- Violet wstawaj! Violet! - powoli otworzyłam powieki by ujrzeć nad sobą białego kota z czerwonymi ślepiami.
- Blanche… - mruknęłam przecierając zaspane oczy. - Która godzina? - sięgnęłam po zegarek. Kocisko wytrąciło mi go z ręki.
- To nie ważne! - położyła łapy na moich policzkach i przybliżyła głowę
do mojej twarzy. - Lumière zniknęła – słysząc to zerwałam się na równe
nogi. Blanche spadła ze mnie lecz w locie zmieniła się w motyla dzięki
czemu uniknęła bliskiego spotkania z ziemią. - Jakim cudem uciekła?
Przecież zamknęłam drzwi – podniosłam z krzesła ubrania z wczoraj.
Ubierałam się idąc w stronę wyjścia.
- Okno… Nie byłam w stanie jej zatrzymać. Jest strasznie szybka – motyl
wylądował na moim ramieniu po czym przyjął swoją pierwotną postać. Wąż
owinął się wokół szyi. To jej ulubione miejsce.
- Nie wiem nawet gdzie zacząć poszukiwania – rozejrzałam się wokół spanikowana.
- Myślmy racjonalnie… Oddychaj Violet – Blanche próbowała mnie uspokoić ale to jeszcze bardziej mnie stresowało.
- Jestem pewna, że ktoś ją znajdzie i nam zwróci. W końcu na zawieszce
wpisałaś adres, prawda? - tak, Lumière chodzi w obroży gdyż to nie
pierwszy raz kiedy uciekła. Blanche to wymyśliła.
- Tak… Ale co jeśli ktoś ją sprzeda… Matko nie chcę o tym nawet myśleć –
szłyśmy przez ulice miasta. Zaczęło świtać, a sprzedawcy powoli
rozkładali swoje stragany. Każdego z nich pytałam czy nie widział małego
smoka wyglądem przypominającego węża, który od czasu do czasu świeci.
Nikt… Jakby ślad po niej zaginął.
- Violet! - Blanche w postaci psa próbowała znaleźć trop smoka i chyba
jej się udało. - Spójrz tylko. Ten świecący pył coś mi przypomina.
- Od kiedy Lumière z nami mieszka jest go pełno w domu…
- No właśnie! Chodź za mną – i ruszyła niczym ogar, a ja za nią próbując
dotrzymać kroku. Przebiegłyśmy dużą część miasta aż w końcu… - Patrz!
Jest tam! - spojrzałam przed siebie. Zobaczyłam smoczka siedzącego w
czyimś plecaku. Kończyła jeść jedną z wielu rybek… Ości reszty wyrzucała
na ulicę. Właściciel torby nie był nawet świadomy faktu, że jest
okradany przez małą bestię.
- Zabiję ją… - twardym krokiem ruszyłam w ich stronę. - Młoda damo masz
ogromne kłopoty! - krzyknęłam tak, że smoczątko zastygło w bezruchu i
powoli przełknęło ostatni kawałek ryby. Nieznajomy spojrzał na mnie
przez ramię i przy okazji zauważył niechcianego pasażera. Sięgną do tyłu
ręką i chwycił Lumière za włosy na jej grzbiecie. Przeniósł ją
naprzeciwko swojej twarzy by móc patrzeć jej prosto w oczy. Był
zdecydowanie bardzo niezadowolony. Smok trzymający w łapkach rybkę
wyciągnął ją w stronę mężczyzny próbując go jakoś udobruchać. W tym
czasie podeszłam do nich. - Przepraszam za nią. Oddam pieniądze za to co
zjadła – wyciągnęłam portfel. - Ile jestem winna?
<Simon?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz