Trochę mnie zaskoczył propozycją sparingu na miecze, jednak zgodziłam się. Nie przyłożyłam jakoś wielkiej wagi do tego starcia. Nie brałam go na poważnie. Simon blokował każdy mój cios. Nie przeszkadzało mu to, że ciągle go "atakowałam". Dobrze wiedział, że to właśnie potrzebowałam. Wyżyć się. Wyładować to, co we mnie siedzi, a byłam pełna negatywnych emocji. Podczas pojedynku nic nie mówiliśmy. W sumie to i dobrze.
Tego właśnie było mi trzeba. Po naszej małej "bitwie" Simon zwinnie zaszedł mnie od tyłu, złapał mnie za nadgarstki, wytrącając mi tym samym z dłoni miecz, kończąc walkę. Po krótkiej pogawędce poszliśmy do jego gabinetu. Nie przebywałam tam za wiele, w zasadzie to byłam w tym pomieszczeniu może ze trzy razy..? Ku mojemu zaskoczeniu Simon pokazał mi ukrytą, bardzo starą księgę. Wyjaśnił, że będę mogła w niej poczytać o swojej energii, jednak tylko o tym, bowiem reszta pozostanie dla mnie tajemnicą. Byłam naprawdę zdziwiona, widząc taki egzemplarz magicznej księgi i to po raz pierwszy w swoim życiu. Wzięłam ostrożnie tomiszcze w dłonie, było duże, więc jego spora waga nawet nie zrobiła na wrażenia. Położyłam ostrożnie ową rzecz na biurku. Dotknęłam okładki. Była zwyczajna, niczym się nie wyróżniała, jednakże doskonale czułam dziwną energię od niej emanującą. Nie byłam pewna, czy Simon też ją wyczuwał. Spojrzałam na niego kątem oka. Nic nie wskazywało na to, by czuł to samo, co ja. Nie podobała mi się ta aura...
- Ok, dziękuję. Przestudiuję ją potem. Teraz należy nam się odpoczynek. Co ty na to? - spytałam anioła, jednocześnie odsuwając od siebie magiczną książkę.
- Dobry pomysł. - Simon zgodził się ze mną. Uśmiechnęłam się do niego w odpowiedzi i razem wyszliśmy z gabinetu.
Poszłam od razu do pokoju aby zdjąć przepocone ubrania. Niby dużo nie ćwiczyłam, a i tak pot cieknął ze mnie ciurkiem. Kiedy na nowo zaczęłam szukać jakiś ubrań dla siebie, by móc potem się w nie przebrać, wpadłam na pewien pomysł. Otworzyłam kolejną szufladę, znalazłam tam ciemno szarą bluzę z kapturem. Wyciągnęłam ją ostrożnie, rozłożyłam przed sobą. Stwierdziłam, iż jej długość jest wystarczająca by zakryć mi pupę i kilka centymetrów ud. Nie zastanawiając się już dłużej wzięłam bluzę. Wyszłam z mieszkania, zostawiając Simona w jego gabinecie. Musiał do niego wrócić, gdy szukałam ubrania. Nie powiedziałam mu nic, jedynie zostawiłam mu karteczkę. Napisałam na niej, że wychodzę trochę pozwiedzać. Jeszcze nie zobaczyłam wszystkich "atrakcji" tego świata, a szczerze mówiąc liczyłam na jakieś magiczne gorące źródła.
Moje oczekiwania zostały spełnione. Po jakiejś pół godzinie znalazłam nie za wielkie, otoczone błyszczącymi niemal białymi skałami gorące źródło. Nad nim unosiła się para. Przypominała mgłę, gdyż kłęby pary snuły się leniwie wokół kamieni i drzew. Poczułam, że jest to właśnie TO miejsce. Moje miejsce, do którego będę zawsze wracać. Rozebrałam się migiem. Ułożyłam ubrania schludnie na kamieniu, zaś czystą bluzę obok. Nie zabrałam ze sobą żadnych ręczników, lecz nie było to dla mnie problemem. Rozejrzałam się wokół, będąc już kompletnie naga. Nie dostrzegłam nikogo w oddali, ani niczego. Poczułam takie przyjemne uczucie prywatności. Nie czekając na niczyje zaproszenie weszłam do wody, która była wprost idealna. Powoli i ostrożnie stawiałam kroki na śliskich kamiennych stopniach. Może nie było tu zbyt głęboko, jednak ostrożności nigdy za wiele. Woda była wręcz idealna. Szybko się do niej przyzwyczaiłam. Zanużyłam się cała. Po chwili wypłynęłam na powierzchnię, odrzuciłam ciemne włosy do tyłu, przetarłam twarz pozbywając się kropel wody. Przeszłam powolutku na drugi koniec. Tam, oparłam się łokciami o kamienie, które wcale nie były gorące. Wręcz odwrotnie! Dawały przyjemne uczucie chłodu. Położyłam głowę na złożonych ramionach, zamknęłam oczy... Ach, cisza i spokój. Harmonia, która mnie otaczała udzieliła się również mnie. Wreszcie mogłam swojemu ciału, duszy i głowie dać odpocząć. Czułam, jak blizna na plecach ciągle się goi. Minęło już tyle czasu, a ja wciąż czułam ból. Otworzyłam lekko oczy, sięgnęłam ręką, by odgarnąć plecy i by dotknąć szramy, która przechodziła prawie przez całą długość pleców. Gdy ją dotknęłam skrzywiłam się. Zabolało mnie. Czemu to się tak okropnie długo goi? Może to ma coś związanego z energią w moim ciele? Energia... coś, co Cierń poszukuje, czego potrzebuje to wydostania się ze swojego więzienia. Zaczęłam się zastanawiać, czy trening tego... daru... jest dobrym pomysłem. Teraz nie jestem nawet w stanie wykrzesać z siebie maluteńkiej kulki energii. Taka jak teraz jestem mu niepotrzebna, tak uważam przynajmniej. No ale, jeśli nauczę się generować boską energię, to... To czy nie będzie to zbyt ryzykowne? Może lepiej aby mnie to po prostu zabiło? Nie będzie już żadnego problemu. Nikomu nie zagrożę... Nie chcę, by osoby drogie mojemu sercu przeze mnie umarły....
Posmutniałam przez takie myślenie. Nie wiedziałam już co robić. Nie nadawałam się na żonę, ani do niczego innego. Jedyne co umiałam to zabijać. Kiedyś. Byłam w tym dobra, jednakże poczucie winy mnie niszczyło mnie od środka i nadal tak chyba jest. Nigdy nie wybaczę sobie tego wszystkiego, co zrobiłam. Nie zasłużyłam sobie na szczęśliwe życie. Nie zasłużyłam na Simona. Boże... ojcze Dreyarze, ja tak go kocham. Pierwszy raz w życiu pokochałam mężczyznę tak mocno. Nie chcę go stracić. Nie mogę. Stał się dla mnie niezbędnym tlenem do życia. On to moje życie. Nie wiem, co bym zrobiła, gdyby go zabrakło. Nie wiem też, co bym uczyniła temu komuś, kto by mi go odebrał. Śmierć to za mało. Za niska kara za odebranie mi Simona. Odruchowo zacisnęłam obie dłonie w pięści. Gniew mnie wypełnił, doskonale go czułam w każdym skrawu mojego ciała. Nie kontrolowałam tego, co się działo, woda wokół mnie zaczęła się podgrzewać, mnie natomiast nie parzyła w skórę... Wtedy właśnie, nieświadomie oczywiście, sprawiłam, iż woda się podgrzała za sprawą mojej energii.
Nie zwróciłam na to większej uwagi. Dopiero hałas za moimi plecami wyrwał mnie z zamyślenia i myślach o zabójstwie...
< Simon? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz