Wszystko szło tak, jak trzeba, znalazłem doskonałego przewoźnika. Zadbał o to, aby nikt nie zaciekawił się naszą obecnością na statku, wystarczyło mu tylko solidnie zapłacić. Miała być to prosta droga na Eter, żadnych przystanków co czyniło to idealną opcją. Zbyt szybko jednak pochwaliłem ten rejs. Gdy zapadł zmrok, a większość udała się na odpoczynek, zaskoczono nas. Łowcy dotarli i tutaj, w sposób mi nieznany, byliśmy bowiem pośrodku oceanu. Dopadłem jak najszybciej do kajuty Nef, serce biło mi szybciej od nerwów. Zaczynałem zdawać sobie sprawę, że nie wszystko poszło zgodnie z planem. Zabarykadowałem wejście. Wyjąłem miecz i zacząłem budzić dziewczynę. Ciągle mając na uwadze drzwi, które w każdej chwili mogły zostać wyważone.
Wciąż widziałem w myślach obraz jej przerażonej twarzy, gdy kazałem jej się schować. Odgłos stąpających kroków za drzwiami wzmagał moje napięcie. Nie zdołałem jej pocieszyć, było mnie stać tylko na przepraszające spojrzenie. Gdy tylko się schowała pod postacią myszy, poczułem spokój, teraz mogłem działać, nie martwiąc się o nią. Bogom dzięki, iż Nefi ma taką zdolność.
Nie minęło wiele czasu, a wrogowie dostali się do środka. Od razu jeden z nich rzucił się na mnie z ostrzem wyglądającym na tępe. Odbiłem jego atak tak szybko jak ten go zadał.
-Nie radziłbym -ostrzegłem pewnie. Facet ponownie zaatakował, unieruchomiłem jego nadgarstek, wygiąłem i wytrąciłem mu broń z dłoni. W tym czasie drugi zamachnął się, ale zrobiłem w porę unik, drasnął mnie. Niebieska krew pozostała na jego mieczu. Uczucie słodkiej adrenaliny przepełniało moje ciało. Spojrzałem zdenerwowany na niego, a ten zrobił się niepewny po zobaczeniu koloru mojej krwi. Nie wie, na kogo poluje? Idiotyzm... wysyłać niedoinformowanych na pewną śmierć. Żadnej zabawy z nimi nie było, nie musiałem się nawet wysilić, by oboje padli martwi na podłodze.
Cisza, która zapadła zaczęła mnie niepokoić. Wyszedłem na korytarz i zacząłem sprawdzać wszystkie kajuty, wszyscy ludzie się pochowali, każdej osobie nakazałem być w ukryciu. Dobrze wiedziałem, że nie była to robota tej dwójki, musiał tu być ktoś jeszcze.
Gdy wyszedłem na zewnątrz, zobaczyłem wysokiego mężczyznę w jedynie skórzanym pancerzu, siedział i przygwożdżając butem naszego kapitana, groził mu nożem, którym wymachiwał w powietrzu.
-Nie szkoliłeś swoich ludzi... Zbyt łatwi- odparłem. Wiedziałem, że moje słowa mogą być trochę nierozważne, zważając na to, w jakiej sytuacji znajduje się kapitan, ale wiedziałem, że to ten typ człowieka, że nie zostawi tak tego. Tak jak myślałem, brunet wstał i w błyskawicznym tempie znalazł się przy mnie z krańcem noża wycelowanego w moją krtań. Uśmiechnąłem się tylko szerzej i patrzyłem na to jak opada na ziemie jego bezwładne ciało...martwe ciało.
-Bogom dzięki!- wykrzyczał starszy, kiedy wstał z desek. No pewnie, bogom dzięki, bo ja pojawiłem się tu przypadkowo i niczego nie zrobiłem.
-Wszystko w porządku?- Nefi pojawiła się tu, nawet nie wiem kiedy.
-Kazałem ci czekać, nie wyraziłem się dość jasno?
-Jest już bezpiecznie, nikogo nie czuje. -odparła i poszła wraz z kapitanem do sterów. Zacząłem zastanawiać się, w jaki sposób tu trafili, ale równie dobrze mogli być tu zrzuceni przez lotników. Spojrzałem na martwego pod moimi nogami. Nie mógł być dowódcą, zbyt szybko dał się zabić...
******
Rankiem wszyscy udawali, że nic się nie stało, ludzie bowiem unikali tematu nocnego ataku. Nie dziwiło mnie to, od lat żyją w wyparciu tego co złe. Chociaż jak już mają coś potępić to jeźdźców i nas... Bitwa z Cierniem, upadek smoczych jeźdźców, śmierć księżniczki i wymarcie większości ludzi z Eter, stolicy całego Dragoso mocno przyczyniła się do naszej obecnej niewiary w smoki i ich jeźdźców. Że też nie wiedzą, co tak naprawdę się stało. Kiedyś przyjdzie ten czas kiedy wszyscy się dowiedzą, a śmierć Simona będzie pamiętana jako poświęcenie dla tego świata.
Na myśl o nim jak zawsze przewijały mi się momenty kiedy jeszcze żył... Przypomniałem sobie, jak stał obok mnie podczas jednej z pierwszych bitew. Jego pewność siebie i niestrudzone dążenie do ochrony innych były dla mnie jak światło w najciemniejszych chwilach. Tak wiele się zmieniło, a ja wciąż nosiłem ciężar jego poświęcenia. Po chwili wyrwałem się z tego, ponieważ na horyzoncie było już widać dawny dom, to Eter.
C.D.N
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz