Podróż statkiem nie należała do moich ulubionych, co chwilowe kołysanie sprawiało, że traciłam równowagę i byłam zmuszona się czegoś złapać, aby nie upaść. Gdyby tego było mało, miałam mdłości, które już w ogóle w niczym nie pomagały... Tak, zdecydowanie nie lubiłam transportu morskiego. Jeszcze raz Risar wpadnie na tak genialny pomysł, a ze mnie już chyba nic nie zostanie. Że też ubzdurał sobie, że rejs statkiem będzie mniej podejrzliwy niż zwyczajny lot. Owszem jego czarny łeb mogłoby być widać z daleka, lecz ja znakomicie bym się ukryła.
-Jak się masz ?- Przeklinanie go w myślach go przywołało ? Spojrzałam na brata i wysłałam mu uśmiech dający do zrozumienia, iż "na prawdę" świetnie się bawię. - Doskonale- rzucił i udał się z powrotem do człowieka, który pomagał nam się dostać na wyspę Eter. Miał mnie jednak ciągle na oku. Przewróciłam tylko oczyma jak i również powstrzymałam kolejną próbę pozbycia się zawartości żołądka. Umrę dziś na tym statku... Pamiętam, jak Risar zawsze potrafił rozśmieszyć mnie nawet w najgorszych momentach. Kiedy mieliśmy wyruszyć w pierwszą podróż na morzu, stał na pokładzie, wskazując na horyzont i mówiąc: "Jeśli dobrze pójdzie, może jeszcze parę godzin podróży. Może uda Ci się nie wysmarować całego pokładu swoją zawartością żołądka, a przynajmniej mam taką nadzieję" Jego radosny śmiech był jak antidotum na wszelkie lęki, a ja tylko z uśmiechem podążałam za jego entuzjazmem, zapominając o wszystkim, co mogło pójść nie tak. Każdy żart, każda niewinna kpina sprawiały, że lęk powoli ustępował miejsca radości. Czułam, jak wspólna podróż łączy nas jeszcze bardziej, a przygoda staje się czymś, co możemy przeżyć razem.
..............
-Nef! Nefeli!- zbudziłam się ze snu, białowłosy stał nade mną z mieczem w ręku i w pełnej zbroi, zerkał na mnie co kilka sekund. Bombardowanie w drzwi sprawiło, iż tym bardziej się wybudziłam i stanęłam na równe nogi. Serce biło mi jak oszalałe, ręce drżały, czułam napięcie gdy tylko słyszałam odgłosy zza drzwi. Spostrzegłam od razu poustawiane beczki i stół tak by blokowały drzwi. Coś było bardzo nie tak.
-Mieliśmy bezpiecznie dotrzeć na miejsce...-powiedziałam cicho do brata. Ten tylko spojrzał na mnie przepraszająco. Wiem dobrze, jak zależy mu na moim bezpieczeństwie, nie bez powodu ciągle krył mnie przed światem.
-Proszę cię, schowaj się gdzieś i poczekaj, aż po ciebie wrócę. -Poprosił, ale ton jego głosu brzmiał niczym rozkaz. Mimo to, jego głos działał na mnie kojąco, ale nie mogłam wyrzucić z głowy uczucia niepokoju, które rosło. Nie próbowałam się przeciwstawiać. Przyjęłam formę białej myszy i wbiegłam pod łóżko, gdzie wepchnęłam się pod ruchomą deskę w podłodze. Oddychałam ciężko i niespokojnie, trzęsłam się, niewiedza o tym kto próbuje się do nas dostać, sprawiała, że bałam się o Risara. Miałam tylko jego... Co jeśli nie wróci? Mrok w pomieszczeniu zdawał się gęstnieć, a strach władający moim ciałem coraz głośniejszy. Morskie powietrze było ciężkie, a od zapachu wilgotnych beczek i stęchlizny, mdłości wróciły ze zdwojoną siłą. Gdybym tylko mogła zamknąć oczy i zniknąć, czułam, jakby czas się zatrzymał, czekanie było jednym z najgorszych uczuć w tej chwili. Wiedziałam, że muszę być cicho, każdy szmer sprawiał, że moje serce się zatrzymywało, jakby bało się, że jego bicie może przywołać nieprzyjaciela.
C.D.N
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz