Niebywałe... Ten koleś miał przy sobie jedno z najbardziej rzadkich zwierząt na świecie! Trico, istota, która nie do końca została jeszcze przez naukowców poznana. Widziałam jedynie dwa osobniki tej rasy w swoim życiu, a ten przede mną to jeden z nich. Bez wątpienia jest to samica. Arin, widać ten cały mroczny anioł musiał nadać jej takie imię. Nawet może być. Jak na faceta... Stworzenie otarło się o moją nogę. Z tego co wiem, z reguły to płochliwe i dość nieufne zwierzęta, ale jak widać ten tu zwierz jest bardzo towarzyski. Pogłaskałam Arin po jej miękkim futerku.
Gdy Simon mnie zostawił, pytając przed tym, czy wszystko ze mną w porządku, nie odpowiedziałam mu. Nawet na niego nie spojrzałam. To dla mnie zupełnie obcy człowiek, mój stan powinien być mu obojętny. Skąd u niego troska o moją, nic nieznaczącą osobę? Mniejsza z tym, zawijam się do domu. Simon w jednym ma rację. Moja energia jest bardzo słaba. Dlatego ubrałam się szybko i skierowałam w stronę domu. Całe szczęście byłam nieopodal posiadłości.
~ Wszystkie pomioty w promieniu kilkudziesięciu mil zniknęły. Zostały zabite przez tarczę Lilith. ~ Znikąd usłyszałam głos mojej smoczycy w głowie. Już nie czułam do niej takiej niechęci jak na początku. Co więcej, zaczęłam się z nią coraz lepiej dogadywać. Czuję, jak nasza więź się utrwala, jak staje się coraz mocniejsza. I wiem, że ona też to czuje.
~ Tak, spisała się. ~ Odpowiedziałam jej po chwili, ponieważ coraz trudniej było mi zebrać myśli do kupy. W sumie, to w ogóle mi to nie wychodziło.
~ Ty także. Gdyby nie ty, to Eter zostałoby pochłonięte przez Ciemność!
~ Zrobiłam to, bo.. bo czułam, że musiałam. Coś w środku kazało mi jej pomóc. Ból innych ludzi mnie wtedy wypełnił, taki podobny do mojego.
~ Rozumiem. Rozumiem to doskonale. ~ Gdy smoczyca ucichła, wiedziałam, że to koniec naszej rozmowy na dzisiaj. Udała się na swój odpoczynek do kryształowych grot. Zasłużyła na niego. Dzielnie walczyła, choć nie pokazywała swoich prawdziwych smoczych mocy.
Po kilku chwilach dotarłam wreszcie do domu. Jak zwykle weszłam tylnym wejściem, ale nie udało mi się przemknąć niezauważona na górę. W salonie czekali na mnie moi bracia, Matayas i Oktay a z nim.. Arrow. Jak tylko mnie braciszkowie zobaczyli, ich oczy pociemniały jeszcze bardziej, co jest przecież niemożliwe. Mamy niemal czarne tęczówki przecież.
-- Gdzie byłaś.? -- spytał poważnym tonem Matayas. Otworzyłam usta by coś powiedzieć, gdy z moich włosów wyplątało się stworzonko imieniem Arin. Momentalnie Mat wlepił zdziwiony wzrok w małe zwierze, które chyba się go przestraszyło. -- Czy to...
-- Aaa..! Już.. już nie dam rady..! -- Mojemu bratu przerwał rozhisteryzowany krzyk mojej szwagierki. No tak, przecież zaczęła rodzić! Muszę być przy niej, obiecałam jej to kiedyś. A ja zawsze dotrzymuję danego słowa.
-- Tak, to rzadki gatunek Trico -- odpowiedziałam bratu. Zaczęłam kierować się ku schodom. Zaczęłam pokonywać już pierwsze stopnie, gdy nagle stało się coś, czego obawiałam się najbardziej. Zakuło mnie potwornie w klatce piersiowej, tak mocno, że aż zgięłam się w pół, a potem stało się najgorsze. Straciłam niemal całkowicie przytomność.
Nie pamiętam, jak spadłam ze schodów, ani tego, jak przeniesiono mnie do mojego pokoju. Pamiętam jedynie to, że straciłam całkowicie kontakt ze światem zewnętrznym. Dryfowałam w pogrążonej w ciemnościach przestrzeni, przez którą przewijały się znajome mi już świetliste pasma energii. Żadna nie należała do mnie, a mimo to wiedziałam, że jak tylko zaszłaby taka potrzeba, to mogłabym skorzystać z tych, co mnie otaczały. Czułam jak energia przeze mnie przechodziła, jak mieszała się w moim wnętrzu. Nie było to nieprzyjemne, wręcz przeciwnie! Mimo ogólnego zagubienia i bólu, który pochodził z mojej klatki piersiowej czułam się dzięki obecnym wokół mnie aurom dobrze. Łagodziły moje cierpienie. Rozgrzewały od środka, niczym ramiona drugiego człowieka. Zamknęłam oczy, pozwalając, by dać ponieść się temu uczuciu. Gdy już niemal całkowicie się mu poddałam, usłyszałam ciche wołanie, które z czasem się nasilało. Te wołania układały się w jedno słowo. Z początku nie umiałam go rozpoznać, ponieważ dźwięk był stłumiony. Jakbym znajdowała się pod wodą i próbowała podsłuchać rozmowę stojących na powierzchni nade mną, tak właśnie to słyszałam. No ale później, z sekundy na sekundę, głos przerodził się w kilka głosów, wołających kogoś. Kogo ten ktoś woła? Dlaczego zakłóca mój spokój?
I wtedy się przebudziłam. Uczucie przyjemnego ciepła zniknęło, a w zamian niego pojawiło się palenie w klatce piersiowej. Chciałam się podnieść, ale nie potrafiłam. Nie mogła się ruszyć. Sparaliżowało mnie. Na tyle ile byłam w stanie spojrzałam w bok. Obok mnie siedział Okeś, Mat i Arrow. Bracia wyglądali tak, jakby ktoś właśnie umarł. Gdy zauważyli, że się przebudziłam zerwali się z miejsc i doskoczyli do mojego łóżka.
-- Co... co się.. stało? -- spytałam z trudem. -- Co z Aną?
< Reszta towarzystwa? >
Nie pamiętam, jak spadłam ze schodów, ani tego, jak przeniesiono mnie do mojego pokoju. Pamiętam jedynie to, że straciłam całkowicie kontakt ze światem zewnętrznym. Dryfowałam w pogrążonej w ciemnościach przestrzeni, przez którą przewijały się znajome mi już świetliste pasma energii. Żadna nie należała do mnie, a mimo to wiedziałam, że jak tylko zaszłaby taka potrzeba, to mogłabym skorzystać z tych, co mnie otaczały. Czułam jak energia przeze mnie przechodziła, jak mieszała się w moim wnętrzu. Nie było to nieprzyjemne, wręcz przeciwnie! Mimo ogólnego zagubienia i bólu, który pochodził z mojej klatki piersiowej czułam się dzięki obecnym wokół mnie aurom dobrze. Łagodziły moje cierpienie. Rozgrzewały od środka, niczym ramiona drugiego człowieka. Zamknęłam oczy, pozwalając, by dać ponieść się temu uczuciu. Gdy już niemal całkowicie się mu poddałam, usłyszałam ciche wołanie, które z czasem się nasilało. Te wołania układały się w jedno słowo. Z początku nie umiałam go rozpoznać, ponieważ dźwięk był stłumiony. Jakbym znajdowała się pod wodą i próbowała podsłuchać rozmowę stojących na powierzchni nade mną, tak właśnie to słyszałam. No ale później, z sekundy na sekundę, głos przerodził się w kilka głosów, wołających kogoś. Kogo ten ktoś woła? Dlaczego zakłóca mój spokój?
I wtedy się przebudziłam. Uczucie przyjemnego ciepła zniknęło, a w zamian niego pojawiło się palenie w klatce piersiowej. Chciałam się podnieść, ale nie potrafiłam. Nie mogła się ruszyć. Sparaliżowało mnie. Na tyle ile byłam w stanie spojrzałam w bok. Obok mnie siedział Okeś, Mat i Arrow. Bracia wyglądali tak, jakby ktoś właśnie umarł. Gdy zauważyli, że się przebudziłam zerwali się z miejsc i doskoczyli do mojego łóżka.
-- Co... co się.. stało? -- spytałam z trudem. -- Co z Aną?
< Reszta towarzystwa? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz