
Kiedy zorientowałam się, dokąd zmierzamy, pomyślałam, że to żart. Chatka tej "wróżki" bo inaczej jej nazwać nie mogłam, wyglądała, jakby miała się rozpaść przy pierwszym silniejszym podmuchu wiatru. Na samym końcu wąskiego klifu, ledwo trzymająca się podłoża, stała strzelista drewniana chatka. Ciro chyba zauważył moje zwątpienie, ponieważ przystanął i spojrzał na mnie z cwaniackim uśmieszkiem.
-Panienka wymięka?- Rzucił zaczepnie. -Przecież chcesz się dowiedzieć, co to za medalik. Innego wyjścia nie widzę, chyba że masz lepszy pomysł albo sama wykminiłaś, do czego on służy.- dodał, rozkładając ręce w teatralnym geście.
-Niczego nie wymyśliłam... Ale to i tak nie zmienia faktu. Mówiłeś, że ta "wróżka"...
-Panienka wymięka?- Rzucił zaczepnie. -Przecież chcesz się dowiedzieć, co to za medalik. Innego wyjścia nie widzę, chyba że masz lepszy pomysł albo sama wykminiłaś, do czego on służy.- dodał, rozkładając ręce w teatralnym geście.
-Niczego nie wymyśliłam... Ale to i tak nie zmienia faktu. Mówiłeś, że ta "wróżka"...
-Czcigodna- wtrącił, przerywając mi.
-Okej, czcigodna.-powtórzyłam z naciskiem.- Miała mieszkać niedaleko miasteczka, lekko na odludziu.-zrobiłam przerwę, mając nadzieję, że dostrzegł problem.- To jest zupełne odludzie Ciro!- Ten machnął tylko ręką w odpowiedzi.
-Okej, czcigodna.-powtórzyłam z naciskiem.- Miała mieszkać niedaleko miasteczka, lekko na odludziu.-zrobiłam przerwę, mając nadzieję, że dostrzegł problem.- To jest zupełne odludzie Ciro!- Ten machnął tylko ręką w odpowiedzi.
-Przesadzasz, ona musi mieć prywatność. Poza tym niektórzy z miasta nie pochwalają jej działalności. Mówią, że wymyśla, ale masz moje słowo, że powie ci prawdę.- rzekł i zaczął ponownie iść w kierunku celu. Westchnęłam cicho i nie mając wielkiego wyboru, poszłam za nim.
Zbliżywszy się do wejścia, można było wyczuć specyficzne zapachy suszonych ziół, kadzideł i innych rzeczy, których nawet nie rozpoznawałam dobrze przez mieszaninę wszystkiego naraz. Pachniało intensywnie i staro. Chciałam zapukać do drzwi, ale te same się otworzyły. Spojrzałam na Ciro, ten jakby nigdy nic po prostu wszedł do środka, nie czekając na nic, dołączyłam do niego.
Zbliżywszy się do wejścia, można było wyczuć specyficzne zapachy suszonych ziół, kadzideł i innych rzeczy, których nawet nie rozpoznawałam dobrze przez mieszaninę wszystkiego naraz. Pachniało intensywnie i staro. Chciałam zapukać do drzwi, ale te same się otworzyły. Spojrzałam na Ciro, ten jakby nigdy nic po prostu wszedł do środka, nie czekając na nic, dołączyłam do niego.
-Halo... Dzień dobry, jest tu ktoś? Przepraszamy, ale drzwi się otworzyły- zawołałam, uznając, że grzeczniej będzie jeśli uprzedzimy o swoim przyjściu. Idąc, zauważałam liczne zioła powieszane na ścianach, oraz namalowane różne symbole namalowane na deskach. Jeden z nich szczególnie przyciągnął moją uwagę. Był to symbol smoka. Jego kontury delikatnie lśniły, jakby światło odbijało się tylko od niego. Miałam wrażenie, że widziałam go wyraźniej niż wszystko inne. Towarzysz mojej podróży, zdawał się dostrzegać niczego szczególnego. Gdy weszliśmy do głównego pomieszczenia, od razu rzuciła nam się w oczy starsza kobieta, lała właśnie do trzech filiżanek jakiś napar z imbryczka.
-Czekałam na was, siadajcie i bierzcie, pijcie, póki ciepłe- rzuciła, nawet na nas nie spoglądając, zajęta nalewaniem. Ciro usiadł, ale tylko powąchał napar i odstawił filiżankę z grymasem. Ja byłam zbyt zmarznięta, by wybrzydzać. Ciepło filiżanki koiło moje dłonie, a smak, zaskakująco słodkawy, był przyjemny. Były to same zioła wymieszane w taki sposób, by tworzyły dosyć intensywny, ale słodkawy smak. Kobieta przyszła do nas i usiadła w fotelu, dokładnie tam gdzie myślałam. Miała siwe włosy schowane pod kaptur, a jej spojrzenie było przenikliwe, jakby już znała odpowiedzi na wszystko.

-Czekałam na was, siadajcie i bierzcie, pijcie, póki ciepłe- rzuciła, nawet na nas nie spoglądając, zajęta nalewaniem. Ciro usiadł, ale tylko powąchał napar i odstawił filiżankę z grymasem. Ja byłam zbyt zmarznięta, by wybrzydzać. Ciepło filiżanki koiło moje dłonie, a smak, zaskakująco słodkawy, był przyjemny. Były to same zioła wymieszane w taki sposób, by tworzyły dosyć intensywny, ale słodkawy smak. Kobieta przyszła do nas i usiadła w fotelu, dokładnie tam gdzie myślałam. Miała siwe włosy schowane pod kaptur, a jej spojrzenie było przenikliwe, jakby już znała odpowiedzi na wszystko.

-A więc, dziecko, domyślam się, że sprowadza cię do mnie Medalion Trzeciego.- Zaczęła, a ja byłam w szoku. Złapałam za medalion, dotykając po kolei palcem wszystkich trzech fragmentów. -Znalazłaś się w jego posiadaniu nie przez przypadek, bogowie uważają, że jesteś godna tego obowiązku, i na tyle silna, by udźwignąć to brzemię.- mówiła, a ja nie umiałam pojąć, o czym ona mówi, przecież noszę go od lat, nic się nie działo. Próbowałam jakoś przypomnieć sobie może jakieś dziwne sytuacje, czy cokolwiek, ale w głowie miałam pustkę. Podczas naszej rozmowy Ciro myszkował po domu, co chwilę wchodząc w moje pole widzenia, staruszka nie była tym w ogóle przejęta. Może on już u niej bywał? Tylko kiedy, przecież prawie całe życie jego było na morzu. Kobieta wyciągnęła w moją stronę ręce, zrozumiałam szybko, czego oczekiwała i położyłam na nich swoje.
-Nosiłaś go długo prawda?- zapytała, jakby znając odpowiedź. Zamarłam, czułam się tak, jakby widziała mnie nie tylko z zewnątrz, ale też gdzieś głębiej... i nie byłam pewna czy mi się to podoba.
-Co?- wydusiłam z siebie, ale ona kontynuowała.
-Nosiłaś go długo prawda?- zapytała, jakby znając odpowiedź. Zamarłam, czułam się tak, jakby widziała mnie nie tylko z zewnątrz, ale też gdzieś głębiej... i nie byłam pewna czy mi się to podoba.
-Co?- wydusiłam z siebie, ale ona kontynuowała.
-Medalik. Lubi być blisko serca. Ale od kilku dni jest niespokojny...czułam to. Przebudza się.- mówiła, miała zamknięte oczy i uniesioną ku górze głowę, jakby czytała z niebios. -Wybrał cię. Jesteś następna.-wyrzekła.
-Kto?-zapytałam oszołomiona. Przecież to zwykły medalik...
-Trzeci, który śpi w podziemiach Eter.- odpowiedziała. A do mojej głowy przybyło wspomnienie mojej babci. Letnie popołudnie, miałam chyba z osiem lat, siedziałam na piasku, moczyłam stopy w morzu. Opowiadała mi zawsze bajki. Mówiła, że jeden z trzech śni o mnie. Pamiętam, że wyjęła z piasku medalion i zawiesiła mi go na szyi, mówiąc, że to nie jest ozdoba, i że kiedy przyjdzie czas, on się obudzi, a ja dowiem się, kim naprawdę jestem. Po wspomnieniu dotknęłam medalika, rozdzielając moje ręce od kobiety.
-Przypomniałaś sobie?-zapytała.
-Tak... To babcia mi go dała. -Kobieta przytaknęła.
-Wiedziała, że coś nadchodzi. Dała ci ochronę, ale też niewyobrażalny ciężar. - Ciro poruszył się niespokojnie na krześle, pierwszy raz od przyjścia wyglądał na naprawdę poruszonego. Wróciłam spojrzeniem na kobietę, ale ta wyglądała, jakby powiedziała mi wszystko, co miała do tej pory. Poczułam, że jest to odpowiedni moment, aby wyjść, niczego więcej na razie się od niej nie dowiem. Wstaliśmy i ruszyliśmy do wyjścia, kobieta tylko skinęła głową, jakby w pożegnaniu.
-Kto?-zapytałam oszołomiona. Przecież to zwykły medalik...
-Trzeci, który śpi w podziemiach Eter.- odpowiedziała. A do mojej głowy przybyło wspomnienie mojej babci. Letnie popołudnie, miałam chyba z osiem lat, siedziałam na piasku, moczyłam stopy w morzu. Opowiadała mi zawsze bajki. Mówiła, że jeden z trzech śni o mnie. Pamiętam, że wyjęła z piasku medalion i zawiesiła mi go na szyi, mówiąc, że to nie jest ozdoba, i że kiedy przyjdzie czas, on się obudzi, a ja dowiem się, kim naprawdę jestem. Po wspomnieniu dotknęłam medalika, rozdzielając moje ręce od kobiety.
-Przypomniałaś sobie?-zapytała.
-Tak... To babcia mi go dała. -Kobieta przytaknęła.
-Wiedziała, że coś nadchodzi. Dała ci ochronę, ale też niewyobrażalny ciężar. - Ciro poruszył się niespokojnie na krześle, pierwszy raz od przyjścia wyglądał na naprawdę poruszonego. Wróciłam spojrzeniem na kobietę, ale ta wyglądała, jakby powiedziała mi wszystko, co miała do tej pory. Poczułam, że jest to odpowiedni moment, aby wyjść, niczego więcej na razie się od niej nie dowiem. Wstaliśmy i ruszyliśmy do wyjścia, kobieta tylko skinęła głową, jakby w pożegnaniu.
Wyszliśmy w milczeniu. Na zewnątrz było chłodniej, słońce rzucało ostatnie promienie słońca, robiąc miejsce dla nocy. Droga powrotna do zatoki wydała się krótsza, może dlatego, że nikt z nas nie wypowiedział ani słowa. Statek czekał dokładnie tam, gdzie go zostawiliśmy, załoga gdy tylko spostrzegła, że jesteśmy, zaczęła przygotowywać się do odcumowania. Weszliśmy na pokład, czekała nas droga powrotna do domu, dopiero potem pomyślę co mam zrobić. Muszę przekazać wieści Zaraleth, ona może będzie wiedziała, co zrobić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz