24 lutego 2020

Koniec

Witajcie Moi Drodzy. 
Niestety czy stety blog kończy swoją działalność. Być może kiedyś powrócimy a być może zostanie kiedyś założony zupełnie inny nowy blog. 
To była na prawdę wspaniała przygoda pisać historię Smoczych Jeźdźców razem z Wami. 
Życzę Wam wszystkiego co najlepsze i powodzenia.  

Pozdrawia administracja. 

19 lutego 2020

Od Cora CD Sara

- Chciałaś mnie widzieć? - Zapytałem wpatrującą się w jakieś dokumenty Lilith. Byłem świeżo po powrocie z misji i jeszcze nie zdążyłem zdać z raportu na temat tego jak poszło.
    - Tak, ale przed tym. Jak misja? - Na to pytanie rzuciłem jej pod nogi worek, w którym była głowa upolowanego mutanta. Zwierz musiał uciec z armii ciernia i zaszył się na jednej z gór na wybrzeżach. Okolicznie wioski sporo na tym ucierpiały, tak samo jak okoliczna fauna. Zadanie było dla mnie proste, więc szybko wróciłem. - Rozumiem, czyli tak jak zawsze. To co teraz powiem, to nie tyle zadanie, co właściwie prośba. Do naszej straży dołączy nowa członkini. Chciałabym byś pomógł jej się oswoić z nowym otoczeniem. - Patrzyłem na nią i zastanawiałem się czy to jeden z tych żartów których nie mogłem nigdy zrozumieć, czy może zaczynała wariować.
    - Chcesz bym to ja pomógł komuś oswoić się z tym miejsce? Spośród tylu osób które lepiej się do tego nadają, ty prosisz o to mnie? - Nie tylko ja uważałem że to fatalny pomysł. Ludzie dookoła nas także uważali że powinna to dokładnie przemyśleć. Że mogę być potrzebny gdzie indziej. Powodów było wystarczająco, by wysłać kogoś innego. Oczywiście Lilith nie przegadasz.
    - Już powiedziałam że to nie jest rozkaz, a prośba. Zrobisz to dla mnie czy nie?
    - Skoro chcesz to proszę bardzo, ale wątpię by to się udało. - Nie jestem towarzyski. Ani z natury, ani z wyglądu. Nie wiedziałem co tym razem sobie wykombinowała, ale tak po prawdzie to nie bardzo mnie to też obchodziło. Nic na tym nie stracę. Co najwyżej kolejna osoba będzie mnie unikała.
    Powiedziała mi o jej obecnym miejscu zamieszkania, jak wygląda, oraz jej imię. Nie tracąc więcej czasu ruszyłem prosto do jej pokoju w akademiku. Ludzie po drodze jak ciągle dziwnie się na mnie patrzyli, ale jakoś nie bardzo mnie to wtedy obchodziło. W końcu dotarłem przed jej pokój i zacząłem pukać. Cisza.
    - Ona gdzieś wyszła jakiś czas temu. - Powiedział cichy głos. Odwróciłem się by spojrzeć na jego źródło i zobaczyłem jak głowa jednej z uczennic wystaje zza framugi drzwi. Jak tylko zobaczyła że zwróciłem na nią uwagę natychmiast schowała się w pokoju. No cóż. Trop się urwał więc uznałem że poszukam jej na terenie szkoły. Może postanowiła zwiedzać na własną rękę.
    Przeszukałem kilka miejsc, aż w końcu trafiłem salę informatyczną. Była w środku jedna osoba, która zgadzała się także z opisem poszukiwanej przeze mnie kobiety. Lilith coś wspominała że zna się na informatyce w dość sporym stopniu, więc nie dziwne że tu jest. Zbliżyłem się do niej i widocznie była zbyt pochłonięta przeglądaniem danych akademii by mnie zauważyć. Stanąłem nad za jej plecami i przez chwilę przyglądałem się temu co robi.
    - Większość z tych informacji mogłaś dostać jeśli zapytałabyś kogoś o nie. Nie było potrzeby hakować bazy danych już w pierwszych chwilach pobytu tutaj. 
<Sara?>






17 lutego 2020

Od Libby Cd. Hal

Przyznam szczerze, że bardzo lubiłam klimat karczm i innych tego typu rzeczy. Rzeczy z drewna, ciekawe wystroje i bądź co bądź zawsze jakaś rozrywka się znalazła. Byłam jednak lekko zdziwiona, gdy właściciel ciepło przyjął mojego towarzysza. Widać było, że chyba spory kawał czasu się znają. Przez chwilę nawet przemknęła mi myśl czy to nie jakaś rodzina. Chłopak jednak pociągnął mnie na górę i skierował zapewne do swojego pokoju. Od razu co zrobił po wejściu to rzucił się w stronę swojego miecza, widać, że był czymś cennym. Stwierdziłam, że to chyba jeszcze nie czas o niego pytać, bo miałam wrażenie, że i tak nie dostanę satysfakcjonującej odpowiedzi. W każdym razie byłam zadowolona, że znalazł to co szukał i w końcu bez wymigiwania odpocznie w akademii.

-Obiad! Nie przyjmujemy odmowy! - Usłyszałam wołanie z dołu. No tak, zapomniałam o gospodarzach, którzy najwidoczniej szybko z stąd Hala nie wypuszczą.

-To może idź zjeść a ja na ciebie poczekam - uśmiechnęłam się lekko. Szczerze nie pamiętam, kiedy ostatnio z kimś jadłam, a tym bardziej tyczyło się to rodzinnych obiadów i takich tam. Od śmierci rodziców nie potrafiłam jakość cieszyć się taką atmosferą. Zwłaszcza odkąd rozdzieliłam się z rodzeństwem. Czułam się samotna i w tej samotności się zamknęłam. W końcu, gdy się do niej przyzwyczaisz staje się znośniejsza.

Chłopak jednak otworzył drzwi i gestem pokazał by iść. Sądzę, że mój pomysł został odrzucony a nie chciałam nie na swoim terenie się wdawać w kłótnie. Które zresztą bym toczyła praktycznie sama ze sobą, bo brunet nie rozmawiał. Zeszliśmy na dół, gdzie przywitała nas uśmiechnięta kobieta. Nakrywała do stołu, lecz gdy ujrzała bruneta od razu rzuciła się w jego stronę.

-Gdzieś ty się podziewał, strasznie się martwiliśmy! - Próbowała udawać surowy ton jednak było widać, że poczuła ulgę, gdy go zobaczyła. Chłopak kiwnął tylko głową i rusz w stronę kąta by odłożyć miecz. Całe szczęście, że moje bronie są nie widoczne. Bez nich czuła bym się... nago.

-O przyprowadziłeś gościa jak miło. Siadajcie do stołu, już już.- Kobieta machała rękami poganiając nas

-Jestem Delor, właściciel tej karczmy to moja kochana żona Maroll. - Mężczyzna się uśmiechnął. Oboje wyglądali na sympatycznych ludzi, którzy posiadają cały ogrom ciepła.

-Miło mi was poznać jestem Libby - Odwzajemniłam uśmiech

-Moja droga powiedz skąd jesteś? I gdzie znalazłaś naszą zgubę - Kobieta wystrzeliła z pytaniami jak z procy, na co jej mąż zaczął się śmiać. Spojrzałam ukradkiem na Hala, który pochłaniał obiad i wydawał się nas olewać. Jednak coś mi mówiło, że mimo wszystko bardzo dokładnie przysłuchuje się naszej konwersacji.

-Obecnie mieszkam i uczęszczam do smoczej akademii - zaczęłam a pan Delor gwizdnął - A tą o to przybłędę spotkałam w mieście. Zgubił się więc mu pomogłam - Wzruszyłam ramionami.

Rozmowa od razu przeskoczyła na bruneta i zaczęła padać masa pytań.

-Gdzieś ty się szwendał? Jak to się zgubiłeś? - Właścicielka jak by jechała na jednym wdechu. Przyznam, że zaczęło mnie to bawić. Cicho się chichotałam patrząc na Hala, który nawet nie zdążył przełknąć obiadu. Spojrzał na mnie, wzruszył ramionami i jak gdy by nigdy nic powiedział

-Po prostu pomyliłem drogę

Pomimo, że w tle słyszałam wciąż szum pytań i rozmowy to jak by mnie zatkało. Patrzyłam na niego jak zahipnotyzowana. Serio, przez tyle bawił się w kartki, bo nie chciało mu się gadać?! Nagle zaczęłam się śmiać, tak mocno, że rozbolał mnie brzuch. Chyba ta cała sytuacja tak mnie zdziwiła, że aż rozśmieszyła.

-Przepraszam, po prostu cała sytuacja mnie rozbawiła - Dodałam po chwili ocierając łzę z oka. Ta podróż wydaje się coraz ciekawsze. Coś czuję, że po obiedzie brunet nie odpędzi tak łatwo masę moich pytań.


<Przepraszam, że tak długo!>