14 maja 2019

Od Sorayi


Udało nam się znaleźć smoczątko Libby, dzięki bogom. Gdyby maluch się zgubił właśnie tutaj mogłybyśmy go tak prędko nie odnaleźć. Ale miałyśmy szczęście! Świeżo wykluty smok nie odszedł daleko.
Dziewczyna postanowiła udać się już do siebie. Czekał na nią jej nowy pokój w Akademii, a w nim wygodne łóżko. Spędziła ze mną trochę czasu. Na powierzchni zapewne był już wieczór, nie miałam ze sobie zegarka, czy choćby komunikatora lub innego urządzenia. Jedyne co przy sobie miałam to mały nóż i pistolet. Tak na wszelki wypadek.
Wróciłam na chwilę do groty z gorącym źródłem, by pozbierać swoje rzeczy. Spojrzałam ostatni raz na kryształowe ściany, otaczające podziemne źródło. Aż szkoda mi było stąd iść. To jedno z moich ulubionych miejsc. Muszę tu przyprowadzić kiedyś Simona, koniecznie. Spodobało by mu się tutaj, jestem tego pewna. Ach, Simon... Gdy tylko o nim pomyślę to czuję, jak w środku moje serce zaczyna mocniej bić. Wewnętrzny głos podpowiadał mi, że obrałam słuszną drogę. Mimo początkowych wątpliwości teraz już wiem, że to właśnie on jest moją drogą. Właściwym kierunkiem, odszukanym po długim błądzeniu we mgle. Moim światełkiem nadziei. Po prostu go kocham.
Mogłabym tak rozmyślać o Simonie jeszcze przez kolejne chwile, lecz musiałam już się zbierać do domu. Jakie to do mnie niepodobne. Myśli zaprzątane były przez mężczyznę, zupełnie nie zwracały uwagi na otaczający mnie świat, czy na upływający czas. Bycie zakochanym to piękny stan. Potrzebowałam tego.
Nadszedł czas powrotu. Ruszyłam w kierunku wyjścia, jednakże gdy miałam już skręcić w korytarz prowadzący na powierzchnię poczułam coś dziwnego. Przystanęłam na moment, dokładniej wczuwając się w to coś. Nie umiałam rozpoznać co to. Nim spostrzegłam moje nogi niosły mnie w przeciwnym kierunku do wyjścia.
Szłam tak chyba z dobre dziesięć minut. Kryształy na szczęście oświetlały mi drogę. Z każdym moim dotknięciem ich jaśniały delikatnym światłem, dzięki czemu nie maszerowałam na oślep w ciemnościach. Miałam przeczucie, że zbliżałam się coraz bliżej. Zdałam sobie sprawę, iż to, za czym właśnie podążałam było... jakby to ująć... przyzwaniem. Wyczułam w tym wszystkim energię mojej smoczycy. Czyżby to ona kazała mi tu przyjść? Ale po co? Co takiego kryją te podziemia, że postanowiła mnie do siebie wezwać? Może chce mi coś pokazać. A co, jeśli to coś złego? Co, jeśli to jakaś sprawka Ciernia? Nie. To nie on, na pewno nie. Nie dałby rady wydostać się sam ze swojego wymiaru do naszego. Nie ma na tym świecie nikogo, kto by mógł to umożliwić. Na szczęście...
Skręciłam ostro w prawo. Chciałam zrobić kolejny krok wychodząc zza zakrętu i o mały włos, a byłby to mój ostatni. W ostatniej chwili zdążyłam się złapać wystającego kryształu, bo gdybym tego nie zrobiła to spadłabym w przepaść, która kończyła moją samotną wycieczkę. Przede mną rozciągała się niesamowicie wielka pusta przestrzeń. Aż się zdziwiłam, ponieważ gdzieś nade mną było miasto, Akademia tętniąca życiem, no a tu takie... coś. Gdy serce w mojej piersi uspokoiło się nieco popatrzyłam w górę. Sklepienie było pokryte przeróżnymi kryształami, kilkoro z nim było czarnych, złotych. Podeszłam ostrożnie na skraj,popatrzyłam w dół i tak jak sądziłam nie było widać dna, lecz tam na dole... Im dłużej wpatrywałam się w ciemność tym bardziej mi się zdawało, że coś tam jednak dostrzegam. Że coś tam jest i mnie woła.
Mijały minuty, natomiast ja nie ruszyłam się z miejsca, tylko patrzyłam w dół. Przedziwne myśli zawładnęły moją głową, mało tego. Nie mogłam myśleć o niczym innym, jedynie o tym, co kryje się tam na samym dole spowitym ciemnością. Ciekawość urosła we mnie do tego stopnia, iż zrobiłam krok w stronę przepaści, dosłownie jakbym chciała spaść, jednakże oprzytomniałam w porę. Szybko się cofnęłam, aż pod ścianę. Następnie uklękłam pod nią, plecami opierając się o nią Ciepło pochodzące od kryształów zaczęło grzać mnie od tyłu, różne energie zaczęły przechodzić przez moje ciało. Napływały przez plecy, by potem ulecieć przez stopy i dłonie. Zamknęłam oczy. Odetchnęłam głęboko kilka razy, uspokajając się powoli.
- Pora się stąd wynosić - rzekłam sama do siebie.


***

Byłam już niedaleko wyjścia, poznałam to nie tyle co po temperaturze, lecz z oddali mogłam dostrzec już wyjście z groty. Przyspieszyłam kroku. Chciałam jak najszybciej się wydostać z tego miejsca i wrócić się do swojego domu. To dziwne miejsce pod wyspą mnie zaintrygowało. Postanowiłam poszukać czegoś na jego temat. Może poproszę o pomoc Matayasa albo Simona, jeszcze się nad tym zastanowię. Jeśli sama niczego nie znajdę to wtedy poproszę o pomoc. O, to dobry pomysł.
Tak się zamyśliłam nad nowo odkrytym miejscem, iż nie zauważyłam wystającego z ziemi kryształu. Potknęłam się o niego, zachwiałam i upadłam na podłogę. W drodze na nieprzyjemne spotkanie z twardym podłożem musiałam uderzyć się o kolejny kryształ w głowę, a potem.... chyba urwał mi się film. Straciłam przytomność najwidoczniej.


< Ktoś? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz