Arrix umarł, a z nim opadły kajdany które mnie z nim trzymały.. Nie mogłem uwierzyć własnym oczom, że Mira żyje, pomogła mi mimo tego jakim potworem się okazałem. Nie mogłem uwolnić się od żądzy zabicia jej, zabiłem ją..ta jakimś cudem przeżyła i jeszcze mi pomogła.. Siedzi przy mnie..tuli mnie i mówi do mnie "kochanie".. To się nie dzieje. Cały czas ogarniał mnie szok ahh i to nie mały. Zamknąłem oczy, nawet nie odmruknąłem jej, siedziałem nieruchomo. Zrobiłem kilka głębszych wdechów, a z wypuszczeniem powietrza z płuc otworzyłem oczy. Ta nadal mnie tuliła, ale ja po chwili odsunąłem się i stanąłem tuż przed nią, trzymając mój wzrok na niej. Skrzywdziłem ją.. Ba! Zabiłem... Jestem potworem, takim jakim zawsze się uważałem. Chciałem przemienić się w człowieka..powiedzieć jej że powinna trzymać się ode mnie z dala, ale nie mogłem. Byłem uwięziony w tygrysiej skórze, czy tego chciałem czy też nie.
Musieliśmy się stąd wydostać, widziałem jak słaba jest błekitno-włosa, dlatego podszedłem do niej ocierając się bokiem o nią, stanąłem i mruknąłem. Chyba wiedziała o co chodzi bowiem wspięła się na mój grzbiet. Z dziewczyną na grzbiecie zacząłem ruszać w kierunku wyjścia z podziemi.
<Mirajane?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz