4 sierpnia 2024

Od Risara CD Nefeli

Wszystko szło tak, jak trzeba, znalazłem doskonałego przewoźnika. Zadbał o to, aby nikt nie zaciekawił się naszą obecnością na statku, wystarczyło mu tylko solidnie zapłacić. Miała być to prosta droga na Eter, żadnych przystanków co czyniło to idealną opcją. Zbyt szybko jednak pochwaliłem ten rejs. Gdy zapadł zmrok, a większość udała się na odpoczynek, zaskoczono nas. Łowcy dotarli i tutaj, w sposób mi nieznany, byliśmy bowiem pośrodku oceanu. Dopadłem jak najszybciej do kajuty Nef, serce biło mi szybciej od nerwów. Zaczynałem zdawać sobie sprawę, że nie wszystko poszło zgodnie z planem. Zabarykadowałem wejście. Wyjąłem miecz i zacząłem budzić dziewczynę. Ciągle mając na uwadze drzwi, które w każdej chwili mogły zostać wyważone.
Wciąż widziałem w myślach obraz jej przerażonej twarzy, gdy kazałem jej się schować. Odgłos stąpających kroków za drzwiami wzmagał moje napięcie. Nie zdołałem jej pocieszyć, było mnie stać tylko na przepraszające spojrzenie. Gdy tylko się schowała pod postacią myszy, poczułem spokój, teraz mogłem działać, nie martwiąc się o nią. Bogom dzięki, iż Nefi ma taką zdolność. 
  Nie minęło wiele czasu, a wrogowie dostali się do środka. Od razu jeden z nich rzucił się na mnie z ostrzem wyglądającym na tępe. Odbiłem jego atak tak szybko jak ten go zadał. 
-Nie radziłbym -ostrzegłem pewnie. Facet ponownie zaatakował, unieruchomiłem jego nadgarstek, wygiąłem i wytrąciłem mu broń z dłoni. W tym czasie drugi zamachnął się, ale zrobiłem w porę unik, drasnął mnie. Niebieska krew pozostała na jego mieczu. Uczucie słodkiej adrenaliny przepełniało moje ciało. Spojrzałem zdenerwowany na niego, a ten zrobił się niepewny po zobaczeniu koloru mojej krwi. Nie wie, na kogo poluje? Idiotyzm... wysyłać niedoinformowanych na pewną śmierć. Żadnej zabawy z nimi nie było, nie musiałem się nawet wysilić, by oboje padli martwi na podłodze. 
  Cisza, która zapadła zaczęła mnie niepokoić. Wyszedłem na korytarz i zacząłem sprawdzać wszystkie kajuty, wszyscy ludzie się pochowali, każdej osobie nakazałem być w ukryciu. Dobrze wiedziałem, że nie była to robota tej dwójki, musiał tu być ktoś jeszcze.
Gdy wyszedłem na zewnątrz, zobaczyłem wysokiego mężczyznę w jedynie skórzanym pancerzu, siedział i przygwożdżając butem naszego kapitana, groził mu nożem, którym wymachiwał w powietrzu. 
-Nie szkoliłeś swoich ludzi... Zbyt łatwi- odparłem. Wiedziałem, że moje słowa mogą być trochę nierozważne, zważając na to, w jakiej sytuacji znajduje się kapitan, ale wiedziałem, że to ten typ człowieka, że nie zostawi tak tego. Tak jak myślałem, brunet wstał i w błyskawicznym tempie znalazł się przy mnie z krańcem noża wycelowanego w moją krtań. Uśmiechnąłem się tylko szerzej i patrzyłem na to jak opada na ziemie jego bezwładne ciało...martwe ciało. 
-Bogom dzięki!- wykrzyczał starszy, kiedy wstał z desek. No pewnie, bogom dzięki, bo ja pojawiłem się tu przypadkowo i niczego nie zrobiłem. 
-Wszystko w porządku?- Nefi pojawiła się tu, nawet nie wiem kiedy. 
-Kazałem ci czekać, nie wyraziłem się dość jasno? 
-Jest już bezpiecznie, nikogo nie czuje. -odparła i poszła wraz z kapitanem do sterów. Zacząłem zastanawiać się, w jaki sposób tu trafili, ale równie dobrze mogli być tu zrzuceni przez lotników. Spojrzałem na martwego pod moimi nogami. Nie mógł być dowódcą, zbyt szybko dał się zabić... 
******
Rankiem wszyscy udawali, że nic się nie stało, ludzie bowiem unikali tematu nocnego ataku. Nie dziwiło mnie to, od lat żyją w wyparciu tego co złe. Chociaż jak już mają coś potępić to jeźdźców i nas... Bitwa z Cierniem, upadek smoczych jeźdźców, śmierć księżniczki i wymarcie większości ludzi z Eter, stolicy całego Dragoso mocno przyczyniła się do naszej obecnej niewiary w smoki i ich jeźdźców. Że też nie wiedzą, co tak naprawdę się stało. Kiedyś przyjdzie ten czas kiedy wszyscy się dowiedzą, a śmierć Simona będzie pamiętana jako poświęcenie dla tego świata. 
Na myśl o nim jak zawsze przewijały mi się momenty kiedy jeszcze żył... Przypomniałem sobie, jak stał obok mnie podczas jednej z pierwszych bitew. Jego pewność siebie i niestrudzone dążenie do ochrony innych były dla mnie jak światło w najciemniejszych chwilach. Tak wiele się zmieniło, a ja wciąż nosiłem ciężar jego poświęcenia. Po chwili wyrwałem się z tego, ponieważ na horyzoncie było już widać dawny dom, to Eter.  
C.D.N

29 lipca 2024

Od Nefeli

  Podróż statkiem nie należała do moich ulubionych, co chwilowe kołysanie sprawiało, że traciłam równowagę i byłam zmuszona się czegoś złapać, aby nie upaść. Gdyby tego było mało, miałam mdłości, które już w ogóle w niczym nie pomagały... Tak, zdecydowanie nie lubiłam transportu morskiego. Jeszcze raz Risar wpadnie na tak genialny pomysł, a ze mnie już chyba nic nie zostanie. Że też ubzdurał sobie, że rejs statkiem będzie mniej podejrzliwy niż zwyczajny lot. Owszem jego czarny łeb mogłoby być widać z daleka, lecz ja znakomicie bym się ukryła. 

-Jak się masz ?- Przeklinanie go w myślach go przywołało ? Spojrzałam na brata i wysłałam mu uśmiech dający do zrozumienia, iż "na prawdę" świetnie się bawię. - Doskonale- rzucił i udał się z powrotem do człowieka, który pomagał nam się dostać na wyspę Eter. Miał mnie jednak ciągle na oku. Przewróciłam tylko oczyma jak i również powstrzymałam kolejną próbę pozbycia się zawartości żołądka. Umrę dziś na tym statku... Pamiętam, jak Risar zawsze potrafił rozśmieszyć mnie nawet w najgorszych momentach. Kiedy mieliśmy wyruszyć w pierwszą podróż na morzu, stał na pokładzie, wskazując na horyzont i mówiąc: "Jeśli dobrze pójdzie, może jeszcze parę godzin podróży. Może uda Ci się nie wysmarować całego pokładu swoją zawartością żołądka, a przynajmniej mam taką nadzieję" Jego radosny śmiech był jak antidotum na wszelkie lęki, a ja tylko z uśmiechem podążałam za jego entuzjazmem, zapominając o wszystkim, co mogło pójść nie tak. Każdy żart, każda niewinna kpina sprawiały, że lęk powoli ustępował miejsca radości. Czułam, jak wspólna podróż łączy nas jeszcze bardziej, a przygoda staje się czymś, co możemy przeżyć razem.

..............

-Nef! Nefeli!- zbudziłam się ze snu, białowłosy stał nade mną z mieczem w ręku i w pełnej zbroi, zerkał na mnie co kilka sekund. Bombardowanie w drzwi sprawiło, iż tym bardziej się wybudziłam i stanęłam na równe nogi. Serce biło mi jak oszalałe, ręce drżały, czułam napięcie gdy tylko słyszałam odgłosy zza drzwi. Spostrzegłam od razu poustawiane beczki i stół tak by blokowały drzwi. Coś było bardzo nie tak. 

-Mieliśmy bezpiecznie dotrzeć na miejsce...-powiedziałam cicho do brata. Ten tylko spojrzał na mnie przepraszająco. Wiem dobrze, jak zależy mu na moim bezpieczeństwie, nie bez powodu ciągle krył mnie przed światem. 

-Proszę cię, schowaj się gdzieś i poczekaj, aż po ciebie wrócę. -Poprosił, ale ton jego głosu brzmiał niczym rozkaz. Mimo to, jego głos działał na mnie kojąco, ale nie mogłam wyrzucić z głowy uczucia niepokoju, które rosło. Nie próbowałam się przeciwstawiać. Przyjęłam formę białej myszy i wbiegłam pod łóżko, gdzie wepchnęłam się pod ruchomą deskę w podłodze. Oddychałam ciężko i niespokojnie, trzęsłam się, niewiedza o tym kto próbuje się do nas dostać, sprawiała, że bałam się o Risara. Miałam tylko jego... Co jeśli nie wróci? Mrok w pomieszczeniu zdawał się gęstnieć, a strach władający moim ciałem coraz głośniejszy. Morskie powietrze było ciężkie, a od zapachu wilgotnych beczek i stęchlizny, mdłości wróciły ze zdwojoną siłą. Gdybym tylko mogła zamknąć oczy i zniknąć, czułam, jakby czas się zatrzymał, czekanie było jednym z najgorszych uczuć w tej chwili. Wiedziałam, że muszę być cicho, każdy szmer sprawiał, że moje serce się zatrzymywało, jakby bało się, że jego bicie może przywołać nieprzyjaciela.

C.D.N