14 marca 2019

Od Logana Cd Eshia


Niema popatrzyła na mnie z mordem w oczach. Co ja jej  takiego zrobiłem?! Byłem miły, nie obraziłem ani nie uderzyłem. Użyczyłem jej swojego konia. Ba! Nawet nadałem jej imię! Cóż, jej strata. Więcej jej nie zaproponuję niczego od siebie, choćby padła mi nagle z pragnienia...


Ten jej smok tez jest jakiś niewydarzony. Cofnąłem się, by nie zionął na mnie ogniem, bądź innym draństwem. Nie lubię smoków, nie wiem dlaczego i skąd mi się to wzięło, ale od zawsze ich nie lubiłem. Jakbym miał do nich jakąś urazę, traumę czy coś. Nie umiem tego wyjaśnić. Podejrzewam, że to może mieć związek z moim tatusiem, co to mnie i moją biedną matkę porzucić, kiedy byłem mały. Może był jeźdźcem..? Dobra, nie warto teraz spekulować. Chciałbym walnąć się wreszcie na wygodne łóżko, napić się piwa, pospać trochę. Potem może zacznę szukać sobie jakieś fuchy? Albo odszukam wreszcie ten klub, co go w karty wygrałem. O, to, to, to! Tak właśnie zrobię. Pójdę sprawdzić moje włości. Ciekawe, czy drugi wspólnik będzie mieć wonty o to, że ten pierwszy stracił swoją działkę w udziałach. Z tego co mi wiadomo, było pół na pół. Teraz to ja mam połowę, a tamten gościu został się z niczym. Jestem ciekaw, czy warto było zakładać się o coś takiego. Kto wie? Może to nie jakaś tam drugorzędna melina, a nocny klub z prawdziwego zdarzenia! Może za niedługo stanę się bogaty..! Oooj, wtedy to by było wspaniale. Mógłbym wreszcie się stąd urwać. Wyjechać bardzo daleko i nigdy nie wrócić. Zapomnieć o tym co było. Może nawet i zacząć od nowa? 

Ach, marzenia ściętej głowy...

Szedłem obok swojego konia, specjalnie nie dosiadłem go, tylko wlokłem się z tyłu, za Niemą. Wyczułem spadek jej energii, podejrzewam, że przycięła komara. Może to i lepiej. Mogę w świętym spokoju myśleć nad przyszłą fortuną, kobietach, pokerze.... ogniu... Gdy tylko o nim pomyślę zaczynam odczuwać ciepło na całym ciele. Przyjemne ciepełko, niczym krople krwi tryskające z ran moich wrogów, ludzi których zabiłem. Ich krew też była zawsze ciepła, a w kontakcie z moją skórą aż wrząca. Pewnie mi się zdawało, a raczej z pewnością tak jest, ale widoki te na zawsze zapamiętam.

Maszerowaliśmy w kompletnej ciszy jakieś dwie i pół godziny. Szczerze, to zaczęły mnie już boleć nogi, no i musiałem iść za potrzebą. Dlatego bez słowa odłączyłem się od Niemej, stanąłem w dość wysokich krzakach. Nie zaprzątałem sobie głowy tym, by rozejrzeć się, czy ktoś mnie widzi. Nawet jeśli, to niech patrzą! Mam się czym pochwalić. Ludzie, patrzajta! Pyton w buszu..! Zaśmiałem się pod nosem z żartu, który właśnie mi się udał. Och Logan, ty skończony draniu, masz ty poczucie humoru. Po tym małym ulżeniu postanowiłem odpocząć chwilę pod jednym z drzew. Nie martwiłem się tym, że Niema i jej wesoła gromadka byli już dość oddaleni i z każdym kolejnym krokiem coraz dalej ode mnie. Później ich wytropię w mgnieniu oka. To dla mnie żaden problem. Wystarczy podążyć za ich energią. Niegdyś aura zawsze zdradzała położenie moich. Szło się jak po nitce do kłębka. Dlatego byłem taki skuteczny. Nikt nigdy mi nie umknął. Nigdy.

Po krótkiej drzemce, a może nie tak znowu krótkiej, słońce zaczęło już powoli zachodzić. A to oznaczało, że przespałem większość dnia. Zebrałem się szybko, wsiadłem na mojego "konika" i galopem pognaliśmy w stronę Akademii. Miasto już majaczyło na horyzoncie. Niema pewnie już była w Akademii. No nic, i tak ją znajdę. Postanowiłem właśnie, że się do niej przyczepię. Będę ją nachodził aż do znudzenia. I niech nikt nie myśli, że będę przy tym grzeczny! Mam rogatą, paskudną duszę. Umilę mojej nowej koleżance życie, oj umilę. Poczekaj Niema, twój nowy najlepszy przyjaciel od serca już do ciebie pędzi...!



<Eshia?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz