Czarnowłosa kobieta odeszła za skały, gdzie prawdopodobnie znajdowała się jej odzież. Nie chciałem zakłócać jej prywatności, lecz jej zmieniająca energia z mocnej na słabą i odwrotnie nie dawała mi spokoju, do tego była ranna. Arin truchtała zaraz za mną, postanowiłem podejść do Sorayi.
Stanąłem przy skale i skierowałem swój wzrok na sylwetkę dziewczyny.
Mała szara istotka podbiegła do niej ukazując się w końcu, wepchnęła się między stopy Sorayi i nie spuszczała jej z oczu.
-Wszystko w porządku?-zapytałem. Sam nie wiem dlaczego, w sumie nie interesują mnie inni, ale ona na prawdę wygląda niemrawo.
~Simon-głos w mej głowie ponownie zawitał, lecz puki co starałem się go ignorować. Od samego początku wiedziałem, że jedno z dwóch mnie wybierze, tym samym stanę się znów widoczny dla ojca.. Czy ja aby tego chcę?
Soraya nawet nie drgnęła, siedziała tak jak ją zastałem, jednak jej dłoń znajdowała się na głowie Arin. Czułem, że tak łatwo skrzydlata od czarnowłosej nie odejdzie.
-Proponuję byś wróciła do domu i uważała na siebie. Masz słabą energię..-przerwałem, może nie potrzebnie wyjawiłem to iż w ogóle ją czuję?! Trudno.
Przełknąłem ślinę i spojrzałem na Trico.
-Wróć do mnie potem-rzekłem do Arin, ta cicho ryknęła i wtuliła się ponownie w dłoń dziewczyny.
~Simon.. Synu Oromisa-głos stał się natarczywy. Popatrzyłem raz jeszcze na piękną tajemniczą kobietę i odszedłem. Muszę znaleźć te jaja i w końcu zakończyć jedną z misji.
<Soraya?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz