Myślałam, że zaraz umrę. Naprawdę. Wiedziałam, że poród to nie będzie nic przyjemnego, no ale na litość boską, to..? Wolałabym już walczyć nago z samym Cierniem...! Nasze dzieciątko nogami i rękami pchało się na świat, w sumie to dobrze, ale za to przysparzało mi więcej bólu. Ten cały ból... wiem, że warto się tyle przemęczyć. W końcu marzyliśmy o dziecku od tak dawna...
-- Przyj Ana... Przyj z całej siły teraz! -- krzyczała do mnie medyczka Adris. Wezwał ją Tobiraya, do pomocy. Złapałam męża mocno za rękę. Jest tu przy mnie, stara się dodać mi otuchy, choć wiem, że przeżywa to wszystko jeszcze bardziej niż ja.
Cały Tobiraya...
-- Kochanie, już prawie koniec. Widać już główkę. -- Gdy tylko to powiedział, poczułam niebywale silny skurcz. Automatycznie złapałam się pościeli, a dłoń Tobisia ścisnęłam z całych sił.
-- O Boże...! -- wrzasnęłam.
-- Dobrze Ana, świetnie ci idzie. Jeszcze tylko trochę..! -- Adris dodawała mi otuchy, jednak jej słowa ledwo do mnie docierały.
Mijały sekundy, które mi wydawały godzinami, dłużącymi się w nieskończoność. Pot spływał po mnie, z czoła dostawał się do oczu. Mój ukochany przecierał co chwilę moją spoconą twarz ręcznikiem.
-- Widać główkę! -- Te słowa usłyszałam już nieco lepiej, jednak ich sens dotarł do mnie dopiero po chwili. Modliłam się w duchu, by wyciągnęli je ze mnie jak najszybciej.
-- Świetnie sobie radzisz, kochanie -- szept mojego męża podrażnił mi ucho. Jego ciepły oddech podziałał na mnie uspokajająco, jak za każdym razem. I wtedy poczułam jak coś się ze mnie wydostaje, a potem powietrze wokół przeszył płacz dziecka. Na moment przestałam oddychać. Wszystkie dźwięki, prócz płaczu naszego małego maleństwa, przestały dla mnie istnieć. Do oczu zaczęły cisnąć mi się łzy.
-- To chłopiec. Macie syna. -- Adris pospiesznie owinęła małego we wcześniej przygotowane ręczniki. Tobiraya wziął na ręce naszego synka. Widziałam, jak i w jego oczach zbierają się łzy wzruszenia.
-- Mam syna... -- mruknął pod nosem. Spojrzał na mnie. Jego spojrzenie jeszcze nigdy nie było tak przepełnione miłością i szczęściem, jak wtedy. -- Dałaś mi syna...
-- Tobiraya..., coś jest nie tak... -- Nasze chwilowe szczęście zostało przerwane przez Adris. Potem mnie nawiedził kolejny silny skurcz. Co się dzieje? -- Dlaczego nie powiedziałeś mi, że to ciąża bliźniacza?
-- Co...?! -- Tobiraya był tak samo zszokowany jak ja. -- Że.. co? Bliźniacza ciąża?
-- No tak, zaraz na świat przyjdzie drugie dziecko, widać już główkę! -- Ich wymiana zdań nie dotarła do mnie w pełni. Jaka bliźniacza ciąża? Czy to znaczy, że.. że...
-- To bliźnięta? -- spytałam ostatkiem sił. Ledwo urodziłam jedno, a tu nagle się drugie znalazło... -- Zabiję cię Tobiraya...! Jak mogłeś nie wykryć tego..?! -- Byłam wściekła na tego idiotę. Jak mógł się tak pomylić?! Po kilku minutach rozległo się kwilenie kolejnego potomka rodu Dreyarów. Natomiast ja padłam całkowicie bez sił na poduszki. Ledwo kontaktowałam.
-- Drugi chłopiec. Gratuluję, urodziłaś dwóch zdrowych chłopców.
-- Mamy dwóch synów... -- sapnęłam cicho pod nosem. -- Jak my ich nazwiemy?
-- Bliźniaki.. -- Tobiraya nadal był w szoku. Na rękach trzymał obydwu naszych synów. Byli tacy malutcy w jego wielkich, muskularnych ramionach. Nagle jego oczy rozświetliły się. -- Rey i Trey Dreyarowie.
-- Ładnie, podoba mi się... -- Posłałam mężowi lekki uśmiech, mimo tego, iż byłam na niego ogromnie wściekła. Miś podszedł do mnie i podał mi na ręce jedno z dzieci. Przytuliłam dzieciątko do swojej piersi. Maluszek wtulił się we mnie, a ja niemal natychmiastowo zalałam się łzami szczęścia.
-- Rey i Trey Dreyar...
< Uf, przebrnęłam...! Reszta? Ktoś?
560 słów, kochaneczki... :P >
Gratulacje!!
OdpowiedzUsuń:D
Dziękować dziękować :*
Usuń