15 maja 2019

Od Adris (Próba przejścia Arthur'a)


Gratulacje! Arthur przeszedł Próbę Przejścia!
Żywioł Smoka: Elektryczność/Energia  Płeć: Samiec




Wygląd gdy dorośnie:

14 maja 2019

Od Yael'a Cd. Soraya

Ostrzeżenie na przyszłość! Jeżeli kiedykolwiek będziecie uciekać przed zmutowanym facetem odzianym w czerń, potrafiącym przemienić się w salamandrę, nigdy, PRZENIGDY nie kierujecie się w stronę podziemi. Wiem że podobna sytuacja nie jest prawdopodobna, prawie zakrawająca o kolejną opowiastkę siedzącego w karczmie pijaczka, takie coś właśnie przytrafiło się mnie. Więc zanim zaczniecie pytać jakie licho podkusiło mnie do zejścia schodami w dół, od razu uprzedzę, że NIE MAM ZIELONEGO POJĘCIA! Dużo krzyczę? Też byście to robili, gdybyście mieli jakże miłą perspektywę gnicia w śród całkiem ładnych kryształów, które poza murami Akademii, chodziłyby po niezłych parę kawałków. No cóż. Mimo, że dookoła takie bogactwa, aktualnie bardziej przejmowałem się smoczym jajem, niewzruszenie spoczywającym na moich kolanach. Westchnąłem przeciągle po raz kolejny tego dnia i pogłaskałam pokrytą wzorami skorupę mojego nowego podopiecznego. Dopiero teraz dotarło do mnie że maluch, co prawda jeszcze nie wykluty, nie posiada imienia. W pierwszym odruchu chciałem skontaktować się z nim tak jak podczas Ceremonii Przejścia, jednak bez większych rezultatów.

- Czego ty tak właściwie jesteś smokiem? - spytałem prychając przy tym trochę kpiąco.

Jak można było się tego spodziewać, jajo pozostało w bezruchu. Jednak w tym też momencie usłyszałem jak coś całkiem ciężkiego upada na ziemię. Zainteresowany, a jednocześnie przygotowany do natychmiastowej ucieczki, napiąłem mięśnie i krok za krokiem starałem się przesunąć w kierunku intrygującego mnie odgłosu.

Jednak nic nie mogło mnie przygotować na to co ujrzałem, wyłaniając się ostrożnie zza zakrętu. Otóż na zimnej jak lód skalę, rozciągnięta w jakiejś dramatycznej pozie, leżała czarnowłosa dziewczyna. Nieprzytomna.

- Widzisz? - mruknąłem na wpół do siebie, a na wpół do mojego skorupowego towarzysza - Na chwilę wezmę sprawy w swoje ręce i już los wtyka mi pod nos kolejną ofiarę losu, którą trzeba ratować!

< Sorayia? Mogę liczyć na odpis? Ps: Yael nie się nie wywyższa on poprostu ma dziwny charakter :D >

Od Sorayi


Udało nam się znaleźć smoczątko Libby, dzięki bogom. Gdyby maluch się zgubił właśnie tutaj mogłybyśmy go tak prędko nie odnaleźć. Ale miałyśmy szczęście! Świeżo wykluty smok nie odszedł daleko.
Dziewczyna postanowiła udać się już do siebie. Czekał na nią jej nowy pokój w Akademii, a w nim wygodne łóżko. Spędziła ze mną trochę czasu. Na powierzchni zapewne był już wieczór, nie miałam ze sobie zegarka, czy choćby komunikatora lub innego urządzenia. Jedyne co przy sobie miałam to mały nóż i pistolet. Tak na wszelki wypadek.
Wróciłam na chwilę do groty z gorącym źródłem, by pozbierać swoje rzeczy. Spojrzałam ostatni raz na kryształowe ściany, otaczające podziemne źródło. Aż szkoda mi było stąd iść. To jedno z moich ulubionych miejsc. Muszę tu przyprowadzić kiedyś Simona, koniecznie. Spodobało by mu się tutaj, jestem tego pewna. Ach, Simon... Gdy tylko o nim pomyślę to czuję, jak w środku moje serce zaczyna mocniej bić. Wewnętrzny głos podpowiadał mi, że obrałam słuszną drogę. Mimo początkowych wątpliwości teraz już wiem, że to właśnie on jest moją drogą. Właściwym kierunkiem, odszukanym po długim błądzeniu we mgle. Moim światełkiem nadziei. Po prostu go kocham.
Mogłabym tak rozmyślać o Simonie jeszcze przez kolejne chwile, lecz musiałam już się zbierać do domu. Jakie to do mnie niepodobne. Myśli zaprzątane były przez mężczyznę, zupełnie nie zwracały uwagi na otaczający mnie świat, czy na upływający czas. Bycie zakochanym to piękny stan. Potrzebowałam tego.
Nadszedł czas powrotu. Ruszyłam w kierunku wyjścia, jednakże gdy miałam już skręcić w korytarz prowadzący na powierzchnię poczułam coś dziwnego. Przystanęłam na moment, dokładniej wczuwając się w to coś. Nie umiałam rozpoznać co to. Nim spostrzegłam moje nogi niosły mnie w przeciwnym kierunku do wyjścia.
Szłam tak chyba z dobre dziesięć minut. Kryształy na szczęście oświetlały mi drogę. Z każdym moim dotknięciem ich jaśniały delikatnym światłem, dzięki czemu nie maszerowałam na oślep w ciemnościach. Miałam przeczucie, że zbliżałam się coraz bliżej. Zdałam sobie sprawę, iż to, za czym właśnie podążałam było... jakby to ująć... przyzwaniem. Wyczułam w tym wszystkim energię mojej smoczycy. Czyżby to ona kazała mi tu przyjść? Ale po co? Co takiego kryją te podziemia, że postanowiła mnie do siebie wezwać? Może chce mi coś pokazać. A co, jeśli to coś złego? Co, jeśli to jakaś sprawka Ciernia? Nie. To nie on, na pewno nie. Nie dałby rady wydostać się sam ze swojego wymiaru do naszego. Nie ma na tym świecie nikogo, kto by mógł to umożliwić. Na szczęście...
Skręciłam ostro w prawo. Chciałam zrobić kolejny krok wychodząc zza zakrętu i o mały włos, a byłby to mój ostatni. W ostatniej chwili zdążyłam się złapać wystającego kryształu, bo gdybym tego nie zrobiła to spadłabym w przepaść, która kończyła moją samotną wycieczkę. Przede mną rozciągała się niesamowicie wielka pusta przestrzeń. Aż się zdziwiłam, ponieważ gdzieś nade mną było miasto, Akademia tętniąca życiem, no a tu takie... coś. Gdy serce w mojej piersi uspokoiło się nieco popatrzyłam w górę. Sklepienie było pokryte przeróżnymi kryształami, kilkoro z nim było czarnych, złotych. Podeszłam ostrożnie na skraj,popatrzyłam w dół i tak jak sądziłam nie było widać dna, lecz tam na dole... Im dłużej wpatrywałam się w ciemność tym bardziej mi się zdawało, że coś tam jednak dostrzegam. Że coś tam jest i mnie woła.
Mijały minuty, natomiast ja nie ruszyłam się z miejsca, tylko patrzyłam w dół. Przedziwne myśli zawładnęły moją głową, mało tego. Nie mogłam myśleć o niczym innym, jedynie o tym, co kryje się tam na samym dole spowitym ciemnością. Ciekawość urosła we mnie do tego stopnia, iż zrobiłam krok w stronę przepaści, dosłownie jakbym chciała spaść, jednakże oprzytomniałam w porę. Szybko się cofnęłam, aż pod ścianę. Następnie uklękłam pod nią, plecami opierając się o nią Ciepło pochodzące od kryształów zaczęło grzać mnie od tyłu, różne energie zaczęły przechodzić przez moje ciało. Napływały przez plecy, by potem ulecieć przez stopy i dłonie. Zamknęłam oczy. Odetchnęłam głęboko kilka razy, uspokajając się powoli.
- Pora się stąd wynosić - rzekłam sama do siebie.


***

Byłam już niedaleko wyjścia, poznałam to nie tyle co po temperaturze, lecz z oddali mogłam dostrzec już wyjście z groty. Przyspieszyłam kroku. Chciałam jak najszybciej się wydostać z tego miejsca i wrócić się do swojego domu. To dziwne miejsce pod wyspą mnie zaintrygowało. Postanowiłam poszukać czegoś na jego temat. Może poproszę o pomoc Matayasa albo Simona, jeszcze się nad tym zastanowię. Jeśli sama niczego nie znajdę to wtedy poproszę o pomoc. O, to dobry pomysł.
Tak się zamyśliłam nad nowo odkrytym miejscem, iż nie zauważyłam wystającego z ziemi kryształu. Potknęłam się o niego, zachwiałam i upadłam na podłogę. W drodze na nieprzyjemne spotkanie z twardym podłożem musiałam uderzyć się o kolejny kryształ w głowę, a potem.... chyba urwał mi się film. Straciłam przytomność najwidoczniej.


< Ktoś? >

4 maja 2019

Od Arthura (Próba Przejścia)


Obudził mnie głośny szum, otworzyłem odruchowo oczy i podniosłem głowę z poduszki. Chyba lądowaliśmy, wreszcie... Tyle siedzenia w koszmarnie niewygodnym samolocie. Ponad czternaście godzin życia zmarnowane. Uznam to za 0, zobaczymy czy mnie spotkają jakieś jedynki. Wstając z siedzenia poczułem śmierdzący odór, czyżby to był pot czy jakiś śledź? Niektórzy ludzie są w całości złożeni z 0, nie mają wartości w sobie. To jest może smutne, ale człowiek sam wybiera iść do przodu czy wcale. Wyszedłem z samolotu, od razu skierowałem się do odbioru bagażu. Po wszystkich formalnościach wyszedłem przed lotnisko i zacząłem szukać mojego przewodnika, miał posiadać tabliczkę "Mr. Hayes". Zauważyłem taksówkarza z tabliczką, jedyne co się nie zgadzało to było nazwisko. Zamiast Hayes, napisał "Hades". Taka pomyłka... Wsiadłem do taksówki, kierowcą był mężczyzna po czterdziestce. Nie wydawał się jakoś negatywny, zadbany, dobrze kierował i zaczął opowiadać o wyspie. Wysadził mnie w środku miasta, dał wskazówki jak mam dotrzeć do akademii i życzył mi powodzenia. Taksówkarz dostaje ode mnie 1, dobrze się spisał mimo tego błędu na tabliczce. Zacząłem podróżować przez miasto, podczas swej drogi musiałem niejednokrotnie pytać o drogę. Odwiedziłem okolicznościowe sklepy w poszukiwaniu jakiegoś jedzenia, jedynie co znalazłem to kanapki z serem, przynajmniej coś zjadłem. Z walizką pełnych najpotrzebniejszy rzeczy, laptopa, kabli, przejściówek, dysków przenośnych, ubrań i środków codziennego użytku. Dotarłem do bram wielkiego pałacu, oczywiście wielkie wrota i przy nich straż. Na spokojnie podszedłem z walizką do strażników.

- Dzień dobry, nazywam się Arthur Hayes. Dopiero co przyjechałem i chciałbym dołączyć do akademii. 


- Witamy, wpierw musiałbyś chłopcze przejść próbę, jeśli przejdziesz to jesteś przyjęty, próbę masz tylko jedną. Ryzykujesz? - powiedział starszy z strażników, który posiadał wąsa. - Mógłbyś dzisiaj jeszcze przejść tą próbę jeżeli wcześniej składałeś papiery.

- Składałem, gdzie mam pójść? - Po mojej wypowiedzi strażnicy powiedzieli mi jak mam dojść, do kogo i gdzie. Pierwszym miejscem miał być sekretariat. Po załatwionych formalnościach miałem przejść do jakiejś sali, tam będzie odbywała się moja próba. Po wejściu do sali zobaczyłem masę jajek ustawionych w rządkach. Przed jajkami stały dwie osoby, jeśli dobrze mnie sekretariat poinformował to starszym facetem jest dyrektor o imieniu Euros, natomiast elfka jest smoczą opiekunką. 

- Witamy na próbie młodzieńcze, twym testem jest przejście obok tych jajek. 

- Rozumiem dyrektorze. - Zacząłem przechodzić wzdłuż jajek, każde było inne, jedno było czarne, drugie tęczowe inne miało wzorki, strasznie dużo ich było.

- Arthur... - Nagle usłyszałem swoje imię będąc przy ciemnym jajku, odruchowo i z ciekawości dotknąłem ręką jaja.


< Adris? >

Arthur Hayes



Imię i nazwisko: Arthur Hayes

Przezwisko: Dark Destiny (tak przezywał go brat) lub Hades (przezwisko z podstawówki używane przez rówieśników ze względu na nazwisko).


Wiek: 19 lat

Płeć: Mężczyzna

Stanowisko: Młody jeździec

Specjalizacje:

- szermierka
- strategia godna mistrzów
nienaganne maniery
przewidywanie poczynań innych w 99.999999999%
zamienianie wszystkiego na 0 i 1
- ścisły i niemożliwy do zaburzenia umysł
- gra na fortepianie
wiedza praktyczna i teoretyczna w sferze IT

RodziceAnabell - troskliwa matka, ufająca swojemu synowi i dbająca o jego szczęście. Arthur zawsze znajdywał u niej wsparcie jeśli miał jakiś problem lub blokadę.

Alex - ojciec Arthur'a, zawsze surowo przykładał się do wychowania syna, nie było ulgi, ale był obiektywny wobec wszystkiego co się działo w domu. 

RodzeństwoIsabell 15 letnia młodsza siostra z heterochromią. zawsze patrzyła na swojego brata jak na kogoś wielkiego i szanowała jego wybory. Wchodząc w wiek buntu nic się nie zmieniła w stosunku do brata, pokazywała zero sprzeciwu wobec Arthura. Przy jego osobie ani razu się nie uśmiechnęła sama z siebie.


Michael 12 letni braciszek, który patrzy na wszystkich z wyższością, uznaje swojego starszego brata jako równemu sobie. Ciągle próbuje dorównać Arthurowi w wszelakich dziedzinach. Nigdy nie zwrócił się do starszego brata o pomoc, zawsze twierdził, że sobie poradzi.

Partner: Brak.

Potomkowie: Brak.

Smok: Brak.

Pupil: Brak.

Charakter
 Arthur jest poważnym, uprzejmym i spokojnym dżentelmenem z klasą, który na chłodno wszystko kalkuluje. Często nim komuś pomoże to przemyśli czy to przyniesie więcej korzyści, czy kłopotów. W swoich działaniach zachowuje porządek i skład, natomiast tego brak w sprzątaniu lub czasami w sposobie wyrażania się. Momentami spojrzy na kogoś z góry, ale to ze względu na to jak go ktoś wcześniej potraktował. Pamięta nawet najmniejszą ranę i zemści się za nią w swoim czasie. Uwielbia las, swój pokój jak i przeróżne rozrywki takie jak muzyka, książki czy nawet własna twórczość. Czasem spory innych ludzi są dla niego znakomitą rozrywką. Lubi rzucać wieloznaczne zdania by zobaczyć reakcję drugiej osoby czy będzie inna niż przewidywał. Łatwo poznaje się na ludziach, już od pierwszych słów zna ich na wylot. W swoich działania i w swym sposobie bycia jest pewny siebie.. Gdy zajdzie potrzeba to się cofnie, w przeciwnym razie prze naprzód. Jeśli chodzi o kobiety to jeszcze żadna go nie uwiodła lub zainteresowała, jest raczej neutralnie do nich nastawionych.

HistoriaArthur urodził się w szlacheckim domu. Był zawsze uczony tego co najważniejsze, samoobrony, nauk ścisłych i komunikacji oraz zasad, które panują na świecie. Rozwijał się jeszcze bardziej niż rodzice mogli oczekiwać po synu, przerastał swoich nauczycieli w olbrzymim tempie, co i rusz trzeba było szukać następnego. Arthur spełniając wszystkiego oczekiwania rodziców, zaczął pragnąć spełnić swoje, osiągnąć niesamowite rzeczy nie jak bycie wielkim dowódcą czy znanym na całym świecie wojownikiem. Nie interesowały go tak proste rzeczy, chciał coś co będzie wieczne, twardsze niż pomnik ze spiżu w erze antyku, ale nie wiedział co Mógł mieć odpowiedź w zasięgu ręki, ale jedynie czego potrzebował do jej złapania to wyrwać się z domu i czasu, czasu na zdobycie wszystkich rzeczy, które się przyczyniają do uchwycenia odpowiedzi. W wieku 19 lat za zgodą rodziców opuścił rodzinny dom i postanowił dołączyć do akademii Smoczych Jeźdźców, czuł, że to jest już jakiś krok do zbliżenia swojego upragnionego celu i spełnienia.

Właściciel
niecnylisek@o2.pl

Pochwały/Upomnienia: (0/0)

Zbroja: -

Miecz/Łuk: -
Przedmioty: -
Punkty: 0
Monety: 0

Punkty Umiejętności
WYTRZYMAŁOŚĆ: 10 / SIŁA:30 / SZYBKOŚĆ: 30 / ZWINNOŚĆ: 30 / PANCERZ: 0




(FORMULARZ SMOKA POJAWI SIĘ PO PRZEJŚCIU PRÓBY PRZEZ KANDYDATA NA SMOCZEGO JEŹDŹCA wtedy proszę o uzupełnienie formularza przez właściciela postaci)