23 kwietnia 2019

Od Simon'a CD Winry/ Violet

   Kiedy schyliła się po książki natychmiast zrobiłem to samo. Miała ich tu całkiem sporo, widać że jest pilną uczennicą tejże akademii. Ja nigdy nie stanę w drzwiach salek lekcyjnych, a przynajmniej nie jako uczeń.
Odłożyłem książki na stół tuż obok tych, które pozbierała dziewczyna. 
- Nie przepraszaj, to ja powinienem. Wpadłem tu jak szalony i nawet nie spostrzegłem, że ktoś tu jest-powiedziałem. - Simon - podałem jej swe imię i wyciągnąłem do niej rękę. 
- Miło mi, jestem Winry - przedstawiła się i chwyciła moją dłoń, uniosłem ją i lekko ucałowałem. 
- Czy wszystko w porządku? - zapytałem, wydawało się że coś ją gryzło.
- Tak, tak wszystko jest dobrze, ale niestety muszę wracać do ksiąg. Dziękuję Ci za pomoc!
- Nie ma sprawy - rzekłem. Dziewczyna raz po raz spoglądała na mnie zatopiona w swoich książkach. Nie czując już TEJ energii postanowiłem wyjść.
- Do zobaczenia! - rzuciłem na odchodne blondynce. 

------

   Przemierzałem miasteczko z ostrożnością, nie chciałem by ktoś się mną zainteresował. Też dlatego szedłem z założonym na głowie kapturem. Byłem tu tylko po to by posprawdzać ulice, ludzi, ale tylko obserwując. Musiałem być pewny, że nikogo kto mógłby zaszkodzić mnie i nie tylko mnie, tu nie ma. Zatrzymałem się jednak przy wózku z rybami różnych gatunków. Postanowiłem kupić trochę dla Risara. Po zrobionych zakupach kierowałem się w stronę ścieżki do morza.
  Idąc poczułem energię bardzo blisko mnie, należała ona do smoka światła, był młody. Czułem, że siedzi w torbie i wyjada właśnie ryby Risara.
Byłem ciekaw kiedy zorientuje się, że nie powinna zadzierać akurat ze mną, że też nie skupiła się na mojej energii i nie rozpoznała. W końcu jednak usłyszałem za sobą czyjś głos, kobiecy głos, zapewne należący do opiekunki tegoż smoczątka. Wyciągnąłem smoczycę z torby i spojrzałem w jej oczy, zrozumiała iż nie powinna tego robić. Chwyciłem ją więc łagodniej, po czym położyłem ją na ramieniu złotookiej dziewczyny.
-Nie chcę pieniędzy spokojnie. To mały smok, bywają niegrzeczne, to na pewno nie pierwszy i nie ostatni raz kiedy tak zrobiła.-powiedziałem. Smoczyca wpatrywała się we mnie, z resztą zupełnie jak jej ludzka towarzyszka. Widać było, iż dziewczyna jest tu nowa, jeszcze problemy ze smokiem.
-Na prawdę mogę zapłacić- Ta znowu to samo.
-Schowaj portfel. Wiem doskonale jakie są i mogą być smoki. Ktoś inny może nie przymknąć oka na takie coś, w tedy monety Ci się przydadzą, także zachowaj je-powiedziałem, nawet lekko się uśmiechnąłem do fioletowowłosej.


<Violet?>

16 kwietnia 2019

Od Eshii Cd. Logan


Gdy otworzyłam oczy był już wieczór. Wielka ognista kula zwana potocznie “słońcem” chyliła się ku zachodowi, rzucając długie cienie na drogę. Rozejrzałam się zdezorientowana, zastanawiając się co wybudziło mnie z błogiego snu. Najpierw w oczy rzucił mi się stojący opodal koń Pożal Się Boże Logana. Zmęczony zwierzak, stał na trzęsących się nogach, zanurzając pysk w pobliskim strumieniu, i pić łapczywie. Zeskoczyłam czym prędzej z Haru i podeszłam spokojnie do rumaka. Gdzie jest ten idiota?! Jak mógł doprowadzić swojego konia do takiego stanu?! Zawrzałam w środku, mając ochotę ukatrupić białowłosego. Wierzchowiec, prawdopodobnie wyczuwając mój nastrój, cofnął się parę kroków. Natychmiast uspokoiłam oddech i z delikatnym uśmiechem, ponownie zbliżyłam się do wierzchowca.

- Już maleńki. Ciii. Zajmę się tobą - szepnęłam do końskiego ucha, które skierowało się w moją stronę.

Przesunęłam dłonią od szyi zwierzęcia, aż do jego boku, gdzie rozpięłam ciasno zaciśnięty popręg. Widziałam jak zmaltretowany ogier, nadyma się i wypuszcza z ulgą powietrze. Przewiesiłam popręg przez siodło i podciągając do góry strzemiona, zsunęłam ciężar na ziemię. Zwierzak potrząsnął całym ciałem, jakby pragnąc pozbyć sie sztywności mięśni. Na kolejny ogień poszło ogłowie. Oczywiście pamiętałam, żeby przedtem spętać konia. Mimo wszystko nie chciałam by ten biedak, sploszywszy się, uciekł w kierunku armii Ciernia, a co gorzej w kierunku dzikich gniazd smoków. Smoczęta o tej porze roku były zawsze niesamowicie wygłodniałe. Gdy tylko to pomyślałam poczułam oburzenie Haru. Chyba nigdy nie przestanie mnie zachwycać więź między jeźdźcem, a smokiem.

Po dokładnych oględzinach wierzchowca Logana, z ulgą stwierdziłam, że nic poza przemęczeniem mu nie dolega. Najwyraźniej czekała nas chłodna noc na pustkowiu. Pomasowałam skronie palcami przymykając oczy. Musiałam rozplanować obozowisko. Wpierw trzeba było wybrać dogodne miejsce dla ogiera. Chciałam żeby biedak miał jak najwygodniej. Dlatego też wyciągnęłam zwinięty płaszcz z luki przy siodle i odkryłam nim grzbiet konia, niby derką. Przywiązałam go jeszcze do długiego powrozu, a ten do wysokiego drzewa. Wszelka roślinność wyższa niż przeciętny krzew była rzadkością na równinie, dlatego też bardzo ucieszyłam się zauważając je oddalone o sto metrów. 

Po rozkulbaczeniu Haru, rozwinęłam posłanie na ziemi i przy pomocy mojego smoka rozpaliłam ogień. Jak co wieczór upiekłam trochę mięsa a resztki rzuciłam. Ten spałaszował je w zastraszającym tempie, a gdy oświadczyłam mu że na resztę musi sam zapolować, posłał mi pełne wyrzutu spojrzenie. Roześmiałam się tylko i pogłaskałam jego śliskie, lśniące w blasku płomieni łuski.


<Logan? >