogę liczyć na pomoc Simona, on ma na oku Lyrę, mimo że nie jest ona jego córką. Nadal ze sobą nie rozmawiamy i nie sądzę by nastąpiła zmiana. Co było się nie zmieni.
~Jestem gotowa Arrow-powiedziała Linera.
-Już lecę córcia, kocham Cię bardzo-jeszcze raz wy tuliłam córkę, po czym wsiadłam na smoka i odleciałam kierując się na wyspy gdzie mieszka teraz Oktay.
<Black Arrow odchodzi na czas nieokreślony>
Pakowałam rzeczy, w drzwiach pojawiła się Lyra, moja blond-włosa śliczna dziewczynka. Odeszłam od torby i objęłam córkę.
-Będę za Tobą tęsknić mamo-powiedziała wtulając się we mnie.
-Ja też skarbie-odpowiedziałam. -Bądź ostrożna i uważaj na siebie proszę-dodałam.
-Obiecuję-rzekła. Bałam się o nią bardziej odkąd musiałam jej oddać moc otwierania portali..tak to już u nas w rodzie jest, iż moc przechodzi z pokolenia na pokolenie, a jeśli nie wykonałoby się tego to równało by się to ze śmiercią. Jest to niebezpieczna moc, portal można otworzyć nawet do świata Ciernia. Przekazałam małej informacje o całej mocy i o tym aby nie zdradzała tego nikomu, a jak już to tylko zaufanej osobie. Wiem, że mogę liczyć na pomoc Simona, on ma na oku Lyrę, mimo że nie jest ona jego córką. Nadal ze sobą nie rozmawiamy i nie sądzę by nastąpiła zmiana. Co było się nie zmieni.
~Jestem gotowa Arrow-powiedziała Linera.
-Już lecę córcia, kocham Cię bardzo-jeszcze raz wy tuliłam córkę, po czym wsiadłam na smoka i odleciałam kierując się na wyspy gdzie mieszka teraz Oktay.
<Black Arrow odchodzi na czas nieokreślony>
17 listopada 2019
Od Mirajane do Avena
Kiedy usłyszałam mruknięcie... I kiedy po prostu się położył... Poczułam okropne ukłucie w sercu. Wiedziałam że nie lubił zostawiać swojej sierści na łóżku, ale dla mnie to i tak nie był żaden problem aby to sprzątać. W końcu ja tylko chciałam aby był przy mnie. Jednak też czułam, że naprawdę chciał być człowiekiem... Że naprawdę chciał wyzbyć się klątwy. A ja... Ja byłam za słaba aby mu w tym pomóc. Byłam bezużyteczna. Nie mogłam znaleźć żadnego fragmentu amuletu. Kiedy byłam pewna, że mój ukochany usnął, wstałam po cichu z łóżka. Wyszłam na balkon, przytulając do siebie mojego starego pluszaka. Po chwili... Zamknęłam drzwi aby nie przeszedł przez niego żaden nawet najmniejszy dźwięk, osunęłam się po ścianie obok i zalałam całkowicie łzami. Nie chciałam przy nim płakać... Nie chciałam aby się martwił. A co jeżeli nie jestem dla niego odpowiednia? Co jeżeli on mnie zostawi, kiedy będę po prostu nadal tak beznadziejna... Popatrzyłam na niego przez szybę. Tak bardzo go kochałam bez znaczenia czy był tygrysem czy człowiekiem. Fakt, brakowało mi jego męskich objęć... Romantycznych słów, czy zwykłych rozmów... Ale nic nie mogłam z tym zrobić. Byłam za słaba i wiedziałam to.
- Przepraszam Aven... Za wszystko... - szepnęłam bardzo cicho do siebie i właśnie w tej chwili zauważyłam łapiące balustrady szpony mojego smoka.
Bianaid popatrzył na mnie, cicho mruknął i zbliżył do mnie swój łeb. Od razu rzuciłam się w jego kierunku i mocno go przytuliłam.
~ Bianaid... Wiesz może coś o Amuletach? Chce znaleźć potrzebny dla Avena fragment... - powiedziałam do mojego smoka.
~ Hm... Możemy spróbować w jednym miejscu... Widziałem je kiedyś gdy leciałem... - powiedział mi w głowie smok.
Słysząc że może odnaleźlibyśmy fragment, od razu weszłam do pokoju. Spakowałam parę ważnych rzeczy, ubrania na zmianę, po czym podeszłam do tygrysa, całując go w pyszczek.
- Kocham cię Aven... Kiedy wrócę... Spędzimy jak najwięcej czasu razem. Obiecuję. - szepnęłam.
Wzięłam kartkę, pisząc na niej jaki jest cel mojej podróży, przewidywany powrót oraz to jak mocno go kocham... Położyłam ją tuż przed łapami mojego ukochanego. Wyszłam na balkojąc za sobą drzwi, wskoczyłam na grzbiet smoka... I odlecieliśmy... Nie wiedziałam wtedy jak okropnym pomysłem było to, abym opuściła ukochanego...
***Miesiąc później***
Do Avena dotarł list od anonimowego nadawcy... Został on nadany poprzez gołębia...
"Witaj tygrysi przeklęty.
Jestem kimś, kogo bardzo dobrze znasz. I teraz to ja bardzo dobrze poznam kogoś kogo kochasz... Cóż za ironia że ta piękna niebieskowłosa chciala ci pomóc na chyba wszelki możliwy sposób, bo chciała posunąć się do kradzieży amuletu innego przeklętego. Jeżeli chcesz ją odzyskać, przemyśl sobie kim mogę być... Kilkadziesiąt lat ciebie nie widziałem... Chyba pora się spotkać bracie. Nie zabiję jej... Ale lepiej się pośpiesz... Ona i jej smok mogą ucierpieć na twoim czasie...
Podpisano,
R."
<Aven? ^^>
Od Avena CD Mirajane
Rozciągnąłem się i zeskoczyłem z łóżka kierując się prosto do dziewczyny. Otarłem się głową o nią, po czym ruszyliśmy na dół. Już nie bałem się, że ktoś zdziwi się obecnością tygrysa na korytarzu akademii, uczniowie mają tu już tak różne stwory, że ja to tu nic.
Weszliśmy do stołówki, ujrzałem przystrojony stolik, na nim świece i pieczeń, która dawała mi już swe znaki od kiedy weszliśmy na parter akademii. Usiedliśmy do stolika, cóż Mira na krześle, zaś ja byłem tak wielki, iż siedząc na ziemi byłem wyższy niż ten stolik.
-Bardzo tęsknię za tobą rano...-powiedziała i podała kolacje. Chciałbym jej odpowiedzieć, ale nie mogłem. Sam nie wiem po co ona to wszystko robi, nie odpowiem jej, nie ucałuje, nie przytulę tak jak bym chciał i nie wezmę po kolacji na ręce i nie zaniosę do sypialni by jeszcze milej zakończyć ten wieczór. Jestem dla niej jak taki głaz, którego nie umie się pozbyć. Coraz częściej myślę o tym, że powinna mieć kogoś normalnego, kto będzie ją kochał, dla kogo będzie najważniejsza, a i ona będzie mogła się nim cieszyć.. Kocham ją, chciałbym dla niej jak najlepiej, ale nie jestem pewien czy ze mną będzie jej najlepiej. Czas pokaże..
Zjadłem kawał mięsa, był cudownie przyrządzony, aż było mi mało. Mira po posiłku, posprzątała trochę i przyszła do mnie się przytulić. Objąłem ją łapą i lekko wtuliłem pyszczek.
Mruknąłem i wstałem, dziewczyna objęła mnie w karku leżąc na moim grzbiecie i tak wróciliśmy do pokoju.
Poszła się umyć, a ja zostałem w pokoju. Gdybym był sobą, wszedł bym do niej pod ten prysznic ahh chciałoby się. Położyłem się na ziemi i zamknąłem oczy. Słyszałem i czułem jak Mira wychodzi z łazienki i kieruje się do łóżka, położyła się.
-Aven?-zaczęła. Podniosłem tylko głowę i spojrzałem na nią.-Nie przyjdziesz do łóżka?-zapytała. Ah, chciałbym ale inaczej. Znowu pełno mojej sierści by było.. Mam dosyć tego ciała. Mruknąłem tylko jako tygrys i położyłem głowę z powrotem na łapach zamykając oczy. Dziewczyna zgasiła światło.
Usnąłem, jak tylko byłem pewny że i ona śpi.
<Mirajane?>
Weszliśmy do stołówki, ujrzałem przystrojony stolik, na nim świece i pieczeń, która dawała mi już swe znaki od kiedy weszliśmy na parter akademii. Usiedliśmy do stolika, cóż Mira na krześle, zaś ja byłem tak wielki, iż siedząc na ziemi byłem wyższy niż ten stolik.
-Bardzo tęsknię za tobą rano...-powiedziała i podała kolacje. Chciałbym jej odpowiedzieć, ale nie mogłem. Sam nie wiem po co ona to wszystko robi, nie odpowiem jej, nie ucałuje, nie przytulę tak jak bym chciał i nie wezmę po kolacji na ręce i nie zaniosę do sypialni by jeszcze milej zakończyć ten wieczór. Jestem dla niej jak taki głaz, którego nie umie się pozbyć. Coraz częściej myślę o tym, że powinna mieć kogoś normalnego, kto będzie ją kochał, dla kogo będzie najważniejsza, a i ona będzie mogła się nim cieszyć.. Kocham ją, chciałbym dla niej jak najlepiej, ale nie jestem pewien czy ze mną będzie jej najlepiej. Czas pokaże..
Zjadłem kawał mięsa, był cudownie przyrządzony, aż było mi mało. Mira po posiłku, posprzątała trochę i przyszła do mnie się przytulić. Objąłem ją łapą i lekko wtuliłem pyszczek.
Mruknąłem i wstałem, dziewczyna objęła mnie w karku leżąc na moim grzbiecie i tak wróciliśmy do pokoju.
Poszła się umyć, a ja zostałem w pokoju. Gdybym był sobą, wszedł bym do niej pod ten prysznic ahh chciałoby się. Położyłem się na ziemi i zamknąłem oczy. Słyszałem i czułem jak Mira wychodzi z łazienki i kieruje się do łóżka, położyła się.
-Aven?-zaczęła. Podniosłem tylko głowę i spojrzałem na nią.-Nie przyjdziesz do łóżka?-zapytała. Ah, chciałbym ale inaczej. Znowu pełno mojej sierści by było.. Mam dosyć tego ciała. Mruknąłem tylko jako tygrys i położyłem głowę z powrotem na łapach zamykając oczy. Dziewczyna zgasiła światło.
Usnąłem, jak tylko byłem pewny że i ona śpi.
<Mirajane?>
13 listopada 2019
Od Mirajane do Aven
Każdego dnia kiedy Aven pracował dzień w dzień aby odbudować budynki na Eter, ja mogłam jedynie przesiadywać w naszym pokoju, tam przygotowywać dla nas miły wieczór... Jednak tego dnia, kiedy wiedziałam dokładnie kiedy wróci mój ukochany, nieco bardziej się postarałam. Poprosiłam o otwarcie stołówki na dwie godziny w czasie kiedy nikogo już tam nie będzie. Chciałam przyrządzić nam pyszną kolację we dwoje, przy świecach. Może i Aven nie będzie w formie człowieka, ale kocham go naprawdę mocno, dlatego też nie przeszkadzało mi to ani trochę. Czułam się tak dobrze w jego towarzystwie...
Kiedy tylko mój ukochany opuścił pokój, aby zabrać się za robotę, wstałam, po czym pokierowałam się do szefa kuchni, aby ten udostępnił mi kuchnię lub przynajmniej jej malutki fragment. Oczywiście dostałam zgodę, jednak zapowiedział swoje odwiedziny. Nie chciał przekazywać klucza byle komu. Dlatego też zgodziłam się. Wyszłam z Akademii, idąc na zakupy...
~Mogłaś mi powiedzieć że gdzieś idziesz... To spory kawałek, poleciałabyś tam ze mną w mgnieniu oka. - powiedział nagle mój smok, Bianaid.
Nawet nie wiem jak szybko on urósł. Był dużym, silnym smokiem, którego naprawdę kochałam za to że zawsze był przy mnie i chronił mnie przed wszelkim złem tego świata.
~Przecież mam nogi... Spacer mi nie zaszkodzi, tym bardziej, że dawno nie poruszałam się na własnych nogach, bo wszędzie mnie zabierałeś. - powiedziałam radośnie w myślach.
Smok mi nie odpowiedział. Już widziałam te jego wywracanie oczami. To tak normalne dla niego. Poprawiłam swoje włosy oraz zwiewną, białą sukienkę. Już niedaleko...
Na miejscu kupiłam nam porządny kawałek mięsa, trochę warzyw i przypraw. Nie zapłaciłam wiele. Oszczędzałam pieniądze z nadzieją, że kiedyś ja i mój ukochany zamieszkamy razem na wyspie w domku, gdzie będę mogła gotować dla nas i dla naszych dzieci. Nasz związek trwa już naprawdę długo... Dlatego też już nie bałam się mówić, że naprawdę go kocham i wyczekuję tego co może przynieść przyszłość...
Po kilkudziesięciu minutach byłam z powrotem. Zabrałam się za przygotowywanie posiłku dla nas... Kiedy mięso było razem z warzywami w piekarniku, poprosiłam szefa kuchni, aby został. W końcu musiałam się przebrać. Pobiegłam na górę, wzięłam szybki prysznic, po czym ubrałam delikatną, różową sukienkę, która bardzo podobała się dla mojego ukochanego, kiedy mu ją pokazywałam. Uśmiechnęłam się lekko sama do siebie, pozostawiając włosy rozpuszczone. Wróciłam do kuchni i odetchnęłam... Wyłączyłam piekarnik z gotowym mięsem. Aven powinien być już w pokoju...
---
Kiedy weszłam do pokoju, mój kochany tygrysek patrzył przez okno. Wyglądał na tak skupionego... Zapewne myślał o tym o czym zawsze myślał... O naszej wyspie... Podeszłam nieco bliżej.
- Aven... Kochanie? - zapytałam z uśmiechem. - Chodź. Przygotowałam coś dla nas. - dodałam, czekając az mój drogi wstanie.
To też się stało. Podszedł do mnie, ocierając się swoim tygrysim łepkiem. Pochyliłam się i lekko go pocałowałam w czoło. We dwoje ruszyliśmy na dół.
- Jak dzisiaj poszło w pracy? Mam nadzieję że nie zmęczyłeś się za bardzo. - uśmiechnęłam się.
Wiedziałam że mi nie odpowie, ale i tak zawsze z nim rozmawiałam... Tak czasami mi go brakowało.
Kiedy weszliśmy do stołówki, na środkowym stole stały świece, pięknie przystrojony stolik oraz pieczeń jaką przygotowałam. Uśmiechnęłam się delikatnie do niego.
- Mam... Mam nadzieję że ci się podoba. I oczywiście mam nadzieję że będzie ci smakowało kochanie... - szepnęłam.
Usiedliśmy do stolika...
- Bardzo tęsknię za tobą rano... - dodałam, kładąc posiłek na naszych talerzach.
<Avenku? ^^>
Od Ariany
Przetarłam zaspane oczy i zlokalizowałam zegar, od razu coś mi się nie zgadzało. Było pięć po dziesiątej, już od stu lat tak mi tatuś nie dał pospać. To dziś jest ten niby specjalny dzień? Jestem ciekawa.. Podniosłam się i rozciągnęłam stając naprzeciw lustra. Wisiała na nim biała lekka sukienka. Mmm więc to mnie obudziło w nocy, coś tak czułam, że ktoś się tu kręcił, w tedy musiał ją zostawić na lustrze.Ten dzień robił się coraz dziwniejszy. Przez okno wleciała złoto-dzioba sowa, Mera, to ona dostarcza listy. Jednak ani jednego nie dostarczyła do mnie.. I również teraz to się nie zmieniło, co ponownie wzbudziło we mnie smutek. Sto lat, sto lat go już nie widziałam, nie słyszałam..nie dał znaku życia, nie odpisał na moje listy.. Czasem odpycham to na bok, i moje dawne ja mówi mi, że po co mi on, ale nie potrafię siebie oszukać całkowicie. Westchnęłam i zaczęłam skupiać się na tym aby się ogarnąć. Sukienka pfff..od lat jej nie nosiłam, nawet mimo zajęć etykiety co sobie tatko zażyczył, gdzie powinnam nosić najlepiej księżniczkowatą suknie, ja zawsze się od tego wymigiwałam. Byłam bardzo ciekawa dlaczego tak im zależy abym ubrała się w to. No ale postanowiłam tym razem zrobić wyjątek i założyć sukienkę. Nie wyglądałam źle, nawet mogłabym uznać, że wyglądałam pięknie. Lecz nadal sądzę że sukienki nie są dla mnie, głównie dlatego, że są strasznie nie praktyczne w walce. Po chwili rozległo się pukanie do drzwi oraz głos Zuli.
-Gotowa?-zapytała. Mruknęłam tylko, że zaraz zejdę.
Przeczesałam jeszcze włosy i zeszłam na piętro, gdzie w kuchni zastałam całą rodzinkę.
-Ariś co zjesz na śniadanie?-spytała Angela, bardzo łatwo i szybko się tu zadomowiła i ogarnęła co i gdzie, już od wieku nam gotuje i nawet nie mam do tego zastrzeżeń.
-Nie bardzo jestem głodna, dziękuje, zjem coś na wyspie.-odparłam i zaczęłam kierować się w stronę wyjścia z domu. Słyszałam, że tata wstał i zaczął iść za mną.
---
Zrobiłam dwa wielkie wdechy na świeżym powietrzu i uśmiechnęłam się na myśl o tym, że ojciec jest coraz szczęśliwszy w towarzystwie cioci, szczerze nie miałabym nic przeciwko temu aby coś więcej ich połączyło, tata zasługuje na szczęście, a mama na pewno zrozumie, jeśli spogląda na nas z góry. Usłyszałam pomrukiwanie, zaczęłam się momentalnie rozglądać, aż zobaczyłam pędzącą w moją stronę małą kulkę. Tygrysiątko wtuliło się w moje nogi, byłam lekko zdziwiona. Od razu przypomniał mi się Aven, i różne zabawne sytuacje z nim związane.
-Skąd się tu wziąłeś mały?-zapytałam i wzięłam go na ręce, wtulił głowę we mnie.
-Jest dla Ciebie- usłyszałam po chwili. Zdezorientowana spojrzałam na blondyna i nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Położyłam tygrysiątko na ziemię i powoli zaczęłam iść w stronę chłopaka.
-John?-zapytałam patrząc na niego.
-Nie mylisz się. Ahh ale wydoroślałaś..-odpowiedział z uśmiechem patrząc na mnie. Objęliśmy się na przywitanie. Normalnie nie zrobiłabym tego, ale to John! Niegdyś praktycznie byliśmy nierozłączni -Stęskniłem się-szepnął mi w ucho, co trochę mnie podrażniło. Wydoroślał, i nie zmieniła się, nadal pragnie bałamucić kobiety.
-Czyli to ty jesteś tą moją niespodzianką? Tata nic a nic mi nie powiedział.-rzekłam z uśmiechem. Po chwili poczułam drapanie małego tygrysa. Wzięłam go znowu na ręce.
-Tak, i on również jest już twój-odpowiedział. Dopiero po jakimś czasie zauważyłam co jest nie tak w jego wypowiedzi "on również jest już twój", ale kto jeszcze.. że niby on? Wyrzuciłam myśl z głowy i skupiłam się na małym kociaku.
-Rafaello-nazwałam małego, a ten tylko miauknął w odpowiedzi i wtulił się we mnie.
~Czyli ja już nie będę Twoim ulubieńcem?-zapytał mnie w myślach Spire. Zaśmiałam się i powiedziałam mu, że zawsze będzie, jest dla mnie najważniejszy, smok się uspokoił i powrócił do swoich zajęć uciszając myśli. Nim się spostrzegłam przyszła cała rodzinka, i powitała John'a oraz Rafaello.
<Angela? Awisin? Zula? John?>
-Gotowa?-zapytała. Mruknęłam tylko, że zaraz zejdę.
Przeczesałam jeszcze włosy i zeszłam na piętro, gdzie w kuchni zastałam całą rodzinkę.
-Ariś co zjesz na śniadanie?-spytała Angela, bardzo łatwo i szybko się tu zadomowiła i ogarnęła co i gdzie, już od wieku nam gotuje i nawet nie mam do tego zastrzeżeń.
-Nie bardzo jestem głodna, dziękuje, zjem coś na wyspie.-odparłam i zaczęłam kierować się w stronę wyjścia z domu. Słyszałam, że tata wstał i zaczął iść za mną.
---
Zrobiłam dwa wielkie wdechy na świeżym powietrzu i uśmiechnęłam się na myśl o tym, że ojciec jest coraz szczęśliwszy w towarzystwie cioci, szczerze nie miałabym nic przeciwko temu aby coś więcej ich połączyło, tata zasługuje na szczęście, a mama na pewno zrozumie, jeśli spogląda na nas z góry. Usłyszałam pomrukiwanie, zaczęłam się momentalnie rozglądać, aż zobaczyłam pędzącą w moją stronę małą kulkę. Tygrysiątko wtuliło się w moje nogi, byłam lekko zdziwiona. Od razu przypomniał mi się Aven, i różne zabawne sytuacje z nim związane.
-Skąd się tu wziąłeś mały?-zapytałam i wzięłam go na ręce, wtulił głowę we mnie.

-John?-zapytałam patrząc na niego.

-Czyli to ty jesteś tą moją niespodzianką? Tata nic a nic mi nie powiedział.-rzekłam z uśmiechem. Po chwili poczułam drapanie małego tygrysa. Wzięłam go znowu na ręce.
-Tak, i on również jest już twój-odpowiedział. Dopiero po jakimś czasie zauważyłam co jest nie tak w jego wypowiedzi "on również jest już twój", ale kto jeszcze.. że niby on? Wyrzuciłam myśl z głowy i skupiłam się na małym kociaku.
-Rafaello-nazwałam małego, a ten tylko miauknął w odpowiedzi i wtulił się we mnie.
~Czyli ja już nie będę Twoim ulubieńcem?-zapytał mnie w myślach Spire. Zaśmiałam się i powiedziałam mu, że zawsze będzie, jest dla mnie najważniejszy, smok się uspokoił i powrócił do swoich zajęć uciszając myśli. Nim się spostrzegłam przyszła cała rodzinka, i powitała John'a oraz Rafaello.
<Angela? Awisin? Zula? John?>
Od Avena
Wróciłem do domu kiedy tylko skończyłem swoją robotę. Odbudowywanie budynków na Eter nie jest tak łatwe jak myślałem, ale chociaż tak mogę pomóc ludziom po bitwie z Cierniem. Mogłem im poświęcić tylko parę godzin, nadal męczy mnie to, iż wraz z Mirą nie znaleźliśmy ani jednego amuletu przez ostatnie sto lat. Bycie w ciele tygrysa stało się dla mnie bardziej jak życie w klatce.. zamiast być ciągle w postaci ludzkiej i móc być przy ukochanej, pomagać jej to ja przez dłuższy czas siedzę zamknięty w ciele, którego tak bardzo nienawidzę. Chciałbym dać jej więcej, chciałbym aby miała szansę na lepsze życie..czasem dopada mnie myśl, iż nie jestem dla niej odpowiednim osobnikiem do spędzenia reszty życia.
~Aven, nie myśl tyle. Mirajane kocha Cię całym swoim sercem, tak samo i ja- wyrwała mnie z zamyślenia moja Tiela. Smoczyca leciała nade mną, nadal była niesamowitym widokiem dla mieszkańców miasteczka, wszyscy cieszyli się na jej widok i składali hołd a ta leciała dumnie.
---
Zamknąłem drzwi pokoju i rozejrzałem się po pokoju, nikogo nie było lekko mnie to zdziwiło bowiem Mira wcześniej mówiła, że będzie na mnie czekać. Zmieniłem się w tygrysa i wskoczyłem na koc, który przykrywał nasze łóżko, specjalnie jako człowiek tu go dałem abym nie brudził łapami pościeli. Zamknąłem oczy, nie spałem, a wsłuchiwałem się w otoczenie. Na początek usłyszałem kłótnię w pokoju obok, problem o to kto zjadł ostatni kawałek czekolady. Mruknąłem wspominając jak kiedyś Mira suszyła mi głowę o to, że pożarłem całe mięso, które miała specjalnie dla nas dwóch przygotować. Oddaliłem się od hałasów kłótni i skupiłem na wietrze zza okna. W końcu spokój. Wtargnięcie oddziałów Ciernia osłabiło nas, ale daliśmy radę i znowu wzrastamy w siłę.
Wsłuchiwałem się tak jeszcze chwilę, aż zlokalizowałem najpiękniejszy dźwięk jaki istnieje, głos niebieskowłosej.
<Mirajane?>
~Aven, nie myśl tyle. Mirajane kocha Cię całym swoim sercem, tak samo i ja- wyrwała mnie z zamyślenia moja Tiela. Smoczyca leciała nade mną, nadal była niesamowitym widokiem dla mieszkańców miasteczka, wszyscy cieszyli się na jej widok i składali hołd a ta leciała dumnie.
---
Zamknąłem drzwi pokoju i rozejrzałem się po pokoju, nikogo nie było lekko mnie to zdziwiło bowiem Mira wcześniej mówiła, że będzie na mnie czekać. Zmieniłem się w tygrysa i wskoczyłem na koc, który przykrywał nasze łóżko, specjalnie jako człowiek tu go dałem abym nie brudził łapami pościeli. Zamknąłem oczy, nie spałem, a wsłuchiwałem się w otoczenie. Na początek usłyszałem kłótnię w pokoju obok, problem o to kto zjadł ostatni kawałek czekolady. Mruknąłem wspominając jak kiedyś Mira suszyła mi głowę o to, że pożarłem całe mięso, które miała specjalnie dla nas dwóch przygotować. Oddaliłem się od hałasów kłótni i skupiłem na wietrze zza okna. W końcu spokój. Wtargnięcie oddziałów Ciernia osłabiło nas, ale daliśmy radę i znowu wzrastamy w siłę.
Wsłuchiwałem się tak jeszcze chwilę, aż zlokalizowałem najpiękniejszy dźwięk jaki istnieje, głos niebieskowłosej.
<Mirajane?>
Witajcie!
Witam!
Wracamy do działania!
Wracamy do działania!
Można już pisać.
Pamiętajcie, że minęło 100 lat od ostatnich wydarzeń!
Powodzenia!
11 listopada 2019
Smocze Kalendarium Dorastania
Smocze Kalendarium Dorastania
(Uwaga, jeśli nie widzisz tutaj swojego smoka, proszę o zgłoszenie tego admince! Mogło się zdarzyć, iż zapomniałam.)
Spire- Dorosły Smok

Ryuu-Dorosły Smok

Lluwia-Dorosły Smok

Sannas-Dorosły Smok

Isma-Dorosły Smok

Linera-Dorosły Smok

Bianaid-Dorosły Smok

Haru-Dorosły Smok.

Risar-Dorosły Smok.

Aven-Dorosły Smok

Ryuunosuke-Dorosły Smok

Mona-Dorosły Smok

Lumière-Dorosły Smok
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)