Wilgotna szorstka, nieco haczykowata rzecz, przejeżdża z uwagą po mojej twarz. Ostrożnie otwieram jedno oko, a trzy centymetry przede mną zwiesza się olbrzymi łeb Haru. Przykładam otwartą dłoń do czoła i ostrożnie siadam na posłaniu. Syczę gdy czuje silny ból głowy. Biorę kilka głębszych oddechów. Otwieram pół przymknięte oczy i z uwagą rozglądam się po pomieszczeniu. A raczej jaskini. No tak… W końcu opuściłam Akademię.
Delikatne płomienie rzucają przyjemny odblask na nagie skalne ściany. Na wysokim na pół metra głazie przysiadł człowieka odziany jedynie w lekkie ubranie. Jego srebrne, prawie, że białe włosy, opadają niechlujnie na twarz, przesłaniając prawe oko. Kości policzkowe wyraźnie rysują się na jego twarzy, sprawiając wrażenie wyniosłości i szlachetnego pochodzenia tegoż osobnika płci przeciwnej. Para zimnych, podobnych do lodowych okruchów oczu, świdruje bezwstydnie moją sylwetkę. W pierwszej chwili uciekam wzrokiem, ale już po chwili opanowuje skołatanej serce i uważniej przyglądam się mężczyźnie. To On. Bez wątpienia… Nigdy w życiu nie zapomnę tego spojrzenia, ruchu dłoni czy zarzucenia delikatnie głową by poprawić swoją fryzurę. Nigdy nie zapomnę. Nie Go.
Ale…. Co on tu robi? Czemu mnie jeszcze nie zabił? Przecież jest sługą…. Może mnie nie rozpoznał? Jeśli tak jest to na razie nie zamierzam wyprowadzać go z nie wiedzy...
< Co ty na to XD? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz