29 września 2018

Od Logana Cd Eshia


Ogrzałem się dzięki płomieniom. Języki ognia tańczyły beztrosko w palenisku. Tylko one były mi towarzyszami. Jak zwykle. Dotarłem aż tutaj, do jaskini, gdzie wraz ze smokiem spała jakaś dziewczyna. Zapewne jaskinia była jej kryjówką. Nic nie stało jednak na przeszkodzie bym i ja z niej skorzystał. Kiedy niewiasta się ocknie mnie już zapewne nie będzie. Ruszę w drogę powrotną. 
Powinienem zaszyć się gdzieś na Eter. Tam ludziom Ciernia będzie ciężej mnie znaleźć. Zaszyję się w jakiejś melinie, albo tym klubie nocnym, co go w karty wygrałem, a przynajmniej jego połowę. Chyba by wypadało obejrzeć swoje nowe włości, nieprawdaż?
Nagle usłyszałem ciche szuranie. Hałas dobiegał zza moich pleców. A co, jeśli ten smok się przebudzi? Nie mam doświadczenia w walce z takimi bestiami. W ogóle to pierwszy raz widzę takie stworzenie na oczy. Monstrualne by ktoś rzekł. Jak dla mnie to za mało powiedziane. Do moich uszu dotarł kolejny szmer, lecz tym razem nawet nie miałem już czasu na reakcję. Zostałem oślepiony i powalony na glebę. Przy swojej szyi poczułem zimną stal. Jednakże niewielki ciężar na moich plecach zniknął. Ten ktoś osunął się ze mnie i padł obok. Podniosłem się szybko. Wciąż nie mogąc przejrzeć na oczy odsunąłem się. Plecami natrafiłem na ścianę, która zagrodziła mi dalszą ucieczkę. Smoczy ryk rozniósł się po wnętrzu groty, w której się znajdowaliśmy. Nie byłem już w stanie wyczuć ciepła pochodzącego z ogniska, dlatego wywnioskowałem, że musiało zostać ono zgaszone przez smoka lub tę dziewczynę, którą chronił.
- Rany, moje oczy... nic nie widzę, do cholery... - wymamrotałem pod nosem. Na szczęście, po kilku minutach zacząłem odzyskiwać wzrok. Powoli, ale jednak coś. Zacząłem sobie przecierać oczy dłońmi. Nie przynosiło to zbytnio efektów. Był to raczej odruch mimowolny.
- Gdzie jesteś? Czemu mnie zaatakowałaś?
Nie odpowiedział mi nikt. Mijały minuty, smok, czułem go doskonale, chyba pilnował także i mnie. Nie wiedziałem tylko po co. Przecież mnie oślepił. Daleko bym nie uciekł błądząc w ciemnościach.
Minęło jeszcze trochę czasu, podczas kiedy moja zdolność widzenia wróciła mało wiele do poprzedniego stanu. Mogłem już dostrzec obiekty, kształty przede mną. Dostrzegłem również leżącą na ziemi dziewczynę, która mnie zaatakowała. Wyglądała tak... marnie. Podszedłem do niej, ukucnąłem tuż prze jej głowie. Hm, chyba ją skądś kojarzyłem, ale za żadne skarby nie mogłem sobie przypomnieć skąd. Sięgnąłem ręką, by odgarnąć jej włosy z twarzy. Blada, wychudzona, policzki zapadnięte. Nie wyglądała najlepiej. Może tak jak ja była zbiegiem? Może też uciekła lub zdezerterowała? Poklepałem ją po buzi, by ją ocucić.
- Ej ty, obudź się. Wstawaj...! 


< Eshia? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz