29 czerwca 2019

Od Zuli CD Drake/Reszta

Stałam wpatrując się w Draka. Zupełnie nie wiedziałam co mam robić. Jednakże moja decyzja, moje zdanie zostało przyspieszone, bowiem już za raz ojciec przyszedł do nas.
-Coś się dzieje?- zapytał obserwując nas.
-Nie, tylko że..-urwałam i spojrzałam na narzeczonego, czekał na moją decyzję. Obydwoje czekali, chodź ojciec nie wiedział o co chodzi, może to i lepiej dla nas.
-Tato, chodzi o to, że ja nie zamierzam nigdzie lecieć bez Draka.-mówiąc to, chwyciłam ciemnowłosego za rękę. Chciałabym aby Drake poleciał ze mną, jednak jeżeli nie poleci to nie polecę i ja, trudne czasy w tym świecie i nie miałabym stu procentowej pewności, że tu wrócę i ponownie się z nim spotkam, a na rozłąkę nie byłam gotowa i na pewno nigdy nie będę.
-Rozumiem Was. Zula lecz było mówione, że lecicie razem. Więc co się stało?-zapytał skupiając wzrok tym razem na moim kochanym.
-Na prawdę chciałabym lecieć z Wami obydwoma na naszą wyspę- powiedziałam..
<Drake? Inni?>

Od Avena CD Mirajane

   Nie potrafiłem sobie wybaczyć tego co jej zrobiłem, na co naraziłem i że to przeze mnie jest narażona na niebezpieczeństwo. Byłem głupi pozwalając na to by uczucie między nami się narodziło, gdybym był w tedy mądrzejszy, nie pozwoliłbym na to i nie narażałbym niewinnej dziewczyny. Ale nie cofnę czasu, a patrząc na Mirajane to szczerze mówiąc nie chciałbym tego robić. Jest moją iskierką w życiu dającą światło i nadzieję na nowy dzień, a zarazem na to, że cierpienie moje i mego rodzeństwa się skończy. 
Otarłem łbem o jej ręce i cicho mruknąłem, nie spuszczałem z niej wzroku. Po chwili podszedłem do łóżka i położyłem na nim głowę, chciałem by się położyła, by poszła spać i odzyskała cenne siły. 
-Dobrze, już idę, ale proszę połóż się ze mną-poprosiła. Spojrzałem na swoje łapy, nie były brudne, szczerze nie chciałbym brudzić pościeli na której śpimy. Kiedy dziewczyna weszła do łóżka, położyłem się tuż przy niej, a ta przytuliła się do mnie. 


   Otworzyłem oczy i ujrzałem przed sobą śpiącą Mirę, była taka piękna. Przemieniłem się w człowieka i ręką pogłaskałem ją po policzku, po czym lekko ucałowałem. Postanowiłem wstać i pójść na piętro akademii do kuchni, chciałem jakoś wynagrodzić jej to wszystko. Wymykając się cicho z pokoju jeszcze raz upewniłem się czy niebieskowłosa śpi, po czym jako tygrys rzuciłem się biegiem do kuchni. Oddałem się gotowaniu.
   Cicho otworzyłem drzwi do naszego pokoju i zacząłem ostrożnie podchodzić z tacą z jedzeniem. Ustawiłem ją na stoliku i poszedłem do dziewczyny. Ująłem delikatnie jej twarz i pocałowałem, ta zbudziła się i oddała pocałunek. Szybko spostrzegła tacę z jedzeniem.
Food art 
<Mirajane?>

20 czerwca 2019

Od Arthur'a DO Sorayi

Odetchnąłem głęboko z jajkiem w swoich rękach. Wszystkie formalności się skończyły, ja teraz siedziałem na łóżku w moim nowym pokoju. Mam się opiekować tym jajem aż do wyklucia. To będzie trochę kłopotliwe jak dla mnie, ale trzeba wytrzymać. Sięgnąłem po notebook'a z przegrody plecaka. Wyciągnąłem, położyłem na pościeli, następnie wyjąłem z kolejnej przegródki podstawkę do laptopa. Postawiłem ją na pościeli, następnie na niej urządzenie. Uruchomił się cały proces i włączyło się cudowne urządzenie za pomocą jednego przycisku. Zacząłem przeglądać strony w poszukiwaniu układu scalonego., jego budowy, materiałów potrzebnych do wykonania i zastosowań. Ciekawe jakie zastosowania może mieć to jajko? Może generuje energię, a energia daje ciepło. Trzeba je przetestować w swoim czasie. Zrobić masę badań, dowiedzieć się co i jak długo będzie wychodzić z swej powłoki to stworzenie. Trzeba wyjść za niedługo z tego pokoju i pozwiedzać pobliskie tereny. Wyciągnąłem telefon z kieszeni marynarki, odpaliłem wyszukiwarkę w celu znalezienia ewentualnej mapy. Coś podobnego do starej mapy znalazłem, wszystkie objaśnienia, drogi, miejsca i nawet obiekty naukowe zaznaczone. Pierwsze co odwiedzimy z jajem będzie biblioteka oraz pobliski sklep elektroniczny. Potrzebne są mi dyski SSD i wentylatory silentium. Będzie gruntowna analiza i opieka nad wszystkim. Ubrałem torbę ala nosidełko, włożyłem w nie jajko i wyszedłem z pokoju. Może wyglądałem jak idiota, ale dżentelmenem z jajkiem w nosidełku . Można to nazwać eksperymentem z lekcji WDŻ. Po jakiś 30 minutach wyszedłem z pałacu, prawie się pogubiłem, ale znalazłem drogę przy pomocy strażników i nauczycieli. Skierowałem się prosto do sklepu o nazwie "Komputronik", nie był jednym z najlepszych cenowo i jakościowo, ale posiadał potrzebne mi rzeczy. Jako jedyny z okolicy miał tak wielki asortyment. Po wejściu do sklepu od razu podszedłem do kasy.
- Dzień dobry, potrzebuję wentylatora silentium z RGB.
- Mamy, zaraz przyniosę, coś jeszcze dla Pana?
- Dowolne dyski SSD, powyżej 48 GB.
- Już przynoszę. - Młody mężczyzna z bródką poszedł do magazynu, po paru minutach przyniósł mi wentylator i cztery dyski. Dokładnie obejrzałem specyfikacje i cenę.
- Biorę, poproszę rachunek przytwierdzić do konta.
- Będzie to 950. - Zapłaciłem kartą i podałem dane do konta na komputroniku. Nie ufam jakoś paragonom, szybko się wybielają. Nie masz dowodu zakupu, nie ma gwarancji, nie ma zwrotu kasy za produkt. Musiałem jeszcze podać dane dokąd mają to dostarczyć, dodatkową uwagę mają mieć przy transporcie mych zakupów. Teraz do jakiejś księgarni trzeba. Podróż minęła tym razem trochę dłużej, musiałem znaleźć otwartą, w końcu zdecydowałem się na smyk, ceny może wysokie, ale zawsze otwarty, gdy trzeba. Poszukałem i nie znalazłem nic ciekawego, same poradniki dla dzieciaków i jeszcze źle napisane. No cóż, spojrzałem na mapę, znalazlem najciekawsze miejsca, moim następnym przystankiem miała być jaskinia kryształów rodu Dredayów, jakoś tak chyba. Mniejsza, może znajdę jakiś kryształ służący za nową soczewkę? Będę wtedy strasznie ucieszony, będzie przyjemna i dobrym materiałem. Trochę się zejdzie dojście... To jest niestety pod wyspą... Trzeba będzie skorzystać z latarki. Wyjąłem z kieszeni marynarki power-bank'a. Powinno się nadać, energia do ładowania i rozjaśniania. Może to chyba nie wystarczyć, trzeba będzie się powrócić po jakąś latarkę do sklepu. Po drodze miałem stację paliw, dosyć dziwna, dlaczego dziwna? Sprzedawczynią była dziewczyna w zielonym uniformie, ze skrzydłami posiadającymi białe pióra. Jeszcze blondyneczka, stereotypowy przykład anioła. Pewnym krokiem podszedłem do pracownicy stacji.
- Dzień dobry, poproszę latarkę. - Spojrzała na mnie z uśmiechem na twarzy.
- Małą czy dużą Pan sobie życzy?
- Mała będzie wystarczyć. - Od razu mnie skasowała. - Do widzenia.
- Do widzenia pingwinku. - Pingwinku? Czy ja wyglądam na pingwina z tym jajem? To jest trochę chore, porównywać mnie do zwierzaka. W sumie pingwiny też mają coś ala garnitur, ciekawe, ale to jajo trochę wadzi. Niech szybciej się wykluwa. Czasu nie ma, wszystko ma swoje ograniczenia czasowe, niezależnie czy jest Batmanem czy Thanosem. Każdy ma swój czas. Zwłaszcza smoki, tak długo chyba się nie muszą wykluwać, co nie?  Mniejsza... Odechciało mi się iść do tych jaskiń. Kiedy indziej się tam wybiorę. Albo w sumie... Po dłuższej drodze wreszcie byłem przy wejściu do jaskini. Raz kozie śmierć. Wszedłem i zacząłem swoje poszukiwania za kryształem. Dosyć szybko się znudziłem miejscem swych poszukiwań, szedłem coraz głębiej. Coraz mniej było światła emitowanego przez kryształy, włączyłem latarkę i szedłem dalej, doszedłem do punktu bez dalszej drogi, całej ściany z kryształami, przedstawiały jakąś postać, jakiegoś gada, zrobiłem telefonem zdjęcie, wspaniale to wyglądało i to może coś znaczyć. Powolnym krokiem zmierzałem ku wyjściu, ciekawiło mnie co znaczy ten gad, czy ma może jakąś wartość? Może to być układ prymitywnie zespolonych ze sobą źródeł energii za pomocą wody za nimi. Fajna mini elektrownia. Mniejsza. Wyszedłem z jaskini i skierowałem się na małe zakupy, potrzebuję coś zjeść. Nie będę jeść w restauracji ani nic podobnego, kupię sam potrzebne składniki do posiłku i zrobię go niczym mistrz kuchni. Przeszedłem na targ w mieście, przeszedłem do działu warzyw, wędlin oraz pieczywa. Mam ochotę na zapiekankę. Mniam. Albo frytki. Jeszcze bardziej mniam. Sprzedawcami byli ludzie, pół-ludzie, wampiry i inne. W sprzedaży były jeszcze przedmioty, których prawie nie znałem, jedynie co to z interenetu i filmików na yt. Będę musiał pomyśleć nad imieniem dla mojego gada. Trochę będę musiał poczytać na temat tych stworzeń. Wróciłem do akademii i skierowałem się do biblioteki. Po wejściu do sali zacząłem przeczesywać regały książek w poszukiwaniu jakiejś cegły. Pomiędzy regałami zauważyłem dziewczynę, która próbuje dosięgnąć książkę, podszedłem, wziąłem jakąś grubą encyklopedię.
- O tą książkę Ci chodziło? 

<Soraya?>

14 czerwca 2019

Od Mirajane CD Avena

Dlaczego mój Avenek był taki smutny... Widziałam to w jego oczach, że coś było po prostu nie tak. Pogładziłam delikatnie jego futerko na szyi i wskoczyłam na jego grzbiet. Położyłam się na nim, zamykając oczy i przytulając się do niego. Tak za nim tęskniłam i teraz właśnie go odzyskałam... Nawet gdyby kazał mi odejść, nie zrobiłabym tego. Kocham go, mimo tego co się stało. Zrobił to, ale pod wpływem tamtego potwora. Nie chciał tego zrobić. Wiedziałam o tym dobrze. Ciągle delikatnie muskałam palcami futro mojego skarba.
- Aven... Kocham cię... Naprawdę ciebie kocham... Nigdy nie pozwoliłabym, aby stała ci się krzywda... - powiedziałam nagle.  - I nie obwiniaj się. To nie była twoja wina. Wiem o tym dobrze... - szepnęłam jeszcze i ucałowałam miejsce blisko ucha przemienionego.
Szybko dotarliśmy do wyjścia z podziemi, a ja chwilę później usnęłam... Czułam bliskość mojego Avena i to było najważniejsze dla mnie w tej chwili, w końcu... Nigdy nie czułam niczego tak wielkiego. On był dla mnie wszystkim... Strata kogoś takiego wywołałaby we mnie stratę chęci życia...
---
Obudziłam się w Akademii w swoim pokoju, kiedy to tygrys kładł mnie już na łóżko. Ziewnęłam, otworzyłam oczy i uśmiechnęłam się do niego.
- Chodź... Nie smuć się już... Widzę to w twoich oczach... - rzekłam.
Zeszłam z materaca i uklęknęłam przed nim, obejmując go rączkami za szyję. Przytuliłam się, naprawdę uwielbiałam to uczucie. I uwielbiałam naprawdę Avena... Jak mogłabym go nie uwielbiać. Takie coś w ogóle nie istnieje...

<Aven..? :3>

Od Avena CD Mirajane

Arrix umarł, a z nim opadły kajdany które mnie z nim trzymały.. Nie mogłem uwierzyć własnym oczom, że Mira żyje, pomogła mi mimo tego jakim potworem się okazałem. Nie mogłem uwolnić się od żądzy zabicia jej, zabiłem ją..ta jakimś cudem przeżyła i jeszcze mi pomogła.. Siedzi przy mnie..tuli mnie i mówi do mnie "kochanie".. To się nie dzieje. Cały czas ogarniał mnie szok ahh i to nie mały. Zamknąłem oczy, nawet nie odmruknąłem jej, siedziałem nieruchomo. Zrobiłem kilka głębszych wdechów, a z wypuszczeniem powietrza z płuc otworzyłem oczy. Ta nadal mnie tuliła, ale ja po chwili odsunąłem się i stanąłem tuż przed nią, trzymając mój wzrok na niej. Skrzywdziłem ją.. Ba! Zabiłem... Jestem potworem, takim jakim zawsze się uważałem. Chciałem przemienić się w człowieka..powiedzieć jej że powinna trzymać się ode mnie z dala, ale nie mogłem. Byłem uwięziony w tygrysiej skórze, czy tego chciałem czy też nie.
Musieliśmy się stąd wydostać, widziałem jak słaba jest błekitno-włosa, dlatego podszedłem do niej ocierając się bokiem o nią, stanąłem i mruknąłem. Chyba wiedziała o co chodzi bowiem wspięła się na mój grzbiet. Z dziewczyną na grzbiecie zacząłem ruszać w kierunku wyjścia z podziemi.
<Mirajane?>