Dlaczego mój Avenek był taki smutny... Widziałam to w jego oczach, że coś było po prostu nie tak. Pogładziłam delikatnie jego futerko na szyi i wskoczyłam na jego grzbiet. Położyłam się na nim, zamykając oczy i przytulając się do niego. Tak za nim tęskniłam i teraz właśnie go odzyskałam... Nawet gdyby kazał mi odejść, nie zrobiłabym tego. Kocham go, mimo tego co się stało. Zrobił to, ale pod wpływem tamtego potwora. Nie chciał tego zrobić. Wiedziałam o tym dobrze. Ciągle delikatnie muskałam palcami futro mojego skarba.
- Aven... Kocham cię... Naprawdę ciebie kocham... Nigdy nie pozwoliłabym, aby stała ci się krzywda... - powiedziałam nagle. - I nie obwiniaj się. To nie była twoja wina. Wiem o tym dobrze... - szepnęłam jeszcze i ucałowałam miejsce blisko ucha przemienionego.
Szybko dotarliśmy do wyjścia z podziemi, a ja chwilę później usnęłam... Czułam bliskość mojego Avena i to było najważniejsze dla mnie w tej chwili, w końcu... Nigdy nie czułam niczego tak wielkiego. On był dla mnie wszystkim... Strata kogoś takiego wywołałaby we mnie stratę chęci życia...
---
Obudziłam się w Akademii w swoim pokoju, kiedy to tygrys kładł mnie już na łóżko. Ziewnęłam, otworzyłam oczy i uśmiechnęłam się do niego.
- Chodź... Nie smuć się już... Widzę to w twoich oczach... - rzekłam.
Zeszłam z materaca i uklęknęłam przed nim, obejmując go rączkami za szyję. Przytuliłam się, naprawdę uwielbiałam to uczucie. I uwielbiałam naprawdę Avena... Jak mogłabym go nie uwielbiać. Takie coś w ogóle nie istnieje...
<Aven..? :3>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz