16 marca 2019

Od Violet CD Simon


- Violet wstawaj! Violet! - powoli otworzyłam powieki by ujrzeć nad sobą białego kota z czerwonymi ślepiami.
- Blanche… - mruknęłam przecierając zaspane oczy. - Która godzina? - sięgnęłam po zegarek. Kocisko wytrąciło mi go z ręki.
- To nie ważne! - położyła łapy na moich policzkach i przybliżyła głowę do mojej twarzy. - Lumière zniknęła – słysząc to zerwałam się na równe nogi. Blanche spadła ze mnie lecz w locie zmieniła się w motyla dzięki czemu uniknęła bliskiego spotkania z ziemią. - Jakim cudem uciekła? Przecież zamknęłam drzwi – podniosłam z krzesła ubrania z wczoraj. Ubierałam się idąc w stronę wyjścia.
- Okno… Nie byłam w stanie jej zatrzymać. Jest strasznie szybka – motyl wylądował na moim ramieniu po czym przyjął swoją pierwotną postać. Wąż owinął się wokół szyi. To jej ulubione miejsce.
- Nie wiem nawet gdzie zacząć poszukiwania – rozejrzałam się wokół spanikowana.
- Myślmy racjonalnie… Oddychaj Violet – Blanche próbowała mnie uspokoić ale to jeszcze bardziej mnie stresowało.
- Jestem pewna, że ktoś ją znajdzie i nam zwróci. W końcu na zawieszce wpisałaś adres, prawda? - tak, Lumière chodzi w obroży gdyż to nie pierwszy raz kiedy uciekła. Blanche to wymyśliła.
- Tak… Ale co jeśli ktoś ją sprzeda… Matko nie chcę o tym nawet myśleć – szłyśmy przez ulice miasta. Zaczęło świtać, a sprzedawcy powoli rozkładali swoje stragany. Każdego z nich pytałam czy nie widział małego smoka wyglądem przypominającego węża, który od czasu do czasu świeci. Nikt… Jakby ślad po niej zaginął.
- Violet! - Blanche w postaci psa próbowała znaleźć trop smoka i chyba jej się udało. - Spójrz tylko. Ten świecący pył coś mi przypomina.
- Od kiedy Lumière z nami mieszka jest go pełno w domu…
- No właśnie! Chodź za mną – i ruszyła niczym ogar, a ja za nią próbując dotrzymać kroku. Przebiegłyśmy dużą część miasta aż w końcu… - Patrz! Jest tam! - spojrzałam przed siebie. Zobaczyłam smoczka siedzącego w czyimś plecaku. Kończyła jeść jedną z wielu rybek… Ości reszty wyrzucała na ulicę. Właściciel torby nie był nawet świadomy faktu, że jest okradany przez małą bestię.
- Zabiję ją… - twardym krokiem ruszyłam w ich stronę. - Młoda damo masz ogromne kłopoty! - krzyknęłam tak, że smoczątko zastygło w bezruchu i powoli przełknęło ostatni kawałek ryby. Nieznajomy spojrzał na mnie przez ramię i przy okazji zauważył niechcianego pasażera. Sięgną do tyłu ręką i chwycił Lumière za włosy na jej grzbiecie. Przeniósł ją naprzeciwko swojej twarzy by móc patrzeć jej prosto w oczy. Był zdecydowanie bardzo niezadowolony. Smok trzymający w łapkach rybkę wyciągnął ją w stronę mężczyzny próbując go jakoś udobruchać. W tym czasie podeszłam do nich. - Przepraszam za nią. Oddam pieniądze za to co zjadła – wyciągnęłam portfel. - Ile jestem winna?


<Simon?>

14 marca 2019

Od Logana Cd Eshia


Niema popatrzyła na mnie z mordem w oczach. Co ja jej  takiego zrobiłem?! Byłem miły, nie obraziłem ani nie uderzyłem. Użyczyłem jej swojego konia. Ba! Nawet nadałem jej imię! Cóż, jej strata. Więcej jej nie zaproponuję niczego od siebie, choćby padła mi nagle z pragnienia...


Ten jej smok tez jest jakiś niewydarzony. Cofnąłem się, by nie zionął na mnie ogniem, bądź innym draństwem. Nie lubię smoków, nie wiem dlaczego i skąd mi się to wzięło, ale od zawsze ich nie lubiłem. Jakbym miał do nich jakąś urazę, traumę czy coś. Nie umiem tego wyjaśnić. Podejrzewam, że to może mieć związek z moim tatusiem, co to mnie i moją biedną matkę porzucić, kiedy byłem mały. Może był jeźdźcem..? Dobra, nie warto teraz spekulować. Chciałbym walnąć się wreszcie na wygodne łóżko, napić się piwa, pospać trochę. Potem może zacznę szukać sobie jakieś fuchy? Albo odszukam wreszcie ten klub, co go w karty wygrałem. O, to, to, to! Tak właśnie zrobię. Pójdę sprawdzić moje włości. Ciekawe, czy drugi wspólnik będzie mieć wonty o to, że ten pierwszy stracił swoją działkę w udziałach. Z tego co mi wiadomo, było pół na pół. Teraz to ja mam połowę, a tamten gościu został się z niczym. Jestem ciekaw, czy warto było zakładać się o coś takiego. Kto wie? Może to nie jakaś tam drugorzędna melina, a nocny klub z prawdziwego zdarzenia! Może za niedługo stanę się bogaty..! Oooj, wtedy to by było wspaniale. Mógłbym wreszcie się stąd urwać. Wyjechać bardzo daleko i nigdy nie wrócić. Zapomnieć o tym co było. Może nawet i zacząć od nowa? 

Ach, marzenia ściętej głowy...

Szedłem obok swojego konia, specjalnie nie dosiadłem go, tylko wlokłem się z tyłu, za Niemą. Wyczułem spadek jej energii, podejrzewam, że przycięła komara. Może to i lepiej. Mogę w świętym spokoju myśleć nad przyszłą fortuną, kobietach, pokerze.... ogniu... Gdy tylko o nim pomyślę zaczynam odczuwać ciepło na całym ciele. Przyjemne ciepełko, niczym krople krwi tryskające z ran moich wrogów, ludzi których zabiłem. Ich krew też była zawsze ciepła, a w kontakcie z moją skórą aż wrząca. Pewnie mi się zdawało, a raczej z pewnością tak jest, ale widoki te na zawsze zapamiętam.

Maszerowaliśmy w kompletnej ciszy jakieś dwie i pół godziny. Szczerze, to zaczęły mnie już boleć nogi, no i musiałem iść za potrzebą. Dlatego bez słowa odłączyłem się od Niemej, stanąłem w dość wysokich krzakach. Nie zaprzątałem sobie głowy tym, by rozejrzeć się, czy ktoś mnie widzi. Nawet jeśli, to niech patrzą! Mam się czym pochwalić. Ludzie, patrzajta! Pyton w buszu..! Zaśmiałem się pod nosem z żartu, który właśnie mi się udał. Och Logan, ty skończony draniu, masz ty poczucie humoru. Po tym małym ulżeniu postanowiłem odpocząć chwilę pod jednym z drzew. Nie martwiłem się tym, że Niema i jej wesoła gromadka byli już dość oddaleni i z każdym kolejnym krokiem coraz dalej ode mnie. Później ich wytropię w mgnieniu oka. To dla mnie żaden problem. Wystarczy podążyć za ich energią. Niegdyś aura zawsze zdradzała położenie moich. Szło się jak po nitce do kłębka. Dlatego byłem taki skuteczny. Nikt nigdy mi nie umknął. Nigdy.

Po krótkiej drzemce, a może nie tak znowu krótkiej, słońce zaczęło już powoli zachodzić. A to oznaczało, że przespałem większość dnia. Zebrałem się szybko, wsiadłem na mojego "konika" i galopem pognaliśmy w stronę Akademii. Miasto już majaczyło na horyzoncie. Niema pewnie już była w Akademii. No nic, i tak ją znajdę. Postanowiłem właśnie, że się do niej przyczepię. Będę ją nachodził aż do znudzenia. I niech nikt nie myśli, że będę przy tym grzeczny! Mam rogatą, paskudną duszę. Umilę mojej nowej koleżance życie, oj umilę. Poczekaj Niema, twój nowy najlepszy przyjaciel od serca już do ciebie pędzi...!



<Eshia?>

9 marca 2019

Od Yael'a Cd. Cor


Nigdy. Powiadam nigdy w życiu nie miałem na nogach butów. Zresztą nigdy jakoś specjalnie nie starałem się ich zdobyć. To był nieopłacalny interes. Zazwyczaj im coś droższe tym prawowity właściciel bardziej się pienił i było więcej zachodu z zachowaniem nowej zdobyczy. Dodatkowo za kradzież można było być wychłostanym na środku rynku. Jednak najgorzej było jak władza zaczynała się interesować twoją rodziną. To znaczyło, że trzeba brać nogi za pas i czym prędzej wynosić się z miasta.
Z resztą zakładanie czegoś na stopy wydawało mi się strasznie nienaturalne.
Już miałem odmówić jednak pomyślawszy, że możliwość odmowy przyda mi się później wysunąłem obuwie na nogi. Jak się w tym w ogóle chodzi?!
Na szczęście nasza ukochana matka ewolucja dała nam również w prezencie zmysł obserwacji, tak więc krok po kroku przekonałem się, że najprościej jest stawiać stopy od pięty do palców, a nie jak to miałem w zwyczaju (najczęściej uciekając) w kierunku odwrotnym.
Po chwili podniosłem wzrok i zauważając, że mój przewodnik jest już na końcu korytarza, przyspieszyłem kroku. Nie musiałem się bardzo starać gdyż nie minęła minuta, a zrównałem z nim krok.


< Cor? :* >