Słońce zaczęło wznosić się znad
horyzontu. Czyli to znak, że powoli czas zakończyć eksperyment,
przynajmniej jak na razie. Sprzątając swoje miejsce pracy, jeszcze
raz upewniłem się że wszystko co miałem zakończyć, zostało
zakończone. Nie chcę by później pojawiły się jakieś
komplikacje. Po zakończeniu ponownej inspekcji, zamknął dokładnie
miejsce które nazywa swoim laboratorium. Gdyby jakiś prawdziwy
naukowiec to usłyszał, wyśmiałby go, on sam uważał że jest to
godne ubolewania, ale nawet gdyby miał pieniądze na zakup
potrzebnego sprzętu, to nie ma nikogo kto by go mu sprzedał. Kto by
robił handel z potworem?
Rozmyślając po drodze, jak mógłby
ulepszyć swoje miejsce pracy, ruszył w kierunku celu swojej
podróży, wybrał jak najmniej zaludnioną ścieżkę, by dostać
się do tego miejsca, ale i tak nie mógł ukryć się przed
wszystkim, biorąc pod uwagę, miejsce siedziby złotej straży.
Wszedł do środka, widział ludzi dookoła siebie W centralnym
miejscu stała Lilith, bez cienia wahania ruszyłem w jej stronę. Na
tej krótkiej trasie do pokonania, mogłem usłyszeć wiele
różnorodnych wyzwisk, przekleństw, czy gróźb pod swoim adresem.
Są dwa powody, dla których ci ludzie mnie jeszcze nie zabili: 1.
Nie są wstanie. 2. Jest tu Lilith, która mnie akceptuje, głupia
kobieta. Sprowadza na siebie tylko kłopoty.
Stanąłem przed
nią, zwykle powinno się mówić jakąś przysięgę, o tym jak dana
osoba będzie się poświęcać, oraz jak będzie się wystrzegała
zdrady, by jej imię nie zostało okryte hańbą, czyli nie mam nic
do stracenia. Nie wypowiedziałem nawet tej przysięgi, Lilith też
nic nie powiedziała na ten temat, pewnie uznała że nie ma sensu
tego ode mnie wymagać, zamiast tego z uśmiechem podała mi złoty
kielich.
- Jam jest złoty strażnik, tak to szło? - zapytałem
się sam siebie, ale ona zrobiła minę jak nauczycielka która karci
ucznia. Wypiłem wszystko jednym łykiem i poczułem jak energia tego
eliksiru. Moje ciało zaczęło się zmieniać, w inny sposób niż
zazwyczaj, przemieniłem się w wielką Salamandrę. byłem
kilkakrotnie większy od oryginału, można by było na mnie jeździć…
i wyglądałem naprawdę dobrze, oczywiście szybko to minęło. Moc
eliksiru została spaczona, a mój wygląd zaczął przypominać
bestię, która wyszła od szalonego naukowca. Miałem zbyt duże
oczekiwania. Wróciłem do swojej normalnej postaci, ignorując głosy
o herezji, spaczeniu i mojej śmierci.
Lilith mi tylko złożyła
gratulację i powiedziała że wyglądałem pięknie. I wiem że nie
powiedziała tego tylko po to bym się już odczepił, wiedziała że
trzymanie mnie tu dłużej, nie ma większego sensu. Kiwnąłem tylko
na jej słowa i wyszedłem.
Kiedy miałem wracać do swojego
laboratorium, ktoś mnie zaczepił…
< Ktoś? >
Zaklepuje!
OdpowiedzUsuń~ Yael