20 października 2018

Od Cora - Pasowanie na Złotego Strażnika



       Słońce zaczęło wznosić się znad horyzontu. Czyli to znak, że powoli czas zakończyć eksperyment, przynajmniej jak na razie. Sprzątając swoje miejsce pracy, jeszcze raz upewniłem się że wszystko co miałem zakończyć, zostało zakończone. Nie chcę by później pojawiły się jakieś komplikacje. Po zakończeniu ponownej inspekcji, zamknął dokładnie miejsce które nazywa swoim laboratorium. Gdyby jakiś prawdziwy naukowiec to usłyszał, wyśmiałby go, on sam uważał że jest to godne ubolewania, ale nawet gdyby miał pieniądze na zakup potrzebnego sprzętu, to nie ma nikogo kto by go mu sprzedał. Kto by robił handel z potworem? 

         Rozmyślając po drodze, jak mógłby ulepszyć swoje miejsce pracy, ruszył w kierunku celu swojej podróży, wybrał jak najmniej zaludnioną ścieżkę, by dostać się do tego miejsca, ale i tak nie mógł ukryć się przed wszystkim, biorąc pod uwagę, miejsce siedziby złotej straży. 
           Wszedł do środka, widział ludzi dookoła siebie W centralnym miejscu stała Lilith, bez cienia wahania ruszyłem w jej stronę. Na tej krótkiej trasie do pokonania, mogłem usłyszeć wiele różnorodnych wyzwisk, przekleństw, czy gróźb pod swoim adresem. Są dwa powody, dla których ci ludzie mnie jeszcze nie zabili: 1. Nie są wstanie. 2. Jest tu Lilith, która mnie akceptuje, głupia kobieta. Sprowadza na siebie tylko kłopoty. 
           Stanąłem przed nią, zwykle powinno się mówić jakąś przysięgę, o tym jak dana osoba będzie się poświęcać, oraz jak będzie się wystrzegała zdrady, by jej imię nie zostało okryte hańbą, czyli nie mam nic do stracenia. Nie wypowiedziałem nawet tej przysięgi, Lilith też nic nie powiedziała na ten temat, pewnie uznała że nie ma sensu tego ode mnie wymagać, zamiast tego z uśmiechem podała mi złoty kielich. 
          - Jam jest złoty strażnik, tak to szło? - zapytałem się sam siebie, ale ona zrobiła minę jak nauczycielka która karci ucznia. Wypiłem wszystko jednym łykiem i poczułem jak energia tego eliksiru. Moje ciało zaczęło się zmieniać, w inny sposób niż zazwyczaj, przemieniłem się w wielką Salamandrę. byłem kilkakrotnie większy od oryginału, można by było na mnie jeździć… i wyglądałem naprawdę dobrze, oczywiście szybko to minęło. Moc eliksiru została spaczona, a mój wygląd zaczął przypominać bestię, która wyszła od szalonego naukowca. Miałem zbyt duże oczekiwania. Wróciłem do swojej normalnej postaci, ignorując głosy o herezji, spaczeniu i mojej śmierci. 
        Lilith mi tylko złożyła gratulację i powiedziała że wyglądałem pięknie. I wiem że nie powiedziała tego tylko po to bym się już odczepił, wiedziała że trzymanie mnie tu dłużej, nie ma większego sensu. Kiwnąłem tylko na jej słowa i wyszedłem. 
Kiedy miałem wracać do swojego laboratorium, ktoś mnie zaczepił…



< Ktoś? >

1 komentarz: