Odetchnąłem głęboko z jajkiem w swoich rękach. Wszystkie formalności się skończyły, ja teraz siedziałem na łóżku w moim nowym pokoju. Mam się opiekować tym jajem aż do wyklucia. To będzie trochę kłopotliwe jak dla mnie, ale trzeba wytrzymać. Sięgnąłem po notebook'a z przegrody plecaka. Wyciągnąłem, położyłem na pościeli, następnie wyjąłem z kolejnej przegródki podstawkę do laptopa. Postawiłem ją na pościeli, następnie na niej urządzenie. Uruchomił się cały proces i włączyło się cudowne urządzenie za pomocą jednego przycisku. Zacząłem przeglądać strony w poszukiwaniu układu scalonego., jego budowy, materiałów potrzebnych do wykonania i zastosowań. Ciekawe jakie zastosowania może mieć to jajko? Może generuje energię, a energia daje ciepło. Trzeba je przetestować w swoim czasie. Zrobić masę badań, dowiedzieć się co i jak długo będzie wychodzić z swej powłoki to stworzenie. Trzeba wyjść za niedługo z tego pokoju i pozwiedzać pobliskie tereny. Wyciągnąłem telefon z kieszeni marynarki, odpaliłem wyszukiwarkę w celu znalezienia ewentualnej mapy. Coś podobnego do starej mapy znalazłem, wszystkie objaśnienia, drogi, miejsca i nawet obiekty naukowe zaznaczone. Pierwsze co odwiedzimy z jajem będzie biblioteka oraz pobliski sklep elektroniczny. Potrzebne są mi dyski SSD i wentylatory silentium. Będzie gruntowna analiza i opieka nad wszystkim. Ubrałem torbę ala nosidełko, włożyłem w nie jajko i wyszedłem z pokoju. Może wyglądałem jak idiota, ale dżentelmenem z jajkiem w nosidełku . Można to nazwać eksperymentem z lekcji WDŻ. Po jakiś 30 minutach wyszedłem z pałacu, prawie się pogubiłem, ale znalazłem drogę przy pomocy strażników i nauczycieli. Skierowałem się prosto do sklepu o nazwie "Komputronik", nie był jednym z najlepszych cenowo i jakościowo, ale posiadał potrzebne mi rzeczy. Jako jedyny z okolicy miał tak wielki asortyment. Po wejściu do sklepu od razu podszedłem do kasy.
- Dzień dobry, potrzebuję wentylatora silentium z RGB.
- Mamy, zaraz przyniosę, coś jeszcze dla Pana?
- Dowolne dyski SSD, powyżej 48 GB.
- Już przynoszę. - Młody mężczyzna z bródką poszedł do magazynu, po paru minutach przyniósł mi wentylator i cztery dyski. Dokładnie obejrzałem specyfikacje i cenę.
- Biorę, poproszę rachunek przytwierdzić do konta.
- Będzie to 950. - Zapłaciłem kartą i podałem dane do konta na komputroniku. Nie ufam jakoś paragonom, szybko się wybielają. Nie masz dowodu zakupu, nie ma gwarancji, nie ma zwrotu kasy za produkt. Musiałem jeszcze podać dane dokąd mają to dostarczyć, dodatkową uwagę mają mieć przy transporcie mych zakupów. Teraz do jakiejś księgarni trzeba. Podróż minęła tym razem trochę dłużej, musiałem znaleźć otwartą, w końcu zdecydowałem się na smyk, ceny może wysokie, ale zawsze otwarty, gdy trzeba. Poszukałem i nie znalazłem nic ciekawego, same poradniki dla dzieciaków i jeszcze źle napisane. No cóż, spojrzałem na mapę, znalazlem najciekawsze miejsca, moim następnym przystankiem miała być jaskinia kryształów rodu Dredayów, jakoś tak chyba. Mniejsza, może znajdę jakiś kryształ służący za nową soczewkę? Będę wtedy strasznie ucieszony, będzie przyjemna i dobrym materiałem. Trochę się zejdzie dojście... To jest niestety pod wyspą... Trzeba będzie skorzystać z latarki. Wyjąłem z kieszeni marynarki power-bank'a. Powinno się nadać, energia do ładowania i rozjaśniania. Może to chyba nie wystarczyć, trzeba będzie się powrócić po jakąś latarkę do sklepu. Po drodze miałem stację paliw, dosyć dziwna, dlaczego dziwna? Sprzedawczynią była dziewczyna w zielonym uniformie, ze skrzydłami posiadającymi białe pióra. Jeszcze blondyneczka, stereotypowy przykład anioła. Pewnym krokiem podszedłem do pracownicy stacji.
- Dzień dobry, poproszę latarkę. - Spojrzała na mnie z uśmiechem na twarzy.
- Małą czy dużą Pan sobie życzy?
- Mała będzie wystarczyć. - Od razu mnie skasowała. - Do widzenia.
- Do widzenia pingwinku. - Pingwinku? Czy ja wyglądam na pingwina z tym jajem? To jest trochę chore, porównywać mnie do zwierzaka. W sumie pingwiny też mają coś ala garnitur, ciekawe, ale to jajo trochę wadzi. Niech szybciej się wykluwa. Czasu nie ma, wszystko ma swoje ograniczenia czasowe, niezależnie czy jest Batmanem czy Thanosem. Każdy ma swój czas. Zwłaszcza smoki, tak długo chyba się nie muszą wykluwać, co nie? Mniejsza... Odechciało mi się iść do tych jaskiń. Kiedy indziej się tam wybiorę. Albo w sumie... Po dłuższej drodze wreszcie byłem przy wejściu do jaskini. Raz kozie śmierć. Wszedłem i zacząłem swoje poszukiwania za kryształem. Dosyć szybko się znudziłem miejscem swych poszukiwań, szedłem coraz głębiej. Coraz mniej było światła emitowanego przez kryształy, włączyłem latarkę i szedłem dalej, doszedłem do punktu bez dalszej drogi, całej ściany z kryształami, przedstawiały jakąś postać, jakiegoś gada, zrobiłem telefonem zdjęcie, wspaniale to wyglądało i to może coś znaczyć. Powolnym krokiem zmierzałem ku wyjściu, ciekawiło mnie co znaczy ten gad, czy ma może jakąś wartość? Może to być układ prymitywnie zespolonych ze sobą źródeł energii za pomocą wody za nimi. Fajna mini elektrownia. Mniejsza. Wyszedłem z jaskini i skierowałem się na małe zakupy, potrzebuję coś zjeść. Nie będę jeść w restauracji ani nic podobnego, kupię sam potrzebne składniki do posiłku i zrobię go niczym mistrz kuchni. Przeszedłem na targ w mieście, przeszedłem do działu warzyw, wędlin oraz pieczywa. Mam ochotę na zapiekankę. Mniam. Albo frytki. Jeszcze bardziej mniam. Sprzedawcami byli ludzie, pół-ludzie, wampiry i inne. W sprzedaży były jeszcze przedmioty, których prawie nie znałem, jedynie co to z interenetu i filmików na yt. Będę musiał pomyśleć nad imieniem dla mojego gada. Trochę będę musiał poczytać na temat tych stworzeń. Wróciłem do akademii i skierowałem się do biblioteki. Po wejściu do sali zacząłem przeczesywać regały książek w poszukiwaniu jakiejś cegły. Pomiędzy regałami zauważyłem dziewczynę, która próbuje dosięgnąć książkę, podszedłem, wziąłem jakąś grubą encyklopedię.
- O tą książkę Ci chodziło?
<Soraya?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz