Wilgotna szorstka, nieco haczykowata rzecz, przejeżdża z uwagą po mojej twarz. Ostrożnie otwieram jedno oko, a trzy centymetry przede mną zwiesza się olbrzymi łeb Haru. Przykładam otwartą dłoń do czoła i ostrożnie siadam na posłaniu. Syczę gdy czuje silny ból głowy. Biorę kilka głębszych oddechów. Otwieram pół przymknięte oczy i z uwagą rozglądam się po pomieszczeniu. A raczej jaskini. No tak… W końcu opuściłam Akademię.
Delikatne płomienie rzucają przyjemny odblask na nagie skalne ściany. Na wysokim na pół metra głazie przysiadł człowieka odziany jedynie w lekkie ubranie. Jego srebrne, prawie, że białe włosy, opadają niechlujnie na twarz, przesłaniając prawe oko. Kości policzkowe wyraźnie rysują się na jego twarzy, sprawiając wrażenie wyniosłości i szlachetnego pochodzenia tegoż osobnika płci przeciwnej. Para zimnych, podobnych do lodowych okruchów oczu, świdruje bezwstydnie moją sylwetkę. W pierwszej chwili uciekam wzrokiem, ale już po chwili opanowuje skołatanej serce i uważniej przyglądam się mężczyźnie. To On. Bez wątpienia… Nigdy w życiu nie zapomnę tego spojrzenia, ruchu dłoni czy zarzucenia delikatnie głową by poprawić swoją fryzurę. Nigdy nie zapomnę. Nie Go.
Ale…. Co on tu robi? Czemu mnie jeszcze nie zabił? Przecież jest sługą…. Może mnie nie rozpoznał? Jeśli tak jest to na razie nie zamierzam wyprowadzać go z nie wiedzy...
< Co ty na to XD? >
30 września 2018
29 września 2018
Od Logana Cd Eshia
Ogrzałem się dzięki płomieniom. Języki ognia tańczyły beztrosko w palenisku. Tylko one były mi towarzyszami. Jak zwykle. Dotarłem aż tutaj, do jaskini, gdzie wraz ze smokiem spała jakaś dziewczyna. Zapewne jaskinia była jej kryjówką. Nic nie stało jednak na przeszkodzie bym i ja z niej skorzystał. Kiedy niewiasta się ocknie mnie już zapewne nie będzie. Ruszę w drogę powrotną.
Powinienem zaszyć się gdzieś na Eter. Tam ludziom Ciernia będzie ciężej mnie znaleźć. Zaszyję się w jakiejś melinie, albo tym klubie nocnym, co go w karty wygrałem, a przynajmniej jego połowę. Chyba by wypadało obejrzeć swoje nowe włości, nieprawdaż?
Nagle usłyszałem ciche szuranie. Hałas dobiegał zza moich pleców. A co, jeśli ten smok się przebudzi? Nie mam doświadczenia w walce z takimi bestiami. W ogóle to pierwszy raz widzę takie stworzenie na oczy. Monstrualne by ktoś rzekł. Jak dla mnie to za mało powiedziane. Do moich uszu dotarł kolejny szmer, lecz tym razem nawet nie miałem już czasu na reakcję. Zostałem oślepiony i powalony na glebę. Przy swojej szyi poczułem zimną stal. Jednakże niewielki ciężar na moich plecach zniknął. Ten ktoś osunął się ze mnie i padł obok. Podniosłem się szybko. Wciąż nie mogąc przejrzeć na oczy odsunąłem się. Plecami natrafiłem na ścianę, która zagrodziła mi dalszą ucieczkę. Smoczy ryk rozniósł się po wnętrzu groty, w której się znajdowaliśmy. Nie byłem już w stanie wyczuć ciepła pochodzącego z ogniska, dlatego wywnioskowałem, że musiało zostać ono zgaszone przez smoka lub tę dziewczynę, którą chronił.
- Rany, moje oczy... nic nie widzę, do cholery... - wymamrotałem pod nosem. Na szczęście, po kilku minutach zacząłem odzyskiwać wzrok. Powoli, ale jednak coś. Zacząłem sobie przecierać oczy dłońmi. Nie przynosiło to zbytnio efektów. Był to raczej odruch mimowolny.
- Gdzie jesteś? Czemu mnie zaatakowałaś?
Nie odpowiedział mi nikt. Mijały minuty, smok, czułem go doskonale, chyba pilnował także i mnie. Nie wiedziałem tylko po co. Przecież mnie oślepił. Daleko bym nie uciekł błądząc w ciemnościach.
Minęło jeszcze trochę czasu, podczas kiedy moja zdolność widzenia wróciła mało wiele do poprzedniego stanu. Mogłem już dostrzec obiekty, kształty przede mną. Dostrzegłem również leżącą na ziemi dziewczynę, która mnie zaatakowała. Wyglądała tak... marnie. Podszedłem do niej, ukucnąłem tuż prze jej głowie. Hm, chyba ją skądś kojarzyłem, ale za żadne skarby nie mogłem sobie przypomnieć skąd. Sięgnąłem ręką, by odgarnąć jej włosy z twarzy. Blada, wychudzona, policzki zapadnięte. Nie wyglądała najlepiej. Może tak jak ja była zbiegiem? Może też uciekła lub zdezerterowała? Poklepałem ją po buzi, by ją ocucić.
- Ej ty, obudź się. Wstawaj...!
< Eshia? >
17 września 2018
Od Kuro CD Bloody
- No pewnie - odpowiedziałem odwzajemniając uśmiech - jest już dzień, więc będziesz mogła bezpiecznie wrócić tam, skąd przybyłaś, a jeśli to daleko, bądź wybierasz się jeszcze dalej, możesz zostać jeszcze jakiś czas u mnie jeśli zechcesz i przygotować się do drogi - zaproponowałem. Chociaż wolałem by nie zostawała tu zbyt długo, gdyż nigdy nie wiem, w jakim stanie wrócę z "łowów". Nie chciałem by musiała oglądać mnie "odmienionego", nie chciałbym bardziej straszyć biedaczkę. jednak z grzeczności zaproponowałem jej dalszy nocleg. - skoro obawiasz się samotności, to nie mogę odmówić. - kiedy to powiedziałem dziewczyna odpowiedziała uśmiechem po czym odwróciła się na kanapie aby przebrać się i przygotować do wyjścia. Zaczerwieniłem się lekko i szybko odwróciłem w stronę swojego gabinetu aby ukryć ten fakt - Nie będę ci już przeszkadzał i sam pójdę się do końca przyszykować - rzuciłem na odchodnym.
Wsunąłem swoje kosy za pas i ukryłem je pod ubraniem, następnie wziąłem swoją torbę, którą zawsze mam przy sobie, gdy jestem poza domem. Miałem w niej cebulkę czosnku schowaną w specjalnej folii aby nie czuć było zapachu, oraz kilka innych podstawowych narzędzi do pozbycia się wampirów. Poza tym wcisnąłem do środka jakiś mniejszy posiłek, oraz specjalny napój energetyczny. Był mi niezmiernie potrzebny, zwłaszcza kiedy "zmieniałem swoją formę", jednak że obecny zapas zaczynał się kończyć. Głównie dla tego wybierałem się teraz do miasteczka. Kiedy wyszedłem z pokoju Alti czekała już w gotowości. Po chwili wyszliśmy już na miasto.
- ja muszę się udać na targ. Też chcesz iść w jakieś konkretne miejsce, czy wybierzesz się ze mną? - zapytałem przybierając jak najmilszy uśmiech. Prawdę powiedziawszy bywa, że czasem uśmiechanie się przychodzi mi z trudem, gdyż nie robię tego często. Nie mam zbyt wielu powodów do radości.
<Bloody?>
Od Winry CD Yuna / Ryuunosuke
- O, czyli jesteś tu nowa? - zapytałam z przyjaznym uśmiechem - Ja na imię mam Winry. Może chciała byś, abym oprowadziła cię po okolicy? - powiedziałam nie czekając na odpowiedź ze strony nowej. W głowie już układałam cały plan, co i gdzie jej pokażę. Zawsze bardzo lubiłam spacery po Eter.
- z wielką chęcią, ale czy nie jest teraz za późno? - zapytała mnie, a ja tylko się szerzej uśmiechnęłam.
- teraz jest właśnie idealna pora -stwierdziłam, po czym obydwie opuściłyśmy teren Akademii. W drodze do wyjścia opowiadałam jej o tym, co wydarzyło się tu nie tak dawno temu. O ataku pomiotów, o tym jak ucierpiało miasto i jego mieszkańcy i jak zostaliśmy wyzwoleni od klęski.
...
Kiedy opuściłyśmy dziedziniec Akademii i znalazłyśmy się na terenie miasta, dołączył do nas mój smok, Ryuu. Przytulił do mnie głowę, a ja odwzajemniałam ten gest. Jako dziecko wyobrażałam sobie jak to jest mieć za przyjaciela smoka. Czy to jest bezpieczne? Czy smoki są zbyt groźne by je okiełznać? Teraz, kiedy w końcu się dowiedziałam czym jest prawdziwa więź z tą wspaniałą istotą, nie wyobrażam sobie życia bez Ryuu.
Spacerowałyśmy uliczkami miasta. Był już wieczór a ulicę rozświetlały latarnie. Wszędzie dookoła było pusto, gdyż większość mieszkańców wybrała się na bal. Pokazywałam Yunie poszczególne miejsca i opowiadałam jej o najróżniejszych sytuacjach z nimi związanych. Tych śmiesznych i tych poważnych. Nagle w dali na ulicy dostrzegłam kogoś mi obcego. Owszem, nie mieszkam tu na tyle długo by znać wszystkich mieszkańców, jednak na tyle długo, że raczej widziała bym chociaż raz gościa z latającymi wężami.
- Witaj, nie widziałam cię tutaj nigdy - powiedziałam podchodząc do niego wraz z Yuną.
- Ah, to bardzo prawdopodobne, jestem nową krwią - odpowiedział, a ja wyciągnęłam w jego stronę rękę na powitanie. Popatrzył na nią chwilę po czym jakby od niechcenia odpowiedział na ten gest.
- Yuna też jest tu nowa, właśnie ją oprowadzam. Może się przyłączysz? - zapytałam, a w tym momencie Ryuu wychylił głowę na swej długiej szyi, zza mojego ramienia mrucząc ostrzegawczo.
- "Odradzam, od tego gościa bije dziwną aurą" - smok odezwał się w moim umyśle. Przyłożyłam rękę do jego pyska i cofnęłam go.
- Ryuu, tak się nie wita nowo poznanych ludzi - zbeształam go, po czym odpowiedziałam poprzez umysł - "rozumiem, że nie masz zbytniego zaufania do obcych, ale to że ktoś jest inny nie oznacza, że nie jest dobry. Proszę, daj mu szansę" - poprosiłam. Smok nie odpowiedział, lecz wycofał się.
- Wybacz za niego -zwróciłam się ponownie do nieznajomego - Właściwie, to chyba Ci się nie przedstawiłam, mam na imię Winry, a ciebie jak zwą? - uśmiechnęłam się do niego przyjaźnie.
<Yuna? Ryuunosuke?>
9 września 2018
Od Sorayi Cd Simon
Trochę mnie zaskoczył propozycją sparingu na miecze, jednak zgodziłam się. Nie przyłożyłam jakoś wielkiej wagi do tego starcia. Nie brałam go na poważnie. Simon blokował każdy mój cios. Nie przeszkadzało mu to, że ciągle go "atakowałam". Dobrze wiedział, że to właśnie potrzebowałam. Wyżyć się. Wyładować to, co we mnie siedzi, a byłam pełna negatywnych emocji. Podczas pojedynku nic nie mówiliśmy. W sumie to i dobrze.
Tego właśnie było mi trzeba. Po naszej małej "bitwie" Simon zwinnie zaszedł mnie od tyłu, złapał mnie za nadgarstki, wytrącając mi tym samym z dłoni miecz, kończąc walkę. Po krótkiej pogawędce poszliśmy do jego gabinetu. Nie przebywałam tam za wiele, w zasadzie to byłam w tym pomieszczeniu może ze trzy razy..? Ku mojemu zaskoczeniu Simon pokazał mi ukrytą, bardzo starą księgę. Wyjaśnił, że będę mogła w niej poczytać o swojej energii, jednak tylko o tym, bowiem reszta pozostanie dla mnie tajemnicą. Byłam naprawdę zdziwiona, widząc taki egzemplarz magicznej księgi i to po raz pierwszy w swoim życiu. Wzięłam ostrożnie tomiszcze w dłonie, było duże, więc jego spora waga nawet nie zrobiła na wrażenia. Położyłam ostrożnie ową rzecz na biurku. Dotknęłam okładki. Była zwyczajna, niczym się nie wyróżniała, jednakże doskonale czułam dziwną energię od niej emanującą. Nie byłam pewna, czy Simon też ją wyczuwał. Spojrzałam na niego kątem oka. Nic nie wskazywało na to, by czuł to samo, co ja. Nie podobała mi się ta aura...
- Ok, dziękuję. Przestudiuję ją potem. Teraz należy nam się odpoczynek. Co ty na to? - spytałam anioła, jednocześnie odsuwając od siebie magiczną książkę.
- Dobry pomysł. - Simon zgodził się ze mną. Uśmiechnęłam się do niego w odpowiedzi i razem wyszliśmy z gabinetu.
Poszłam od razu do pokoju aby zdjąć przepocone ubrania. Niby dużo nie ćwiczyłam, a i tak pot cieknął ze mnie ciurkiem. Kiedy na nowo zaczęłam szukać jakiś ubrań dla siebie, by móc potem się w nie przebrać, wpadłam na pewien pomysł. Otworzyłam kolejną szufladę, znalazłam tam ciemno szarą bluzę z kapturem. Wyciągnęłam ją ostrożnie, rozłożyłam przed sobą. Stwierdziłam, iż jej długość jest wystarczająca by zakryć mi pupę i kilka centymetrów ud. Nie zastanawiając się już dłużej wzięłam bluzę. Wyszłam z mieszkania, zostawiając Simona w jego gabinecie. Musiał do niego wrócić, gdy szukałam ubrania. Nie powiedziałam mu nic, jedynie zostawiłam mu karteczkę. Napisałam na niej, że wychodzę trochę pozwiedzać. Jeszcze nie zobaczyłam wszystkich "atrakcji" tego świata, a szczerze mówiąc liczyłam na jakieś magiczne gorące źródła.
Moje oczekiwania zostały spełnione. Po jakiejś pół godzinie znalazłam nie za wielkie, otoczone błyszczącymi niemal białymi skałami gorące źródło. Nad nim unosiła się para. Przypominała mgłę, gdyż kłęby pary snuły się leniwie wokół kamieni i drzew. Poczułam, że jest to właśnie TO miejsce. Moje miejsce, do którego będę zawsze wracać. Rozebrałam się migiem. Ułożyłam ubrania schludnie na kamieniu, zaś czystą bluzę obok. Nie zabrałam ze sobą żadnych ręczników, lecz nie było to dla mnie problemem. Rozejrzałam się wokół, będąc już kompletnie naga. Nie dostrzegłam nikogo w oddali, ani niczego. Poczułam takie przyjemne uczucie prywatności. Nie czekając na niczyje zaproszenie weszłam do wody, która była wprost idealna. Powoli i ostrożnie stawiałam kroki na śliskich kamiennych stopniach. Może nie było tu zbyt głęboko, jednak ostrożności nigdy za wiele. Woda była wręcz idealna. Szybko się do niej przyzwyczaiłam. Zanużyłam się cała. Po chwili wypłynęłam na powierzchnię, odrzuciłam ciemne włosy do tyłu, przetarłam twarz pozbywając się kropel wody. Przeszłam powolutku na drugi koniec. Tam, oparłam się łokciami o kamienie, które wcale nie były gorące. Wręcz odwrotnie! Dawały przyjemne uczucie chłodu. Położyłam głowę na złożonych ramionach, zamknęłam oczy... Ach, cisza i spokój. Harmonia, która mnie otaczała udzieliła się również mnie. Wreszcie mogłam swojemu ciału, duszy i głowie dać odpocząć. Czułam, jak blizna na plecach ciągle się goi. Minęło już tyle czasu, a ja wciąż czułam ból. Otworzyłam lekko oczy, sięgnęłam ręką, by odgarnąć plecy i by dotknąć szramy, która przechodziła prawie przez całą długość pleców. Gdy ją dotknęłam skrzywiłam się. Zabolało mnie. Czemu to się tak okropnie długo goi? Może to ma coś związanego z energią w moim ciele? Energia... coś, co Cierń poszukuje, czego potrzebuje to wydostania się ze swojego więzienia. Zaczęłam się zastanawiać, czy trening tego... daru... jest dobrym pomysłem. Teraz nie jestem nawet w stanie wykrzesać z siebie maluteńkiej kulki energii. Taka jak teraz jestem mu niepotrzebna, tak uważam przynajmniej. No ale, jeśli nauczę się generować boską energię, to... To czy nie będzie to zbyt ryzykowne? Może lepiej aby mnie to po prostu zabiło? Nie będzie już żadnego problemu. Nikomu nie zagrożę... Nie chcę, by osoby drogie mojemu sercu przeze mnie umarły....
Posmutniałam przez takie myślenie. Nie wiedziałam już co robić. Nie nadawałam się na żonę, ani do niczego innego. Jedyne co umiałam to zabijać. Kiedyś. Byłam w tym dobra, jednakże poczucie winy mnie niszczyło mnie od środka i nadal tak chyba jest. Nigdy nie wybaczę sobie tego wszystkiego, co zrobiłam. Nie zasłużyłam sobie na szczęśliwe życie. Nie zasłużyłam na Simona. Boże... ojcze Dreyarze, ja tak go kocham. Pierwszy raz w życiu pokochałam mężczyznę tak mocno. Nie chcę go stracić. Nie mogę. Stał się dla mnie niezbędnym tlenem do życia. On to moje życie. Nie wiem, co bym zrobiła, gdyby go zabrakło. Nie wiem też, co bym uczyniła temu komuś, kto by mi go odebrał. Śmierć to za mało. Za niska kara za odebranie mi Simona. Odruchowo zacisnęłam obie dłonie w pięści. Gniew mnie wypełnił, doskonale go czułam w każdym skrawu mojego ciała. Nie kontrolowałam tego, co się działo, woda wokół mnie zaczęła się podgrzewać, mnie natomiast nie parzyła w skórę... Wtedy właśnie, nieświadomie oczywiście, sprawiłam, iż woda się podgrzała za sprawą mojej energii.
Nie zwróciłam na to większej uwagi. Dopiero hałas za moimi plecami wyrwał mnie z zamyślenia i myślach o zabójstwie...
< Simon? >
2 września 2018
Od Eshi Cd. Logana
Powinno być zimno… Ogień tak długo nie podtrzymywany gaśnie. Jednak wciąż było ciepło, a pod powiekami mogłam wyczuć, błądzący blask ognia. To przeświadczenie wybudziło mnie z lekkiego, czujnego snu. Wciągnęłam powietrze do płuc i poczułam obcy zapach. Koń...człowiek, metal, deszcz… Ktoś był w jaskini. Wsłuchałam się w ciszę. Oddech, bicie serca, parsknięcie zwierzęcia, cichy zgrzyt pazurów o skałę.
~Shai Haru. Shaiii, shaiii. Nic złego się nie dzieję. Czuję go.
Po względnym uspokojeniu, mojego towarzysza, ponownie skupiłam się na intruzie. Skrzypienie skóry, szmer lnu, brzęk żelaza. Nadal nie otwierając oczu, przekręciłam się na drugi bok. Teraz moja twarz, skierowana była w kierunku ognia. Poczekałam jeszcze chwileczkę, a gdy byłam już w stu procentach pewna, że szanowny gość przysiadł sobie na głazie, będącym najbliżej płomieni, poderwałam się, błyskawicznie skacząc w kierunku intruza. Haru tylko na to czekał. Rozwarł swoja wielką paszaczę, pełną ostrych jak brzytwa zębów, a z jego gardzieli wydobył się potężny strumień światła, który oślepił przeciwnika. Skoczyłam na obcego, przewracając go w tył, i przykładając mu ostrze sztyletu do krtani. Spojrzałam uważniej. To On… Tak… To On… Pamiętam… Zamek Ciernia.... Ale co on tu… W tym momencie przed oczami stanęła mi ciemność, a w oddali słyszę ryk Haru oraz szamotaninę. Upadam.
~Shai Haru. Shaiii, shaiii. Nic złego się nie dzieję. Czuję go.
Po względnym uspokojeniu, mojego towarzysza, ponownie skupiłam się na intruzie. Skrzypienie skóry, szmer lnu, brzęk żelaza. Nadal nie otwierając oczu, przekręciłam się na drugi bok. Teraz moja twarz, skierowana była w kierunku ognia. Poczekałam jeszcze chwileczkę, a gdy byłam już w stu procentach pewna, że szanowny gość przysiadł sobie na głazie, będącym najbliżej płomieni, poderwałam się, błyskawicznie skacząc w kierunku intruza. Haru tylko na to czekał. Rozwarł swoja wielką paszaczę, pełną ostrych jak brzytwa zębów, a z jego gardzieli wydobył się potężny strumień światła, który oślepił przeciwnika. Skoczyłam na obcego, przewracając go w tył, i przykładając mu ostrze sztyletu do krtani. Spojrzałam uważniej. To On… Tak… To On… Pamiętam… Zamek Ciernia.... Ale co on tu… W tym momencie przed oczami stanęła mi ciemność, a w oddali słyszę ryk Haru oraz szamotaninę. Upadam.
<Przepraszam, że tak długo trzeba było czekać na ten odpis, ale moja mama zabrała mnie na wyjazd, niespodziankę, a tam gdzie byłyśmy, nie miałam zasięgu>
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)