Obudził mnie głośny szum, otworzyłem odruchowo oczy i podniosłem głowę z poduszki. Chyba lądowaliśmy, wreszcie... Tyle siedzenia w koszmarnie niewygodnym samolocie. Ponad czternaście godzin życia zmarnowane. Uznam to za 0, zobaczymy czy mnie spotkają jakieś jedynki. Wstając z siedzenia poczułem śmierdzący odór, czyżby to był pot czy jakiś śledź? Niektórzy ludzie są w całości złożeni z 0, nie mają wartości w sobie. To jest może smutne, ale człowiek sam wybiera iść do przodu czy wcale. Wyszedłem z samolotu, od razu skierowałem się do odbioru bagażu. Po wszystkich formalnościach wyszedłem przed lotnisko i zacząłem szukać mojego przewodnika, miał posiadać tabliczkę "Mr. Hayes". Zauważyłem taksówkarza z tabliczką, jedyne co się nie zgadzało to było nazwisko. Zamiast Hayes, napisał "Hades". Taka pomyłka... Wsiadłem do taksówki, kierowcą był mężczyzna po czterdziestce. Nie wydawał się jakoś negatywny, zadbany, dobrze kierował i zaczął opowiadać o wyspie. Wysadził mnie w środku miasta, dał wskazówki jak mam dotrzeć do akademii i życzył mi powodzenia. Taksówkarz dostaje ode mnie 1, dobrze się spisał mimo tego błędu na tabliczce. Zacząłem podróżować przez miasto, podczas swej drogi musiałem niejednokrotnie pytać o drogę. Odwiedziłem okolicznościowe sklepy w poszukiwaniu jakiegoś jedzenia, jedynie co znalazłem to kanapki z serem, przynajmniej coś zjadłem. Z walizką pełnych najpotrzebniejszy rzeczy, laptopa, kabli, przejściówek, dysków przenośnych, ubrań i środków codziennego użytku. Dotarłem do bram wielkiego pałacu, oczywiście wielkie wrota i przy nich straż. Na spokojnie podszedłem z walizką do strażników.
- Dzień dobry, nazywam się Arthur Hayes. Dopiero co przyjechałem i chciałbym dołączyć do akademii.
- Witamy, wpierw musiałbyś chłopcze przejść próbę, jeśli przejdziesz to jesteś przyjęty, próbę masz tylko jedną. Ryzykujesz? - powiedział starszy z strażników, który posiadał wąsa. - Mógłbyś dzisiaj jeszcze przejść tą próbę jeżeli wcześniej składałeś papiery.
- Składałem, gdzie mam pójść? - Po mojej wypowiedzi strażnicy powiedzieli mi jak mam dojść, do kogo i gdzie. Pierwszym miejscem miał być sekretariat. Po załatwionych formalnościach miałem przejść do jakiejś sali, tam będzie odbywała się moja próba. Po wejściu do sali zobaczyłem masę jajek ustawionych w rządkach. Przed jajkami stały dwie osoby, jeśli dobrze mnie sekretariat poinformował to starszym facetem jest dyrektor o imieniu Euros, natomiast elfka jest smoczą opiekunką.
- Witamy na próbie młodzieńcze, twym testem jest przejście obok tych jajek.
- Rozumiem dyrektorze. - Zacząłem przechodzić wzdłuż jajek, każde było inne, jedno było czarne, drugie tęczowe inne miało wzorki, strasznie dużo ich było.
- Arthur... - Nagle usłyszałem swoje imię będąc przy ciemnym jajku, odruchowo i z ciekawości dotknąłem ręką jaja.
< Adris? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz